Andrzej Arendarski: potrzeba nowego spojrzenia na stosunki z UE
ODKŁADANIE SPRAW: Kolejne rządy nie potrafiły stworzyć zwartej koncepcji harmonizacji interesów branżowych w trakcie dochodzenia do UE — uważa Andrzej Arendarski. fot. G. Kawecki
Konflikt na Bałkanach ze szczególną jaskrawością pokazał, że dziś, a tym bardziej w przyszłości, nie da się już rozwiązywać problemów politycznych, militarnych, gospodarczych i społecznych Starego Kontynentu według znanych z przeszłości reguł. Tamte wyrastały z podziału Europy i straciły wiele ze swych walorów wraz z upadkiem komunizmu i zburzeniem muru berlińskiego. W tej sytuacji trzeba na nowo określić, czym ma być sama Unia Europejska, jaki będzie program jej rozszerzania, jaki kształt jej stosunków z otoczeniem jest niezbędny w zmieniającej się Europie.
SĄ TO PYTANIA fundamentalne i w różnym ujęciu już pojawiające się w życiu Unii. Mają one także kapitalne znaczenie praktyczne dla Polski, dla postrzegania perspektyw integracji z UE, dla praktyki przygotowań do zjednoczenia. Ich silne ujawnienie się w związku z kryzysem bałkańskim, z koniecznością przyjęcia przez UE wielkiego i kosztownego planu odbudowy tego regionu, włączenia całej grupy nowych państw w strefę oddziaływania i najróżniejszych form ich integracji ze Wspólnotą, ma bezpośrednie znaczenie dla polskiej gospodarki i procesu przygotowań do integracji.
POLSKA stawia przed sobą cel: pełne członkostwo w UE w roku 2003. To wyznacza zadania polskim negocjatorom, ale nade wszystko zadania w zakresie reform gospodarczych, przemian prawnych i restrukturyzacji wielu dziedzin gospodarki: górnictwa, hutnictwa, przemysłu obronnego, a przede wszystkim rolnictwa. Są to przedsięwzięcia niezwykle kosztowne, brzemienne konfliktami społecznymi i niebezpieczne politycznie. Są one niezbędne gospodarce i tak czy inaczej muszą być realizowane, niezależnie od tego, czy do UE aspirujemy czy nie. Jednak bezpieczne i sprawne ich przeprowadzenie wiąże się z utrzymywaniem wysokiej, jak w latach 1994-97, dynamiki gospodarczej, sięgającej 7 proc. rocznie. Przyrost PKB niższy od 5 proc., w sytuacji gdy rocznie wchodzi teraz w wiek produkcyjny 600 tys. osób, to prawdziwy dramat oznaczający nawrót wielkiego, 16-proc. bezrobocia. Jeśli na to nakładają się jeszcze masowe zwolnienia związane z restrukturyzacją całych gałęzi gospodarki, to nietrudno dostrzec skalę potencjalnych społecznych i politycznych zagrożeń.
FAKT, iż gospodarka wymaga reform i restrukturyzacji niezależnie od tego, czy wejdziemy do Unii czy też nie, wcale nie oznacza, że problemy integracji nie wpływają na rozwój wydarzeń w naszej gospodarce i życiu społeczno-politycznym. Przeciwnie, właśnie usilne dążenie do struktur euroatlantyckich określało bardzo silnie tempo i kierunek naszych przemian. Cieszyło się to olbrzymim, ponad 65-proc. poparciem społecznym. Wejście Polski do NATO uwiarygodniło w polskim społeczeństwie intencje Zachodu. Ale — jak sądzę — znaleźliśmy się dziś w nowej sytuacji: maleje poparcie dla opcji unijnej. Wpływają na to biurokratyczne niekiedy posunięcia Brukseli — motywowane niejednokrotnie doraźnymi tylko, wąskimi interesami — a szczególnie unikanie określenia terminu naszego pełnego członkostwa i przedłużające się przetrzymywanie Polski w „przedpokojach”.
POJAWIAJĄCE SIĘ problemy w harmonizacji interesów na etapie przygotowania do integracji są generowane nie tylko w Brukseli. Także po stronie Polski znajduje się wiele zaniechań, zaniedbań, a nawet zwykłego niedostatku zapobiegliwości. Wiele lat minęło np. od podpisania Układu o Stowarzyszeniu, a dopiero teraz powstaje w Brukseli jako taka reprezentacja polskich interesów gospodarczych. W ogóle nie zauważa się tam efektywnego działania grup nacisku polskich przedsiębiorców, nie działają przedstawicielstwa organizacji i branż, bo nie ma na to środków. Dlatego też zdarza się, iż dopiero w praktyce negocjacji lub w powstałych nagle konfliktach ujawniają się kolizje interesów branżowych, co od razu przenosi kontrowersje na grunt oficjalny.
Andrzej Arendarski jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej