Producenci żywności muszą patrzeć daleko

Flagowy okręt naszego eksportu może przegrać bitwę, jeśli w porę nie zadbamy o dobry marketing i nie zaczniemy działać na dużą skalę. Niskie ceny na długo nie wystarczą

Eksport naszej żywności nieprzerwanie kwitnie od lat. W zeszłym roku wyniósł 20 mld EUR, a w pierwszej połowie 2014 r. był o 10 proc. powyżej półrocznego wyniku 2013 r. Eksperci jednak ostrzegają, że eldorado nie potrwa wiecznie. Ich zdaniem, właśnie teraz, w tłustych latach, branża spożywcza powinna zadbać o przewagi konkurencyjne na przyszłość — zwłaszcza że niskie ceny powoli przestają być jej głównym atutem.

Niebezpieczne zadufanie

— Nasi rolnicy i przetwórcy odnieśli ogromny sukces. Jesteśmy czołowym producentem m.in. pieczarek, jabłek, koncentratów owocowych czy mięsa drobiowego — nie tylko w Europie, ale i na świecie. Nie popadajmy jednak w zadufanie. Pamiętajmy, że ten sukces nie jest nam dany raz na zawsze. Nasze przewagi konkurencyjne cały czas maleją — mówi prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

Jak podaje IERiGŻ, w Niemczech — które są naszym głównym odbiorcą i krajem o podobnej strukturze produkcji — jesteśmy konkurencyjni cenowo w przypadku 53 proc. produktów pochodzenia zwierzęcego i 60 proc. — roślinnego. Dane pochodzą z najświeższego wydania niemieckiego rocznika statystycznego, opisującego 2012 r. W ciągu dekady nasza cenowa przewaga spadła odpowiednio o 30 i 7 pkt proc.

— Wyrównywanie się cen jest naturalne, ale dla producentów, którzy w dużej mierze nimi konkurują, stanowi to zagrożenie. Coraz rzadziej jesteśmy w stanie wyprodukować tańsze surowce. Stosujemy też coraz więcej środków ochrony roślin i nawozów, których ceny są światowe. Wahania kursów walutowych również nie są już takie silne, więc trudniej na nich zarobić — uważa prof. Andrzej Kowalski.

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ), przyznaje, że dzięki cenom i relatywnie wysokiej jakości przebojem weszliśmy na atrakcyjne rynki UE.

— Brak barier celnych spowodował, że polska żywność stała się szybko i łatwo dostępna, co przy wzmożonych inwestycjach w ten sektor przyniosło spektakularny wzrost eksportu — mówi dyrektor PFPŻ.

Ekspert podkreśla jednak, że ten efekt wygasa.

— Wyrównywanie się cen może spowodować nie tylko utratę konkurencyjności eksportowej, ale również problemy na rynku wewnętrznym, bo dla naszych konkurentów z Niemiec, Hiszpanii czy Francji Polska staje się coraz bardziej atrakcyjna. Na dłuższą metę konkurowanie ceną to ślepy zaułek — i dla rolników, i dla przetwórców — mówi Andrzej Gantner.

Pewien potencjał wciąż drzemie w poprawie efektywności. Prof. Andrzej Kowalski zwraca uwagę, że nasza wydajność pracy wciąż jest niższa niż zachodnia i cały czas rośnie. Podobnie wysokość plonów z hektara i liczba tzw. konkurencyjnych gospodarstw rolnych. Dekadę temu mieliśmy tylko 90 tys. gospodarstw zdolnych do konkurowania na wolnym rynku z rywalami z Francji, Niemiec czy Holandii. Obecnie jest ich około 300 tys. Zmiany są jednak zbyt małe i zachodzą zbyt wolno, żeby zapewnić nam przewagę w starciu z innymi producentami żywności. Polskie eksportowe przewagi topnieją lub przybierają na sile w różnym tempie w różnych segmentach rynku spożywczego. Straciliśmy mocną pozycję w Europie m.in. na rynku ziemniaków i trzody chlewnej, odnosimy natomiast sukcesy w mleczarstwie, któremu niedawno nie dawaliśmy szans w starciu ze światową konkurencją. W Niemczech konkurencyjne są np. nasze przetwory drobiowe, chude mleko, czekoladki, dżemy i makarony, a rywalizację przegrywają m.in. polskie sery dojrzewające, koncentrat jabłkowy, lody, ketchup czy przyprawy.

