Zaledwie co siódma sprawa, skierowana przez polskie sądy powszechne do mediacji, kończy się ugodą. Czy wynika to z naszych cech — zawziętości, chęci trwania w uporze? Częściowo tak, ale warto też zajrzeć za stół sędziowski.
Nie wszyscy polscy sędziowie rozumieją istotę mediacji w sprawach gospodarczych. Częstym grzechem jest kierowanie spraw do mediacji „na siłę”, co tylko wydłuża postępowania, ponieważ nie da się wymóc ugody na stronach, które jej nie pragną. Tymczasem mediacja odnosiłaby sukcesy nawet w przypadkach „beznadziejnych”, gdyby mediatorzy byli przygotowani. Niestety, brakuje metod weryfikacji ich pracy. Wpis na listę z reguły jest dożywotni, a szkolenia obowiązują jedynie kandydatów. A za- tem na listach mediatorów figurują osoby, które nie zawarły ani jednej ugody.
I jeszcze jedna ważna sprawa — pieniądze. Mediatorzy wynagradzani są zaledwie symbolicznie. Jak inaczej określić sytuację, w której doprowadzający do ugody w sporze o kilka milionów, odbywa kilkanaście spotkań, a za wszystko otrzymuje tysiąc złotych? Tyle wynosi maksymalny limit. Również niewiele kosztów poniesionych przez mediatora zostanie mu zwróconych, na przykład za wynajęcie sali konferencyjnej najwyżej 50 zł. Czy ktoś zna tak tanią salę w Warszawie?
Piotr Nowaczyk
prezes Sądu Arbitrażowego przy KIG