Jeżeli rząd nie pomoże producentom mleka w poprawieniu jakości surowca, to upadnie wiele mleczarni i zakładów przetwórczych.
Przyszłość krajowej branży mleczarskiej jest dość niepewna. Na rynku krążą różne scenariusze. Pesymistyczne mówią o upadku wielu producentów mleka, zakładów i spółdzielni, zalewie gotowymi wyrobami z Unii oraz zastosowaniu przez UE klauzul ochronnych i zablokowaniu eksportu. Optymistyczne mówią o rozpoczynającej się konsolidacji sektora, poszukiwaniu nisz rynkowych przez mniejszych, ale wyspecjalizowanych producentów, oraz coraz lepszym dostosowaniu tych, którzy od lat inwestują.
Dla branży decydujące będą najbliższe miesiące. Elżbieta Nitecka, dyrektor Związku Prywatnych Przetwórców Mleka, podkreśla, że najważniejsze kwestie do załatwienia to ustalenie i wdrożenie systemu kwotowania mleka i rozwiązanie problemu nadzoru weterynaryjnego nad producentami surowca. Branża mleczarska poniosła duże nakłady na dostosowanie, jednak bez pomocy dla producentów mleka, sektor może być pozbawiony surowca.
— Obawiamy się, że na rynku zabraknie mleka dobrej jakości — mówi Elżbieta Nitecka.
Zdaniem Stanisława Michalskiego, prezesa zarządu Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, rolnicy mają niewielkie szanse na szybką poprawę jakości mleka. Powodem jest brak kapitału.
— Teoretycznie producenci mogą liczyć na środki z programu SAPARD, ale by z nich skorzystać, potrzebny jest tzw. wkład własny. Tymczasem rząd zrezygnował z 7 gr dopłaty do litra mleka klasy ekstra w przyszłym roku, tłumacząc, że producenci otrzymają pomoc z Unii. Problem w tym, że wyniesie ona 1,8 gr za litr. Rząd powinien pomóc sektorowi. Od tego bowiem zależy przyszłość branży — podkreśla prezes Michalski.
Problemu z dostawcami mleka nie powinno być w północno-wschodnim pasie Polski, który jest tradycyjnym zagłębiem mleka. Tam, jak przewiduje Stanisław Michalski, nawet jeżeli jacyś dostawcy wypadną, to lukę tę szybko wypełnią inni. Gorzej będzie na zachodzie i południu kraju, gdzie producenci mleka są bardzo rozdrobnieni, a ilość surowca najwyższej klasy wciąż nie jest wielka.
Branża mleczarska jako jedna z nielicznych będzie korzystać z okresu przejściowego, który potrwa do końca 2006 r. Do tego czasu m.in. wszystkie zakłady przetwórcze, które zgłosiły chęć modernizacji i udowodniły, że mają na to środki, muszą zakończyć niezbędne inwestycje. Reszta albo dostosuje się do czasu członkostwa, albo zakończy działalność.
Zdaniem Stanisława Michalskiego, duża część zakładów jest w stanie spełnić wymogi, choć nie będzie to łatwe. Problemem jest konieczność segregacji mleka klasy ekstra, uznawanej w UE, oraz gorszej pierwszej klasy, która jeszcze cztery lata temu funkcjonowało na unijnym rynku.
Bruksela zgodziła się, by tylko 56 zakładów po przystąpieniu Polski do Unii mogło produkować na osobnych liniach wyroby z mleka spełniającego unijne normy i nie spełniającego ich. Co pół roku ta liczba ma być redukowana, tak że tylko kilkanaście spośród 400 mleczarni skorzysta z pełnego okresu przejściowego. Zakładom zależy na jak najszybszej modernizacji, bo ilość mleka najwyższej klasy określi ramy wsparcia z Unii, zwiększy zdolność konkurencyjną i wpłynie na wyższą cenę mleka płaconą producentom.