Potrzebujemy klastra z prawdziwego zdarzenia

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2014-10-13 00:00

Eksperci podpowiadają firmom, uczelniom i rządowi, jak zbudować ośrodki innowacyjności. Obecnie nie mamy ani jednego

Jesteśmy często określani mianem zielonej wyspy, ale są mapy, na których Polska w ogóle nie istnieje. Na przykład stworzona przez Cluster Observatory mapa klastrów innowacyjności, uznanych za najlepsze na świecie, pokazuje takie ośrodki, m.in. w Niemczech, Francji, Irlandii, a także na Węgrzech czy w Rumunii, ale nie nad Wisłą. Portal zainicjowany przez Komisję Europejską, obecnie zarządzany przez Centrum Strategii i Konkurencyjności (CSC) przy Szkole Ekonomicznej w Sztokholmie, zauważył, że jest w Polsce kilka klastrów, ale żadnego nie ocenia wysoko. Sprawą zajęli się eksperci The Boston Consulting Group, a namówili ich do tego… prezesi banków.

TU JEST SZANSA:
TU JEST SZANSA:
Marcin Kotlarek, partner w warszawskim biurze Boston Consulting Group, widzi, że Wrocław ma największy potencjał do powstania klastra innowacyjności. W stolicy Dolnego Śląska współpracują uczelnie wyższe, KPMG, park technologiczny i sektor bankowy. Na drugim miejscu znajduje się Kraków (AGH, politechnika, uniwersytet), a na trzecim — Poznań z politechniką, instytutem Tabor, uniwersytetem, parkiem technologicznym i VW.
GK

— Poprosili nas o analizę, jak wykorzystać na zacieśnienie współpracy biznesu z nauką 8 mld EUR z programu Inteligentny Rozwój. Uznaliśmy, że celem biznesu jest realna innowacja i przyjrzeliśmy się, gdzie na świecie takie innowacje powstają — opowiada Marcin Kotlarek, partner w warszawskim biurze Boston Consulting Group.

Klimat dla klastra

Obecnie klastry nie powstają tak, jak Dolina Krzemowa, gdy ze Stanford wychodzili naukowcy, by realizować biznesowe pomysły. Coraz więcej państw dostrzega, że są to motory innowacji, dlatego wspierają je finansowo i logistycznie. Klastra nie można sztucznie stworzyć. Nie powiodła się budowa takiego ośrodka w Tsukuba pod Tokio, bo ludziom źle się tam żyło. Wśród ośmiu czołowych klastrów innowacyjności wybranych przez MIT w czterech chroniona jest własność intelektualna, w sześciu — liberalne prawo imigracyjne, w pięciu istnieje kultura przedsiębiorczości, trzy otrzymały wsparcie rządu. Co ciekawe, ważnym czynnikiem jest sprzyjająca pogoda — ten czynnik spełniały trzy z nich. Klastry potrzebują sprawnie działających instytucji publicznych, uniwersytetów i ośrodków badawczych, inkubatorów przedsiębiorczościi parków technologicznych oraz dojrzałych firm.

— W Polsce powinny to być średnie lub duże firmy rodzinne albo narodowi czempioni — wskazuje Marcin Kotlarek.

Inglot od lat współpracuje z uniwersytetami, a teraz nawiązuje współpracę z polską uczelnią, która dysponuje jednym z trzech na świecie superczułych mikroskopów, co otwiera nowe możliwości badań kosmetycznych. Sporo do nadgonienia mają narodowi czempioni — głównie spółki z udziałem skarbu państwa. Pozytywnym przykładem jest KGHM, który przez lata bazował na trudnych do wydobycia złożach i współpracował z naukowcami. Giełdowe Puławy mają za płotem Instytut Nowych Syntez Chemicznych dedykowany tej konkretnej gałęzi przemysłu. Światełko w tunelu eksperci BCG widzą we Wrocławiu.

— Tu zlecenia z biznesu wymuszają popyt na usługi badawcze, jak stało się w przypadku KGHM. Jest sporo firm rodzinnych, których prezesami są absolwenci uczelni technicznych. Gdy czegoś potrzebują, szkoły wyższe są naturalnym kierunkiem. Na Politechnice Wrocławskiej działa Centrum Transferu Technologii, które ma na koncie sukcesy w komercjalizacji oraz wspieraniu międzynarodowej ekspansji firm. Dobre jest nastawienie władz Wrocławia — wymienia Marcin Kotlarek.

