Pozostają tylko i aż dwa lata

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-08-03 20:00

W niedzielę, 6 sierpnia, nie tylko upływa 109. rocznica wymarszu Pierwszej Kadrowej, lecz także bije licznik kadencji prezydenta RP.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Po katastrofie smoleńskiej przysięga przesunęła się z 23 grudnia na 6 sierpnia i tegoż dnia rozpoczynali urzędowanie: Bronisław Komorowski w roku 2010, zaś Andrzej Duda w latach 2015 i 2020. A zatem w niedzielę zaawansowanie jego drugiej kadencji osiągnie 60 proc., pozostaną równo dwa lata. Za wcześnie jeszcze na całościowe obrachunki, ale lokator Pałacu Prezydenckiego zaczyna już myśleć o miejscu w historii. W szczególności kombinuje, jak najkorzystniej dla własnych interesów rozegrać przechodnie przewodnictwo Polski w Radzie Unii Europejskiej, przypadające nam w okresie 1 stycznia – 30 czerwca 2025 r., czyli w finale kadencji prezydenckiej. Wymyślił forsowaną obecnie przez PiS pilną specustawę, która w relacjach polsko-unijnych zabiera sporo uprawnień Radzie Ministrów i przekazuje je prezydentowi. To tak na wszelki wypadek, gdyby po wyborach rządy przejęli „tamci” i pozbawili Andrzeja Dudę zabawek, do których się przyzwyczaił.

Rzeczpospolita Polska ma ustrój parlamentarno-gabinetowy z domieszką prezydencką. Realne znaczenie najwyższego państwowego urzędnika z Krakowskiego Przedmieścia (notabene znaczna część jego kancelarii mieści się przy Wiejskiej, w kompleksie sejmowym) zależy nie tyle od niego, ile od jego relacji z większością rządową. W tym kontekście Andrzejowi Dudzie trafiły się warunki wręcz cieplarniane – poza trzema miesiącami na samym początku pierwszej kadencji nieprzerwanie tworzy od ośmiu lat polityczne jedno ciało z macierzystą partią PiS. Bardzo rzadkie ciche dni między jej wychowankiem a najwyższym prezesem związane są z nielicznymi zaskakującymi wetami. Generalnie jednak Andrzej Duda potulnie wykonuje główne postawione mu przez partię zadanie, czyli usługi podpisowe – gdy potrzeba, to od ręki. Istnieje tylko jedna przyczyna rzadkiej krnąbrności prezydenta – gdy ustawy ograniczają jego osobiste uprawnienia, zwłaszcza w obszarze sądownictwa. Dokładnie taka była przyczyna pamiętnego wetowania w 2017 r., jak też prewencyjnego (czyli po odmowie podpisania) skierowania w tym roku do Trybunału Konstytucyjnego nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym.

Najsłabszym punktem ośmiu (pięć plus trzy) lat prezydentury Andrzeja Dudy jest legislacja. To szokujący paradoks, że właśnie doktor prawa z Uniwersytetu Jagiellońskiego jest osobiście odpowiedzialny za upadek w Polsce zasad dobrego stanowienia prawa! PiS bezkarnie uprawia proceder przepychania w Sejmie projektów rządowych bez konsultacji jako fałszywek poselskich, natychmiastowe przechodzenie do drugiego i trzeciego czytania, łączenie kilkuset najróżniejszych poprawek budżetowych w dwa głosowania i inne proceduralne gwałty. Co najmniej kilkadziesiąt tak przeforsowanych ustaw prezydent bezwzględnie powinien zawetować z powodów legislacyjnych, ponieważ tryb ich uchwalenia urągał prawniczym kanonom. Niestety, jego partyjne korzenie taką uczciwą reakcję wykluczały.

Po wyborach konstruowanie nowej Rady Ministrów może okazać się skomplikowane, a nawet patowe. Całkiem realnie Polsce grozi skopiowanie obecnej sytuacji Hiszpanii, w której od głosowania 23 lipca nadal nikt nic nie wie – dla samego króla Filipa VI zagadką jest postać, która zgłosi się po powierzenie misji sformowania rządu. U nas w razie braku jednoznacznego rozstrzygnięcia wyborczego konstytucyjnie bardzo rośnie decyzyjność prezydenta. Andrzej Duda nie będzie miał żadnych rozterek i w pierwszym kroku powierzy premierostwo kandydatowi z PiS namaszczonemu przez najwyższego prezesa. Co będzie dalej – oczywiście zależy od sejmowej arytmetyki. Ale w pierwszym kroku wskazanie na PiS pewne jest na tysiąc procent.