Mieszkam w Polsce, więc przyzwyczaiłem się do tego, że to obywatel jest dla urzędu, a nie urząd dla obywatela. Co prawda, od 1989 r. dużo się zmieniło, kolejki są trochę mniejsze, przerwy śniadaniowe krótsze, a do tego — rzecz nie do pomyślenia w PRL — Panie Urzędniczki i Panowie Urzędnicy bywają sympatyczni, nawet uśmiechnięci. Wciąż jednak w większości urzędów czujemy się petentami, a załatwienie prostej sprawy trwa zbyt długo. Władza urzędu polega też na tym, że to on decyduje, jaką interpretację przepisów przyjąć, a ewentualne odwołanie zabiera tyle czasu i energii, że lepiej pokornie spełnić żądanie.
Niedawno w „PB” pisałem o ochronie danych osobowych pracowników. Ustawa w wielu miejscach jest wieloznaczna i odwołuje się do pojęć nieostrych, na przykład takich jak „drobne bieżące sprawy życia codziennego” lub „wypełnianie prawnie usprawiedliwionych celów”. Można domyślać się, jakie sprawy z życia codziennego pani Krysi uznać za drobne, ale w przypadku spółki?
Dlatego gdy po lekturze ustawy oraz żmudnych poszukiwaniach na stronie www.giodo.gov.pl nie byłem pewien odpowiedzi na to pytanie, postanowiłem wystąpić z formalnym zapytaniem do Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO). Któż inny może rozwiać wątpliwości interpretacyjne, jeśli nie organ powołany do pilnowania, aby ustawa ta była przestrzegana?
Mile mnie zaskoczyło to, że pytanie mogłem wysłać mailem. Pomyślałem: Europa. Po kilku tygodniach pocztą przyszła odpowiedź. Drżącą z niecierpliwości ręką rozrywam kopertę, pełnym nadziei okiem zauważam ponad dwie strony tekstu. Najpierw długi wstęp — akcja rozwija się powoli. Aż tu nagle — łup! Zamiast odpowiedzi dowiaduję się, że Generalny Inspektor „nie jest zobowiązany do udzielania porad i sporządzania opinii prawnych w sprawach sygnalizowanych w kierowanych do niego pismach”. Na kolejnej półtorej strony cytowano zapisy ustawy, jak ognia unikając odpowiedzi na zadane pytanie.
To sztuka tyle napisać, a tak mało powiedzieć. I nagle zrozumiałem, o co chodzi — Główny Inspektor w ciemię bity nie jest, zorientował się, że ma do czynienia z prawnikiem. Może wskazywał na to język zapytania, ale zapewne zdradził mnie adres mailowy. Jeśli inspektor wszedł na www.magnussonlaw.com, to zapewne odkrył, że jestem radcą prawnym. Stąd ta uwaga o sporządzaniu opinii i drobna złośliwość, że „uważna lektura aktów prawnych z pewnością rozstrzygnie nurtujące Pana wątpliwości”.
Jako że wbrew powyższemu twierdzeniu nasze wątpliwości nie zostały rozwiane, kolega postanowił wysłać zapytanie z prywatnego konta mailowego. Odpowiedź (oba pisma podpisała ta sama osoba) była krótsza, ale bardziej rzeczowa. Przynajmniej sugerowała możliwe interpretacje. Główny Inspektor tym razem nie wspominał o tym, że nie jest jego obowiązkiem sporządzanie opinii prawnych.
GIODO ma czuwać, żeby dane osobowe były chronione. Celem mojego działania było poradzenie klientowi tak, aby mógł prowadzić swoją działalność zgodnie z prawem. To samo powinno przyświecać GIODO. Na usprawiedliwienie Inspektora dodam, że forma odpowiedzi była uprzejma. Ponadto GIODO, mówiąc potocznie, robi dużo dobrej roboty, a to, że ustawa jest wieloznaczna, nie jest jego winą.
Miejmy nadzieję, że dożyjemy czasów, kiedy będzie oczywiste, że urzędy są po to, aby ułatwiać ludziom (a nawet prawnikom) zrozumienie i przestrzeganie przepisów. Jest to ich zadanie i obowiązek, nawet jeżeli nie zapisano tego wprost w ustawie.
Daniel Jastrun radca prawny, partner w kancelarii Magnusson