Zadania dla firm…

Eksperci BCG przygotowali rekomendacje dla firm, uczelni i rządu.

— Firmy powinny przede wszystkim zdefiniować, jakie są ich potrzeby w obszarze R&D. Wówczas możliwe jest tworzenie konsorcjów sektorowych, które współpracują np. z NCBR. Ruszył taki projekt KGHM, wcześniej była Dolina Lotnicza, teraz w kolejce czekają firmy energetyczne. Miejmy nadzieję, że taki model zadziała lepiej, niż gdy uczelnie szukały partnera biznesowego, by otrzymać dofinansowanie na badania, a ich biznesowe zastosowanie miało mniejsze znaczenie. W badania i rozwój muszą być zaangażowani kluczowi menedżerowie, w przeciwnym razie zarząd firmy o tym nie rozmawia — przekonuje Marcin Kotlarek. Ekspert podaje przykład hub:raum, inwestującego w start-upy funduszu T-Mobile zlokalizowanego w Krakowie, za który odpowiada Milan Zika, członek zarządu T-Mobile Polska ds. technologii i innowacji. Wskazuje, że także przedsiębiorstwa mogą tworzyć fundusze Corporate Venture Capital inwestujące w start-upy. — Możemy pójść w ślady amerykańskich i europejskich firm technologicznych, energetycznych czy finansowych, jak hiszpański bank BBVA czy amerykański Wells Fargo. W ten sposób korporacje szukają nowych, przełomowych pomysłów — mówi Marcin Kotlarek.

…uczelni i rządu

Uczelnie powinny zacząć od porządnej informacji o współpracy z biznesem na swoich stronach internetowych. Należy też stworzyć programy alumnów.

— To powinno być priorytetowe zadanie na najbliższe 3-4 lata. Budowanie społeczności absolwentów jest kluczowe dla uczelni w Wielkiej Brytanii i USA. 10-15 lat po studiach ludzie są politykami, prezesami, menedżerami i dzielą się wiedzą ze studentami. W Polsce momentem odnowienia kontaktu z uczelnią jest doktorat — opowiada Marcin Kotlarek.

Trzeci postulat BCG już zaczął być realizowany dzięki nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Chodzi o nagradzanie za implementację odkrycia naukowego i włączanie do dorobku komercjalizacji prac naukowych. Zadaniem dla lokalnych władz jest łączenie biznesu z nauką oraz tworzenie środowiska sprzyjającego współpracy i przedsiębiorczości. Tak dzieje się np. w Berlinie, który próbuje stworzyć centrum start-upowe dla Europy. W urzędzie miasta powstała specjalna komórka, która ma zwalczać przeszkody w powstaniu takiego ośrodka — od wysokich cen najmu mieszkań po utrudnienia wizowe dla imigrantów.

OKIEM EKSPERTA

Sporo do zrobienia

PIOTR D. MONCARZ, profesor na Stanford University, współtwórca Polish Innovation Hub w Dolinie Krzemowej

Dobrze, że prezesi polskich banków zlecili BCG przygotowanie raportu. Uczynili to nie tylko z altruistycznych i obywatelskich pobudek, ale zapewne z powodu zatroskania brakiem poważnych inwestycji przemysłowych, które pozwolą polskim przedsiębiorstwom zasiąść w pierwszej piątce na świecie. Od lat mówimy o potrzebie budowy związków absolwentów w gospodarce — uczelnia, o wpływie wielkich firm na innowacyjność MŚP, o wykorzystaniu NCBR jako genialnego mechanizmu stymulacji rozwoju przedsiębiorczości opartej na wiedzy przez duże „W”, a nie rozdzielania grantów. Czy to, że na Uniwersytecie Stanforda mamy następnego noblistę, jest dziełem „klimatu” czy też strategii uczelni? Czy to, że trzy czwarte wielkich przejęć spółek innowacyjnych przez gigantów odbywa się na skrawku ziemi wielkości małego województwa, to tylko inercja czy też ciągła praca nad mechanizmami tego rozwoju? To praca naukowców, twórców, przedsiębiorców, inwestorów, finansistów i... rządu. A w tej ostatniej kwestii mamy jeszcze w Polsce sporo do zrobienia.