— Pytanie, co stanie się z opłacalnością produkcji mleka czy buraków cukrowych i cukru. Po uwolnieniu kwot ceny mogą dość szybko spadać i wygra ten, kto — produkując na dużą skalę — będzie mógł znacząco obniżać koszty. Przy naszym rozdrobnionym rolnictwie może to być bardzo trudne, np. średnie polskie stada mleczne są mniejsze niż francuskie — mówi Andrzej Gantner.

Jego zdaniem, powinniśmy się też zatroszczyć o utrzymanie konkurencyjności przemysłu przetwórczego.

— Czy polscy przetwórcy — płacąc za surowce tyle, ile niemieccy lub francuscy, a może nawet więcej, jeśli postawią na rodzime — jeszcze długo będą w stanie skutecznie konkurować ceną ostatecznego wyrobu? Koszty pracy mamy ciągle niższe niż we Francji i Niemczech, ale średnia wydajność kluczowych branż też jest dużo niższa, koszty pozapłacowe — wyższe. Kombinacja tych czynników przy silnej presji cenowej może bardzo niekorzystnie odbić się na naszych przyszłych przewagach rynkowych — zwraca uwagę dyrektor generalny PFPŻ.

Długofalowa strategia

Zdaniem Andrzeja Gantera, polskie firmy powinny uczyć się od zagranicznych konkurentów, jak działać długofalowo. Przykładem może być rynek masła.

— Od kilku lat dwie zagraniczne marki — duńska i irlandzka ostro promują się w Polsce. Można by pomyśleć, że to działanie bez sensu, bo jesteśmy dużym producentem masła i panuje u nas ogromna konkurencja. Kiedyś jednak masło z importu było znacząco droższe, obecnie różnice w cenie już nie szokują, a w końcu się wyrównają. Zagraniczni producenci realizują długofalową strategię — promując produkty inwestują w silne marki, licząc, że nakłady w przyszłości się zwrócą. Polskie firmy nie prowadzą takiej polityki, a przecież mamy mnóstwo doskonałych produktów premium, które nie musiałyby konkurować ceną — tłumaczy dyrektor generalny PFPŻ.

Szef IERiGŻ uważa, że decydujące znaczenie dla naszej pozycji na światowym rynku żywności, zaczynają mieć jakość i marketing, w tym również dostosowanie produktów do gustów konsumentów w różnych krajach. Jego zdaniem, popełniamy błąd, żywiąc przekonanie, że polska żywność jest najlepsza na świecie i dzięki temu sama się wypromuje.

— Gdyby tak było, polska kiełbasa byłaby światowym hitem jak sushi. Nie jest, ale nie dlatego, że jest gorsza, lecz dlatego, że wymaga zmiany podejścia producentów — odpowiedniej promocji i walki jakością — twierdzi prof. Andrzej Kowalski.

Ekspert przyznaje, że niełatwo jest się wyróżnić, gdy światowe sieci handlowe oczekują ujednoliconego towaru dostarczanego w dużych ilościach.

— W strukturze naszego eksportu dominuje obecnie produkcja wystandaryzowana, której dbiorcy kierują się głównie ceną — mówi dyrektor IERiGŻ.

Nie jest to jednak powód do składania broni. Andrzej Gantner apeluje, żeby już teraz, gdy eksportowanie idzie nam świetnie, zastanowić się, jak zaistnieć w świadomości konsumentów w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii.

