Kraje zachodniej Europy potrzebowały dwóch dekad na rozwinięcie formuły współpracy z biznesem, w której podmiot publiczny odpowiada za dostarczenie usług, a związaną z tym działalność gospodarczą przejmują podmioty prywatne.

W Polsce partnerstwo publiczno-prywatne (PPP) ma już sześć lat, ale — jak twierdzą analitycy Centrum PPP — nadal jest na początku drogi. Do tej pory jedynie 26 proc. postępowań na wybór partnera prywatnego zakończyło się sukcesem.
Liczy się efektywność
Przez sześć lat opublikowano 341 ogłoszeń. Jedynie w 90 przypadkach zakończyły się podpisaniem umów. Wskaźnik skuteczności pozostaje więc niski, choć niektóre regiony Polski radzą sobie całkiem nieźle. Blisko 50-procentową skuteczność zanotowały jednostki publiczne z woj. pomorskiego, śląskiego i wielkopolskiego, natomiast żadnej umowy nie zawarto w woj. łódzkim i podlaskim. Spada odsetek anulowanych ogłoszeń. Wskaźnik skuteczności podniósł się z 26 proc. w 2010 r. do 34 proc. w 2014 r. Eksperci Centrum PPP spodziewają się, że do 2020 r. wzrośnie do co najmniej 50 proc.
— Nasze dane pokazują, że nie ma przełomu, ale widać delikatne zmiany na lepsze. Skuteczność ogłoszeń w 2009 r. była minimalna, dziś jest już coraz mniej projektów nieprzemyślanych,ogłaszanych tylko na wybory, a coraz więcej racjonalnych i uzasadnionych — mówi Bartosz Mysiorski, wiceprezes Centrum PPP.
W latach 2009-14 r. najwięcej, bo aż 25 proc. ogłoszeń, dotyczyło inwestycji w sport i rekreację. Rola tego sektora jednak spada i w zeszłym roku po raz pierwszy nie był on najliczniej reprezentowany w ogłoszeniach. Od 2012 r. wypierają go ogłoszenia związane z efektywnością energetyczną, którą początkowo nie wykazywano żadnego zainteresowania. W zeszłym roku dotyczyło jej już 28 proc. ogłoszeń.
Partnerstwo kontra UE
Średnia wartość dotychczas podpisanych umów PPP wynosi ok. 30 mln zł. Najbardziej kapitałochłonne są przedsięwzięcia z zakresu gospodarki odpadami.W tym obszarze podpisano największą umowę na system gospodarki odpadami dla Poznania o wartości 758 mln zł ze spółką SITA Zielona Energia. Dodatkowo miastu udało się w tym projekcie połączyć pieniądze inwestora prywatnego oraz unijną dotację.
— Rynek projektów PPP nie ma szans się rozwijać, dopóki polskie samorządy mają do dyspozycji tanie pieniądze oraz dotacje z Unii Europejskiej. Spodziewam się, że jeśli coś się ruszy, to dopiero po 2020 r. — uważa Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.
Konkurencja pieniędzy unijnych i prywatnych tempa rynkowi PPP nie przyspiesza, ale — jak mówi Waldemar Olbryk, prezes Skanska Infrastructure Development — to daje szansę na dobre przygotowanie branży i projektów.
— Mamy czas na przyglądanie się przykładom funkcjonowania PPP za granicą i zbieranie dobrych praktyk. Dziś grzechem byłoby nie wykorzystać pieniędzy unijnych, samorządy mają już dużą wiedzę, jak z nich korzystać. Chcielibyśmy, żeby po zakończeniu tej perspektywy budżetowej miały gruntowną wiedzę o prowadzeniu inwestycji w nowej formule, jaką jest PPP. Żeby tak było, już teraz powinniśmy nad tym pracować — mówi Waldemar Olbryk.
Skanska jest silnie reprezentowana w projektach o dużej skali w Wielkiej Brytanii, ale Polacy starają się przekonać centralę do wchodzenia w mniejsze inwestycje, co wynika ze specyfiki rynku. Skanska uczestniczy w jednym postępowaniu na partnera przy modernizacji i utrzymaniu dróg w woj. kujawsko-pomorskim.
— PPP potrzebuje finansowania bardzo długiego, którego dziś udziela najwyżej pięć banków. Choć samorząd teraz nie ma problemu z zebraniem finansowania na budowę szpitala, to nie kalkuluje wieloletnich kosztów jego utrzymania. Do tego unijne dotacje nie mogą sfinansować wszystkich projektów. Kto dziś nie zacznie uczyć się PPP, za kilka lat będzie miał olbrzymi problem ze zdobyciem pieniędzy na jakikolwiek większy projekt — mówi Bartosz Mysiorski.
Po dość pozytywnym raporcie Najwyższej Izby Kontroli (NIK) z 2012 r. w branży PPP przestano się bać czwartego „P” — prokuratora. Uczestnicy rynku nadal jednak czekają na doprecyzowanie katalogu wydatków, które mogą być uwzględnione w płatności za dostępność.