Prestiż wabi klienta

Agata Ałykow
opublikowano: 2008-07-29 00:00

Zabytkowe budynki, domy przy ruchliwym trakcie a najlepiej w centrum miasta — takie obiekty często przerabiane są na sklepy.

Butik we wrocławskiej Renomie? 20-50 euro za 1 mkw.

Zabytkowe budynki, domy przy ruchliwym trakcie a najlepiej w centrum miasta — takie obiekty często przerabiane są na sklepy.

Powód? Klienci coraz chętniej wybierają się na zakupy w miejsca cieszące się prestiżem, a nie stawiające na najtańszy towar.

Wrocławianka Elżbieta Jaworek, z zawodu księgowa, codzienne zakupy robi w sklepie osiedlowym. Ale na większe wybiera się do delikatesów EPI Market niedaleko Rynku — miejsca znanego i dobrze się kojarzącego.

— Przychodzę nie tylko po to, by kupić rzeczy, których nie ma gdzie indziej. Widuję tam osoby znane z telewizji i takie otoczenie sprawia, że czuję się częścią wielkiego świata — wyjaśnia Elżbieta Jaworek.

Koszyk kulturalny

Poznański Stary Browar. Odremontowane za 650 mln euro przedwojenne imperium piwowarskie rodziny Huggerów łączy handel ze sztuką. To snobizm przyciąga klienta, który nie tylko wydaje tu pieniądze, ale też zaspokaja potrzebę bywania na wernisażach, słuchania jazzu czy zaproszenia znajomych na sushi w eleganckim wnętrzu. Spektakle tańca nowoczesnego, wystawy obrazów czy performance odbywają się na Dziedzińcu Sztuki, usytuowanym w północnej części Starego Browaru. Tworzą go budynki Słodownia, Willa, Wieża i Galeria. Ale sztuka pojawia się jeszcze bliżej klienta. W hallu głównym, tuż obok drogerii, salonu prasowego i kawiarni, pyszni się rzeźba Igora Mitoraja, a kolumny zdobią paski charakterystyczne dla płócien Leona Tarasiewicza. A stąd już tylko krok na promocje i wyprzedaże.

Dzięki temu zabiegowi spędzenie niedzielnego popołudnia w centrum handlowym nie jest towarzyską deklasacją. Wręcz odwrotnie. Bo gdzie indziej można zobaczyć dzieła sztuki z kolekcji jednej z najbogatszych Polek czy awangardowe filmy, a przy okazji kupić bułki na śniadanie?

Stare i nowe w jednym

Najlepszy zabieg marketingowy miliardera Leszka Czarneckiego, właściciela galerii handlowej Arkady Wrocławskie, to nie kilkupiętrowe akwarium z egzotycznymi rybami, ale oryginalna rzeźba Salvadora Dali posadowiona wewnątrz tego centrum handlowego. O cacku wartym 1,3 mln dolarów rozpisywała się prasa, a wrocławianie mieli ambicję, by je obejrzeć. Efekt? Najpierw oglądali, potem robili zakupy w butikach.

Ale na tym pomysły biznesmena się nie kończą. Jego Sky Tower, największy kompleks mieszkalny w Polsce, oprócz apartamentowca z widokiem na Ślężę, klubu fitness, pola golfowego, wielu punktów usługowych wraz z przedszkolem będzie miał jeszcze własne centrum handlowe.

— Na część powierzchni handlowej są już najemcy, mimo że obiekt będzie oddany dopiero za cztery lata. Zgłosiły się firmy z najwyższej półki, bo tacy będą mieszkańcy i pracownicy części biurowej Sky Tower — twierdzi Artur Wiza, odpowiedzialny za marketing w spółkach Czarneckiego.

