Praca może zabić

Magdalena Wierzchowska,KAJ
18-03-2010, 00:00

Pracownica TP wyskoczyła z okna biurowca. Głośniej zabrzmiały głosy niezadowolenia pracowników spółki.

Przybywa osób, które nie radzą sobie ze zmianami w firmach wywołanymi kryzysem

Pracownica TP wyskoczyła z okna biurowca. Głośniej zabrzmiały głosy niezadowolenia pracowników spółki.

8 marca z okna biurowca w Poznaniu wyskoczyła pracownica Telekomunikacji Polskiej (TP). Przeżyła, ale jej stan jest wciąż poważny. Zdarzeniem zainteresowała się Państwowa Inspekcja Pracy i policja. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną tak desperackiego kroku.

— Badamy sprawę z prokuraturą, będą przesłuchani ludzie. Nie mogę nic więcej powiedzieć — mówi Andrzej Borowiak z poznańskiej policji.

W TP był już przedstawiciel Okręgowego Inspektoratu Pracy (OIP) z Poznania. Sprawę bada też zespół powypadkowy powołany przez pracodawcę.

Depresja kołnierzyków

— Teraz trudno powiedzieć, co było przyczyną tak desperackiego kroku, ale może ona leżeć po stronie pracodawcy. Nie ulega wątpliwości, że TP redukuje zatrudnienie. Osoba, o której mowa pracy by nie straciła, ale została poinformowana, że może być przekwalifikowana na "błękitną linię", a to stresująca praca — mówi Krzysztof Fiklewicz, szef poznańskiego OIP.

Choć w Polsce nie prowadzi się oficjalnych statystyk prób samobójczych motywowanych kłopotami w pracy, to — zdaniem specjalistów — wobec rosnącego bezrobocia problem będzie narastał.

— W ostatnich miesiącach coraz częściej wśród moich pacjentów obserwuję, że wśród czynników stresowych pojawia się utrata pracy lub obawa przed nią. A kłopoty w pracy istotnie wpływają na równowagę psychiczną, bo praca to nie tylko zarobki, ale także sposób na określenie swojej wartości — uważa dr Dariusz Maciej Myszka, psychiatra specjalizujący się m.in. w zakresie zaburzeń depresyjnych.

Krzysztof Kosy, psycholog pracy z Wydziału Psychologii UW, dodaje, że w ostatnich latach wielu pracowników szybko awansowało, prowadziło dobre życie, po części na kredyt. Teraz trudno im mierzyć się z widmem degradacji.

— Od kilku miesięcy szpital psychiatryczny w Tworkach ma wśród pacjentów dużo więcej tzw. białych kołnierzyków po próbach samobójczych — mówi Krzysztof Kosy.

Prezes w Poznaniu

TP potraktowała sprawę bardzo poważnie. Maciej Witucki, prezes operatora, następnego dnia pojechał do Poznania.

"Najbliższa rodzina została otoczona opieką psychologiczną. Udzielono jej także wszelkiej niezbędnej na tym etapie pomocy. Według informacji, jakie posiadam, stan poszkodowanej jest ciężki, ale stabilny. Mam nadzieję poznać bliżej okoliczności tego wypadku podczas mojej dzisiejszej wizyty w Poznaniu. Więcej informacji przekażę po zakończeniu prac komisji" — napisał prezes w liście do pracowników TP.

Władze TP spotkały się ze związkowcami spółki w ubiegły czwartek.

"Wywiązała się dyskusja, podczas której przedstawiciele organizacji związkowych zgłaszali liczne uwagi odnośnie działania wielu komórek funkcjonujących w naszej firmie. Jacek Kowalski, dyrektor wykonawczy grupy TP ds. zasobów ludzkich, zaproponował zorganizowanie specjalnych warsztatów, podczas których wiele sygnalizowanych zagadnień zostanie szeroko omówionych. Postanowiono również, że odbędą się spotkania między przedstawicielami organizacji związkowych z jednej strony a właściwymi menedżerami z drugiej. Ich celem będzie przedstawienie kluczowych problemów, z jakimi spotykają się pracownicy w komórkach organizacyjnych naszego zakładu pracy" — czytamy w komunikacie Solidarności ze spotkania.

Cięcia kosztów

TP od wielu lat przekształca się z komunistycznego, niewydolnego "urzędu do spraw telefonów" w sprawną, nowoczesną organizację. Tnie koszty i zatrudnienie. Najtrudniejszy etap restrukturyzacji ma za sobą, ale program odejść dobrowolnych może objąć prawie 2 tys. pracowników w samym 2010 r. Spadają przychody z rynku telefonii stacjonarnej. W takiej sytuacji hasło "oszczędności", konik prezesa Macieja Wituckiego, cieszy inwestorów giełdowych i większościowego akcjonariusza — France Telecom. Spółka wprowadza program motywacji menedżerów, który uzależnia ich premie od wyników. Wypadek w Poznaniu unaocznił, że jest druga strona medalu — pracownicy. Teraz głośniej odezwały się głosy niezadowolenia w spółce, która ma opinię dobrego pracodawcy.

