Polska jest krajem przyjaznym dla inwestorów, gospodarka szybko się rozwija, inflacja jest niska, bezrobocie spada — takie zapewnienia usłyszeli wczoraj przedstawiciele zagranicznych izb handlowych z ust premiera Jarosława Kaczyńskiego. Trudno się do tej wypowiedzi przyczepić. Ba, wypada pochwalić szefa rządu, że próbuje zdobyć zaufanie zagranicznych inwestorów. Szkoda tylko, że na razie tylko słowem, a nie czynem.
Można oczywiście za dobrą monetę przyjąć deklarację Jarosława Kaczyńskiego, że rząd jest otwarty na prywatyzację, nie sposób jednak było dostrzec to otwarcie w minionym roku. Nie ma powodów, by kwestionować zapowiedzi premiera o sieci autostrad, jaka pokryje nasz kraj, wątpliwości inwestorów może jednak wzbudzić to, że nie jest pierwszym premierem, który takie obietnice składa. Te wątpliwości widać. Zapowiadane przez Jarosława Kaczyńskiego 10 mld dolarów inwestycji zagranicznych w tym roku to dobry wynik, ale powodów do triumfu nie ma — tyle samo dostały znacznie mniejsze Czechy.
Najnowszy ranking Banku Światowego (BŚ) Doing Business 2007 odsłania źródła wahań inwestorów. Polska nie jest miejscem, gdzie łatwo prowadzić biznes — uplasowała się w tej konkurencji w połowie stawki, na mało chwalebnym 75. miejscu (o oczko niżej niż rok wcześniej). Analitycy BŚ dostrzegają poprawę w ochronie inwestycji i zatrudnianiu pracowników, nadal koszmarem jest jednak uzyskiwanie licencji i pozwoleń oraz dochodzenie należności. Rząd Kaczyńskiego niezmiennie zapowiada usuwanie tych barier. Ale znów: na razie tylko słowem, a nie czynem.