Pożyteczne zawody, czyli prawnik na herbatce

Conrad Wallenrodhe, adwokat w kancelarii Linklaters
25-03-2011, 00:00

Jeden lekarz wyleczy grypę, drugi zoperuje serce. Jeden prawnik wprowadzi spółkę na giełdę, drugi przeprowadzi sprawę rozwodową. Podczas spotkań towarzyskich to jednak żaden argument. Jest pan prawnikiem, więc musi pan to wiedzieć. I kropka.

Niedawno znajomi zaprosili mnie na herbatkę, która, po dołączeniu jeszcze kilku niezapowiedzianych gości, przerodziła się w kolację. Posadzono mnie obok pewnej statecznej damy. Po obowiązkowej wymianie wstępnych uprzejmości i niezobowiązujących komentarzach na temat kaprysów pogody (i dlaczego politycy nic z tym nie robią) nagle straciliśmy wątek.

Nie należę do nieśmiałych, więc próbowałem podtrzymać konwersację, proponując tak wdzięczne tematy jak podróże, piękno przyrody Polski, żubry w puszczy. Bez skutku. Dama przy stole próbowała wciągnąć mnie w pułapkę rozmowy o polityce czy religii. Na szczęście odpuściła sobie trzeci zakazany temat, o którym tym bardziej nie chciałem dyskutować.

I jakby godząc się z myślą, że z tego wieczoru nic się już nie uda wykrzesać, rzuciła od niechcenia: "A tak w ogóle to czym się pan zajmuje?". "Jestem adwokatem" — odparłem, od razu widząc szansę, że opowiem, jak doradzaliśmy przy historycznej sprzedaży największego banku w Polsce, o zawiłościach na walnym w spółkach giełdowych i o tym podobnych ekscytujących sprawach.

Nic podobnego — nie zdążyłem już nic powiedzieć, gdyż moja dotąd zupełnie zrezygnowana towarzyszka na dźwięk słowa "adwokat" nagle się ożywiła. "Naprawdę? Cóż za fantastyczny zbieg okoliczności, bo ja właśnie mam taką sprawę w rodzinie i już dawno zamierzałam udać się do adwokata …".

Słuchając wywodu, którego nie udało mi się przerwać nawet na chwilę, by powiedzieć, że Linklaters sprawami rodzinnymi się nie zajmuje, poczyniłem taką oto refleksję.

Statystyczna rodzina, jeśli w ogóle istnieje, kiedyś składająca się z mamy, taty i półtora dziecka, teraz, w idealnym z przypadków, winna się składać z prawnika, lekarza i już 1,2 dziecka, z których to "1" w przyszłości pójdzie studiować prawo, a pozostałe "0,2" wybierze studia ekonomiczne lub medycynę.

W naszej statystycznej rodzinie są też, nadal aktywni zawodowo, dziadek architekt i babcia doradca finansowy i CFO w znanej firmie (kiedyś podobno mówiono na nią główna księgowa). Nie może też oczywiście zabraknąć kuzynek stomatologów i kuzynów informatyków. Ktoś kiedyś wspominał także o dalekim wuju, który coś tam malował czy może zmalował… w każdym razie słuch po nim zaginął. Czyż taka rodzina to nie samowystarczalny ideał?

Dałbym sobie głowę uciąć, że każdy z wymienionych reprezentantów tak zwanych pożytecznych zawodów podczas kolacji wzbudziłby zainteresowanie mojej towarzyszki przy stole i to bynajmniej nie rozmową o żubrach w puszczy.

Czyż nie jest tak, że na widok lekarza przypominają nam się nasze samodzielnie (przy pomocy Wikipedii) zdiagnozowane choroby, a na widok adwokata — rodzinne zawiłości prawne? I na nic wszelkie próby tłumaczenia, że zakres wiedzy prawnika, podobnie jak lekarza, ogranicza się zazwyczaj do zagadnień z jego specjalizacji.

Któż z nas, mając okazję porozmawiać towarzysko z prawnikiem, lekarzem lub — co za szczęście! — doradcą podatkowym, nie odczuł nieodpartej chęci zaczerpnięcia "drobnej porady", tak przy okazji. Nie? Nikt z państwa nigdy nie odczuł takiej pokusy? Naprawdę?

Dobrze, w takim razie przynajmniej ja się przyznam, że marzy mi się herbatka, podczas której przy stole po jednej stronie miałbym hydraulika, a po drugiej elektryka. Korzystałbym do woli. Przynajmniej dopóki nie zorientowaliby się, że naprawdę nie znam się na rozwodach. Bo wszystkie sprzedaże banków i inne wspaniałe transakcje, o których mógłbym godzinami opowiadać, przegrywają w towarzystwie z wiedzą, jak kogoś dobrze rozwieść. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Conrad Wallenrodhe, adwokat w kancelarii Linklaters

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Pożyteczne zawody, czyli prawnik na herbatce