— Wzorem zachodnich producentów możemy poprawić strukturę rolnictwa i przemysłu, czyli postawić na konsolidację i kompleksowo przebudować strukturę produkcji i obrotu surowcami rolnymi. Musimy też — wzorem innych krajów — zacząć promować marki, zwłaszcza premium, np. produktów tradycyjnych czy ekologicznych, które mają cechy wyróżniające je na rynku. Musimy jednak pamiętać, że nie uczynimy z nich podstawy eksportu, bo takiej żywności nie produkuje się i nie sprzedaje masowo — uważa dyrektor generalny PFPŻ.

 OKIEM PRODUCENTÓW

Pretekst do podwyżki

DARIUSZ ORŁOWSKI, prezes Wawelu

Dzisiaj nasze przewagi to niższe koszty pracy i stosunkowo nowe technologie w zakładach. Przez ostatnie lata producenci dzięki rosnącej sprzedaży zarabiali i inwestowali, co daje im premię wobec konkurencji z Zachodu. Przewagi te jednak topnieją, więc branża musi myśleć o innowacjach, marketingu i wszystkim, co w przyszłości uzasadni wyższe, a przynajmniej nie niższe ceny. Pozwoli to wypracowywać marże i dalej się rozwijać.

Plan na lata

JACEK LEWICKI, prezes Drosedu

Różnica w cenie, która decyduje o naszej konkurencyjności, a więc popycie na polski drób, musi być obecnie bardzo duża. Wciąż mamy jednak przestrzeń dla usprawnień, czyli walki o niższe koszty. Koszt siły roboczej będzie coraz bardziej porównywalny z Europą Zachodnią, ale organizacji i struktury hodowli, gdzie jesteśmy bardzo efektywni. W tyle głowy mamy jednak, że za kilkanaście lat nie będziemy aż tak konkurencyjni cenowo. Dlatego już teraz przechodzimy na produkcję coraz bardziej przetworzonego drobiu dla wymagających klientów. Dzięki temu w przyszłości nie będziemy postrzegani jako kraj pierwszej ceny czy gorszej jakości, co niestety obecnie często się zdarza.

Nie tylko Europa

ROBERT WIJATA, członek zarządu Graala

Wielu polskich producentów zachłysnęło się sukcesem eksportowym prostych, mało przetworzonych produktów i nie inwestowało rosnących przez lata zysków. Czas takiej prostej produkcji, opierającej przewagę na niższych płacach, mija. Konieczne są: rozwijanie się razem z odbiorcami, poszerzanie portfela produktów, inwestowanie w kolejne nowe technologie itd. Warto pamiętać, że część polskich wyrobów, choć niekonkurencyjna na rynku europejskim, może skutecznie konkurować na innych kontynentach. To szansa, z której warto skorzystać.

Efektywni i kompetentni

EDWARD BAJKO, prezes Spomleku

Nasze przewagi były bardzo proste — niższa cena surowca i mniejsze płace. To się jednak zmienia, a Niemcy czy Holendrzy są od nas bardziej efektywni dzięki skali produkcji i kompetencjom. Wprawdzie nadal płacą trochę więcej, ale efektywność pozwala zniwelować tę różnicę. Dlatego zadaniem dla nas na kolejne lata są inwestycje w kompetencje i poprawę efektywności wykorzystania zasobów — ziemi, maszyn itd. To pozwoli produkować taniej. Oprócz tego trzeba przekonać odbiorców, żeby kupowali drożej. Polskie mleko w proszku nie jest gorsze niż niemieckie, ale to niemieckie uzyskuje na świecie lepszą cenę.

Wizerunkowy hamulec

KRZYSZTOF WOŹNICA, prezes ZM Silesia

W najbliższych trzech, czterech latach nadal będziemy mieli przewagę cenową. W szybszym rozwoju przeszkadza nam natomiast wizerunek Polski jako producenta żywności niskiej jakości. Kiedyś walczyliśmy o kontrakt z dużym producentem niemieckim. Wygraliśmy, ale odbiorca postawił warunek, żeby na opakowaniu nie było widać polskiego pochodzenia. Towar musiał pakować i metkować niemiecki pośrednik, żeby miał tamtejsze oznaczenie. Nie jesteśmy w stanie przeprowadzić globalnej kampanii wizerunkowej. Pozostaje więc wieloletnia praca organiczna — przekonywanie zagranicznych sieci handlowych, że potrafimy coś zrobić lepiej niż ich rodzimy producent.