— Są zwolnienia grupowe i odprawy z tym związane. Ale po utracie pracy nie każdy potrafi odnaleźć się na rynku. Poza tym pracownicy działu sprzedaży są w trudnej sytuacji. Mają wyznaczone cele, a nie mają komu sprzedawać usług. Telefon ma już każdy, kto chce. To nie buty czy szampon, które się zużywają — mówi Ryszard Zielonka, przewodniczący Komisji Oddziałowej Solidarności.

— Wszystko zależy od kadry zarządzającej. Jeśli jest presja na wynik, często niemożliwy do osiągnięcia, i straszenie zwolnieniami, część osób tego psychicznie nie wytrzymuje. Leki na uspokojenie często biorą zwłaszcza osoby związane ze sprzedażą. W komórkach obsługi klienta liczy się ilość, a przy tym programy komputerowe są niewydolne. Spotykam się z sytuacjami, kiedy pracownicy nie wytrzymując presji korzystają z pomocy psychologa, a pod wpływem depresji płaczą — mówi Stanisław Kiezik, sekretarz Sekcji Krajowej Pracowników Telekomunikacji.

Spółka uspokaja.

— Nie ma powodów, aby zmieniać politykę personalną, gdyż dotychczasowe doświadczenia pokazały, iż jest właściwa. Jednocześnie oczywiste jest dla nas, że tę sytuację powinniśmy dogłębnie zanalizować, aby wyciągnąć z niej wnioski. Temu m.in. posłużyć mają wewnętrzne postępowania sprawdzające oraz niezależny audyt, przygotowywany przez firmę Values, prowadzoną przez pana Jacka Santorskiego — mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik TP.

Wojciech Jabczyński, rzecznik TP

Nie ma przesilenia

Tak jak w każdym organizmie, także w naszej organizacji pojawiają się różnie wyrażane głosy niezadowolenia. Uważnie je monitorujemy i w naszym przekonaniu nie można mówić o jakimś szczególnym nasileniu na tym polu. Dokładamy wszelkich starań, aby takie sytuacje nie zdarzały się w TP. W spółce działają odpowiednie mechanizmy, które pozwalają na diagnozowanie sytuacji trudnych i zapewniamy, że każde zgłoszenie jest analizowane indywidualnie. Jedną z takich dróg jest Komisja Etyki, do której anonimowo może zwrócić się każdy pracownik firmy. Niewątpliwie istotny jest stały kontakt z partnerami społecznymi. We współpracy z nimi rozwiązujemy przypadki indywidualne — uważamy, że ta droga jest bardzo skuteczna z punktu widzenia pracowników.

Dramat w firmie leczy się tygodniami

Pracownik targa się na swoje życie na oczach kolegów z firmy. Trauma spowija ich na długie miesiące?

Janusz Czapiński: Na pewno atmosfera będzie podła przynajmniej przez kilka tygodni. A jak długo, to zależy także od tego, w jakich relacjach był pracownik z otoczeniem. Jeśli był bratem łatą, kumplem, lubianą osobą, to takie wydarzenie może podziałać na grupę bardzo silnie i negatywnie.

Zaraz zacznie się też szukanie winnych.

Pracownicy zwykle dopatrzą się winy u szefów firmy. Dla nich to jasne przełożenie. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana. Samobójstwo w pracy to sprawa bardzo zależna od osobowości człowieka. Zgoda — kłopoty w pracy mogą uruchamiać reakcję spustową i prowadzić do tragedii, ale nigdy nie leżą u głębokiego podłoża problemu.

Kilka miesięcy temu głośno było o kolejnych samobójstwach we France Telecom. Ludzkie dramaty są zaraźliwe?

Przypadek France Telecom został rozdmuchany. Tu działa prawo wielkich liczb. Firma zatrudnia kilkadziesiąt tysięcy osób. Zaraźliwość samobójstw to tzw. efekt Wertera, gdzie jedno, głośne samobójstwo znajduje naśladowców. To zjawisko nagłe i niszczące reputację firm szczególnie zajmujących się usługami.

Czy Polska wyróżnia się spośród innych państw?

Wbrew obiegowym opiniom Polska znajduje się w dolnych rejonach średniej, jeśli chodzi o liczbę samobójstw.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska,KAJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Praca może zabić