Premier wszechmogący

Kazimierz Krupa
04-01-2006, 00:00

Od dawna podejrzewaliśmy, obserwując działalność i wypowiedzi premiera Kazimierza Marcinkiewicza, że najskuteczniejszym sposobem poradzenia sobie ze wszystkimi problemami, jakie dotykają nasz kraj, byłoby sklonowanie osoby premiera, a jeszcze lepiej zmultiplikowanie. Wtedy nic nie byłoby nam straszne, rzeczy trudne premier załatwiałby od ręki, a tylko niemożliwe wymagałyby piętnastu minut, a ponieważ premierów byłoby wielu — zdążyliby załatwić wszystko.

Była droga benzyna? Była, każdy przyzna. Premier pojechał do Londynu, negocjować unijny budżet, a zadanie potanienia benzyny polecił swoim ministrom od skarbu i finansów. Nie podołali. Pierwszy już nie jest ministrem, pani minister od finansów jeszcze jest. Przyjechał premier, porozmawiał z kim trzeba — i benzyna staniała. Ot i tyle.

Rząd nie bardzo wiedział, skąd ma wziąć pieniądze na podpisaną już przez prezydenta ustawę o tzw. becikowym, wprowadzającą zwiększenie zasiłku porodowego tylko dla najuboższych matek. Ale nie od parady mamy premiera. „Myślę, że na tę ustawę już właściwie znaleźliśmy środki finansowe. Nasze rozmowy z prezesem Narodowego Banku Polskiego doprowadziły do tego, że polityka banku przyniosła wyższe zyski za rok 2005. To są zyski o ponad 700 mln zł większe, a więc już większa część kwoty związanej z tą podpisaną ustawą jest zagwarantowana” — zakomunikował premier bez mrugnięcia powieką.

Jak tylko przeczytałem tę informację, to bardzo zmartwiłem się, że premier ma tak mało czasu. No bo ile on mógł rozmawiać z profesorem Balcerowiczem? Godzinę, może nieco dłużej. I 700 mln jest. Porozmawiałby cały dzień, gdyby miał czas, i deficyt budżetowy byłby już tylko wspomnieniem. Podobnie zresztą z benzyną. To prawda, staniała, ale przecież może być jeszcze tańsza.

Lekarze nie chcieli się zgodzić na proponowane im przez NFZ stawki za leczenie — to ich ministrem Dornem, który zagroził, że wszystkich „weźmie w kamasze”, czyli wcieli do wojska. Mamy, na szczęście mały, kłopot z gazem, to go prokuratorem. Nie wiemy, co prawda, jaki wpływ na lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego miały działania rządu — ale umowę podpisali. Kogo przestraszył się Putin — ale gaz znowu płynie. Podobnie było z sukcesem budżetowym odniesionym na szczycie unijnym.

I tylko wyjątkowi złośliwcy mówią, że ceny benzyny spadły, bo staniała znacznie ropa na świecie. NBP ma większy zysk, bo tak ukształtowały się kursy walutowe i stopy procentowe na świecie, lekarze podpisali porozumienie, bo dostali podwyżkę, Gazprom odkręcił znowu kurek z gazem, bo już pokazał, co chciał pokazać, i jest to element negocjacji z Europą, a budżet unijny został podpisany, bo porozumieli się najwięksi w Europie... Ale czy to mało jest złośliwych zawistników.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Premier wszechmogący