Pretekst do podwyżki

DARIUSZ ORŁOWSKI, prezes Wawelu

Dzisiaj nasze przewagi to niższe koszty pracy i stosunkowo nowe technologie w zakładach. Przez ostatnie lata producenci dzięki rosnącej sprzedaży zarabiali i inwestowali, co daje im premię wobec konkurencji z Zachodu. Przewagi te jednak topnieją, więc branża musi myśleć o innowacjach, marketingu i wszystkim, co w przyszłości uzasadni wyższe, a przynajmniej nie niższe ceny. Pozwoli to wypracowywać marże i dalej się rozwijać.

Plan na lata

JACEK LEWICKI, prezes Drosedu

Różnica w cenie, która decyduje o naszej konkurencyjności, a więc popycie na polski drób, musi być obecnie bardzo duża. Wciąż mamy jednak przestrzeń dla usprawnień, czyli walki o niższe koszty. Koszt siły roboczej będzie coraz bardziej porównywalny z Europą Zachodnią, ale organizacji i struktury hodowli, gdzie jesteśmy bardzo efektywni. W tyle głowy mamy jednak, że za kilkanaście lat nie będziemy aż tak konkurencyjni cenowo. Dlatego już teraz przechodzimy na produkcję coraz bardziej przetworzonego drobiu dla wymagających klientów. Dzięki temu w przyszłości nie będziemy postrzegani jako kraj pierwszej ceny czy gorszej jakości, co niestety obecnie często się zdarza.

Nie tylko Europa

ROBERT WIJATA, członek zarządu Graala

Wielu polskich producentów zachłysnęło się sukcesem eksportowym prostych, mało przetworzonych produktów i nie inwestowało rosnących przez lata zysków. Czas takiej prostej produkcji, opierającej przewagę na niższych płacach, mija. Konieczne są: rozwijanie się razem z odbiorcami, poszerzanie portfela produktów, inwestowanie w kolejne nowe technologie itd. Warto pamiętać, że część polskich wyrobów, choć niekonkurencyjna na rynku europejskim, może skutecznie konkurować na innych kontynentach. To szansa, z której warto skorzystać.

Efektywni i kompetentni

EDWARD BAJKO, prezes Spomleku

Nasze przewagi były bardzo proste — niższa cena surowca i mniejsze płace. To się jednak zmienia, a Niemcy czy Holendrzy są od nas bardziej efektywni dzięki skali produkcji i kompetencjom. Wprawdzie nadal płacą trochę więcej, ale efektywność pozwala zniwelować tę różnicę. Dlatego zadaniem dla nas na kolejne lata są inwestycje w kompetencje i poprawę efektywności wykorzystania zasobów — ziemi, maszyn itd. To pozwoli produkować taniej. Oprócz tego trzeba przekonać odbiorców, żeby kupowali drożej. Polskie mleko w proszku nie jest gorsze niż niemieckie, ale to niemieckie uzyskuje na świecie lepszą cenę.

Wizerunkowy hamulec

KRZYSZTOF WOŹNICA, prezes ZM Silesia

W najbliższych trzech, czterech latach nadal będziemy mieli przewagę cenową. W szybszym rozwoju przeszkadza nam natomiast wizerunek Polski jako producenta żywności niskiej jakości. Kiedyś walczyliśmy o kontrakt z dużym producentem niemieckim. Wygraliśmy, ale odbiorca postawił warunek, żeby na opakowaniu nie było widać polskiego pochodzenia. Towar musiał pakować i metkować niemiecki pośrednik, żeby miał tamtejsze oznaczenie. Nie jesteśmy w stanie przeprowadzić globalnej kampanii wizerunkowej. Pozostaje więc wieloletnia praca organiczna — przekonywanie zagranicznych sieci handlowych, że potrafimy coś zrobić lepiej niż ich rodzimy producent.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Producenci żywności muszą patrzeć daleko