OKIEM EKSPERTA

Sporo do zrobienia

PIOTR D. MONCARZ, profesor na Stanford University, współtwórca Polish Innovation Hub w Dolinie Krzemowej

Dobrze, że prezesi polskich banków zlecili BCG przygotowanie raportu. Uczynili to nie tylko z altruistycznych i obywatelskich pobudek, ale zapewne z powodu zatroskania brakiem poważnych inwestycji przemysłowych, które pozwolą polskim przedsiębiorstwom zasiąść w pierwszej piątce na świecie. Od lat mówimy o potrzebie budowy związków absolwentów w gospodarce — uczelnia, o wpływie wielkich firm na innowacyjność MŚP, o wykorzystaniu NCBR jako genialnego mechanizmu stymulacji rozwoju przedsiębiorczości opartej na wiedzy przez duże „W”, a nie rozdzielania grantów. Czy to, że na Uniwersytecie Stanforda mamy następnego noblistę, jest dziełem „klimatu” czy też strategii uczelni? Czy to, że trzy czwarte wielkich przejęć spółek innowacyjnych przez gigantów odbywa się na skrawku ziemi wielkości małego województwa, to tylko inercja czy też ciągła praca nad mechanizmami tego rozwoju? To praca naukowców, twórców, przedsiębiorców, inwestorów, finansistów i... rządu. A w tej ostatniej kwestii mamy jeszcze w Polsce sporo do zrobienia.

 

OKIEM EKSPERTA

Zaplecze dla przemysłu

TOMASZ GONDEK, wiceprezes EIT+: ekomendacje wskazują na potrzebę

R zmiany myślenia i podejmowania ryzyka. Nie są jednak systemowe. To zbiór słusznych uwag, ale nie widzę w tym kompleksowego pomysłu. Cieszy, iż Wrocław został doceniony za wysiłek ostatnich lat. Obraz należy uzupełnić o fakt, iż wynikiem takiego nagromadzenia potencjału rozwojowego było utworzenie przez miasto i wrocławskie uczelnie pierwszej w Polsce jednostki typu RTO (Research Technology Organisation, czyli instytucji dostarczających innowacyjne usługi) — Wrocławskiego Centrum Badań EIT+, w które obecnie inwestuje się prawie 1 mld zł. Jest to jednostka komplementarna do Wrocławskiego Parku Technologicznego, której celem jest zdefiniowanie regionalnych i polskich naukowo-badawczych specjalizacji oraz stworzenie takiego otoczenia infrastrukturalnego i ludzkiego, aby ich dalszy rozwój miał realny wpływ na gospodarkę. Krótko mówiąc, ma to być badawczo-naukowe zaplecze dla polskiego przemysłu.

OKIEM EKSPERTA

Zaplecze dla przemysłu

TOMASZ GONDEK, wiceprezes EIT+: ekomendacje wskazują na potrzebę

R zmiany myślenia i podejmowania ryzyka. Nie są jednak systemowe. To zbiór słusznych uwag, ale nie widzę w tym kompleksowego pomysłu. Cieszy, iż Wrocław został doceniony za wysiłek ostatnich lat. Obraz należy uzupełnić o fakt, iż wynikiem takiego nagromadzenia potencjału rozwojowego było utworzenie przez miasto i wrocławskie uczelnie pierwszej w Polsce jednostki typu RTO (Research Technology Organisation, czyli instytucji dostarczających innowacyjne usługi) — Wrocławskiego Centrum Badań EIT+, w które obecnie inwestuje się prawie 1 mld zł. Jest to jednostka komplementarna do Wrocławskiego Parku Technologicznego, której celem jest zdefiniowanie regionalnych i polskich naukowo-badawczych specjalizacji oraz stworzenie takiego otoczenia infrastrukturalnego i ludzkiego, aby ich dalszy rozwój miał realny wpływ na gospodarkę. Krótko mówiąc, ma to być badawczo-naukowe zaplecze dla polskiego przemysłu.