Według przedstawicieli szkół językowych ostatnie pół roku to okres zdecydowanego wzrostu zainteresowania firm kursami.
— Po przerwie związanej z kryzysem pracodawcy znów inwestują w znajomość przez pracowników języków obcych. Dotyczy to zarówno przedstawicieli kadry menedżerskiej, jak i pracowników niższych szczebli — twierdzi Anna Grzymkowska, dyrektorka działu sprzedaży i obsługi klienta w Archibaldzie.
Poza tym kończy się możliwość korzystania z kursów finansowanych z UE w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, więc ci, którzy nie chcą przestać inwestować w pracowników, wracają do szkół językowych na warunkach biznesowych. Niestety, często o wyborze szkoły decyduje cena za godzinę lekcji.
— A szkoły tak konkurują, że za cenę oferowaną w przetargach przez niektóre z nich nie sposób znaleźć lektora z doświadczeniem. W takich szkołach jakość nauczania może pozostawiać wiele do życzenia — ostrzega Agata Urbańczyk ze szkoły Lang LTC.
Każdy szczebel
Część firm szkoli wyłącznie kadrę menedżerską, inne pracowników z każdego szczebla.
— W naszej szkole około 40-50 proc. kursów dla klientów korporacyjnych to szkolenia indywidualne dla kadry menedżerskiej. To wymagający klienci, którzy bardzo cenią swój czas, dlatego wybierając szkołę językową, kierują się gwarancją wysokiej jakości — opowiada Anna Grzymkowska. Ale szkoły są otwarte na wymagania klienta.
— Staramy się być elastyczni i dostosować do potrzeb menedżerów nie tylko program kursu, ale także godziny i miejsca zajęć — zapewnia Agata Urbańczyk. Co ciekawe, coraz mniejsze jest zainteresowanie niedawno jeszcze bardzo popularnymi kursami Business English.
— Przyczyna leży prawdopodobnie w ich pozornej uniwersalności. Poruszano na nich zagadnienia z dziedziny marketingu, finansów, negocjacji itp. Na jednym kursie spotykali się dyrektor finansowy, szef działu sprzedaży, specjalista public relations i asystentka zarządu — trudno było w takim samym stopniu odpowiedzieć na potrzeby wszystkich. Dlatego obserwujemy wyraźny powrót do kursów ogólnych, ale z elementami słownictwa specjalistycznego dla danej branży — zauważa Anna Grzymkowska.
Postępy muszą być
W firmach za szkolenia odpowiadają zazwyczaj działy HR lub osoby zajmujące się administracją.
— Będąc partnerem działów HR, również dla nich przygotowujemy narzędzia pozwalające usprawnić codzienne zarządzanie szkoleniami językowymi. Tego te działy oczekują: koordynatora kontrolującego system szkoleń — mówi Anna Grzymkowska. Szkolenia językowe należą do cenionych przez zatrudnionych benefitów.
— Nie tylko motywują pracowników, ale wpływają na wizerunek firmy jako dobrego pracodawcy i to niezależnie od tego, czy firma płaci w 100 proc. za lekcje, czy pracownik w jakimś stopniu partycypuje w kosztach. Zdarza się też, że pracodawca jedynie organizuje lekcje języka obcego w firmie, a pracownicy płacą za nie z własnej kieszeni i są usatysfakcjonowani — opowiada Agata Urbańczyk.
Ważna dla firm jest także możliwość oceny postępów pracowników w nauce. Dobry kurs językowy poprzedzają testy bądź audyty, które mają na celu określenie poziomu zaawansowania językowego. Często słuchacze najpierw wypełniają test, a potem rozmawiają w wybranym języku z konsultantem lub metodykiem. Dzięki temu firma i szkoła mogą wyznaczyć dla uczestników cele szkoleniowe i zakwalifikować ich do grupy o odpowiednim poziomie. Można też przeprowadzić audyt po zakończeniu szkolenia. Wtedy firma uzyskuje informację o osiągnięciach pracowników.
— Jeżeli pracownik nie osiągnął zamierzonych celów językowych, firma może zastanowić się, czy będzie inwestować w jego dalszą naukę. Czasem wynika to z nadmiaru opuszczonych godzin spowodowanych obowiązkami służbowymi. Wtedy pracodawca rozważa zmianę trybu nauki na przykład na indywidualny lub modyfikację programu — dodaje Agata Urbańczyk.