Najbardziej prestiżową wrocławską inwestycją — ze względu na tradycję miejsca — będzie jednak dawny dom towarowy rodziny Wartheimów, czyli Renoma przy ul. Świdnickiej (zostanie oddana do użytku wiosną 2009 r.). Centrum Developments & Investments (CDI), właściciel obiektu, odnawia sztandarowy zabytek europejskiego modernizmu z niespotykaną pieczołowitością. Odświeża nawet ceramiczne płytki, uzupełnia kamienne głowy i złocone kwiatony na elewacji. Ale na tym nie koniec. Do starej części budynku inwestor dołoży nowe skrzydło. Na cały obiekt wyłoży co najmniej 100 mln euro. Dzięki tej sumie na blisko 100 tys. mkw. znajdą się biura, ogromny parking a na ostatniej kondygnacji — restauracja z widokiem na wrocławską starówkę, fosę miejską i teatry. Najważniejsza część obiektu to miejsce pod butiki. Ta powierzchnia jest już w 70 proc. zarezerwowana (Versace, Max Mara, Marlboro z modą męską, Guess by Marciano, Hugo Boss, Francesco Basia, Lui Jo).

— Renoma w nowej aranżacji zachowa historyczne dziedzictwo ekskluzywnego domu towarowego, łącząc tradycję z nowoczesnością — podkreśla przedstawiciel zarządu CDI.

Komu się opłaca

O cenach powierzchni właściciele eleganckich centrów handlowych mówią niechętnie.

— Nie ma widełek określających koszt wynajmu powierzchni handlowej. Indywidualnie podchodzimy do każdego potencjalnego najemcy. Cena to wynik rozmów i negocjacji uwzględniających pozycję marki, branżę, wielkość lokalu, położenie w obiekcie, sąsiedztwo pozostałych marek i wiele równie ważnych czynników — wylicza Grzegorz Bibro, specjalista od public relations w Starym Browarze.

Wojciech Rogala, który będzie szefował odnowionej wrocławskiej Renomie, zdradza, że najniższy pułap do rozmów to 20-50 euro za 1 mkw., choć sumy te nie są ostateczne.

Zapewne znacznie więcej kosztować będzie wynajem butiku w Sky Tower.

— Nie ujawniamy kwoty, ale na pewno będzie znacznie wyższa niż w jakimkolwiek innym centrum handlowym. To ze względu na lokalizację i charakter klienteli — dodaje Artur Wiza.

Z raportu firmy doradczej Cushman & Wakefield Polska wynika, że nawet najdroższe inwestycje są w stanie zwrócić się w ciągu kilku, kilkunastu lat. O opłacalności takich projektów świadczy bój, jaki o miejsce w Sky Tower toczą właściciele delikatesów. Do walki stanęły sieci Alma, Piotr i Paweł oraz wrocławski EPI Market. Czy będą mieć klientów? Zapewne tak, bo skoro drugi co do wielkości, 260-metrowy apartament w Sky Tower już zyskał właściciela, to dlaczego miałoby zabraknąć chętnych na trawę cytrynową, shitake czy wytrawne sherry?

Nie tylko aglomeracje

Katarzyna Michnikowska

Cushman & Wakefield Polska

Polski rynek nie jest jeszcze nasycony centrami handlowymi. Średni współczynnik nasycenia w Unii Europejskiej wynosi 195 mkw./1 tys. mieszkańców, a w Polsce: 142,3 mkw./1 tys. mieszkańców. Centra handlowe w naszym kraju powstają nierównomiernie, skupiają się w ośmiu największych aglomeracjach (66,5 proc.). W mniejszych miastach widać niedobór powierzchni tego typu. Dlatego międzynarodowi i krajowi deweloperzy i inwestorzy koncentrują się obecnie na miastach liczących od 50 tys. do 150 tys. mieszkańców.

Wpływ na wizerunek

dr Edward Maleszyk

Instytut Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur w Warszawie

Z wieloletnich obserwacji wynika, że profil klientów ulega zmianie, trudno jednak precyzyjnie określić procent najzamożniejszych, dla których liczy się otoczenie, w jakich robią zakupy. Badania tego typu prowadzą handlowcy, chcąc sprawdzić opłacalność swych inwestycji. Można jednak zauważyć, że klient masowy nie jest jedynym, którego obecność jest znacząca dla rynku. Pewne jest też to, że prowadzenie handlu w miejscach z tradycją ma kolosalne znaczenie dla wizerunku firmy.

Agata Ałykow