Produkują paliwa z woreczków foliowych

Anna BełcikAnna Bełcik
opublikowano: 2012-11-14 00:00

T–Technology zamienia plastikowe odpady w paliwa płynne. Do autorskiej technologii firma chce przekonywać inwestorów

W Polsce wytwarzanych jest grubo ponad 12 mln ton odpadów komunalnych, z czego tylko niewielka część trafia do recyklingu, głównie papier, szkło, metale, PET. Reszta latami zalega na wysypiskach. Ale, jak się okazuje, wśród tych stert mogą też leżeć pieniądze i sięgać po nie próbują przedsiębiorcy z Bogumiłowa pod Łodzią. Firma T-Technology od lat pracuje nad sposobem przetwarzania niezagospodarowywanych dotychczas odpadów z tworzyw sztucznych. Obecnie stosowany przez nią system umożliwia przerób polietylenu, polipropylenu i polistyrenu, a mniej naukowo: plastikowych opakowań po produktach spożywczych, chemii gospodarczej i wszelkiego rodzaju toreb foliowych. Produkt finalny to ropa naftowa przetwarzana na oleje opałowe.

— Na świecie istnieją dwa powszechne sposoby pozyskiwania ropy naftowej — ze złóż naturalnych i w sztucznych warunkach, przy zastosowaniu syntezy Fishera-Tropscha. My poszliśmy o krok dalej. Odzyskujemy ropę naftową z plastiku, z której de facto został on wyprodukowany. Ale co istotne, plastik ten nie musi być jednorodny, mogą występować na nim nadruki, zanieczyszczenia, wilgoć, napylenie metaliczne, może posiadać wielowarstwową strukturę i różną grubość. A to są już odpady, którymi najczęściej nikt się nie interesuje — wyjaśnia Michał Tokarz, szef sekcji rozwoju w T-Technology.

Z tony takich śmieci firma produkuje 550 l paliw płynnych, co można przeliczyć na 3 MWh energii elektrycznej. Fabryka w ciągu roku jest w stanie wytworzyć ok. 7 mln l paliw, z 12 mln ton plastiku.

Recykling na nowo

O brak surowca T-Technology martwić się nie musi. Obecnie pozyskuje je głównie od sortowni odpadów, co ich właścicielom jest wręcz na rękę. Przepisy narzucają na nich obowiązek uiszczania opłat za składowanie śmieci na wysypiskach komunalnych na rzecz urzędów marszałkowskich. Chętnie więc odsprzedają niepodlegające recyklingowi odpady, choćby za przepisowego złotego. Z sortowni brana jest tzw. nadsitówka 3, czyli sam plastik, do fabryki dostarczany w postaci zbelowanej. Tu jest ręcznie przygotowywany do wprowadzenia do aparatury, reszta procesu odbywa się już automatycznie. — Nasz system nie jest spalarnią odpadów. Nie dokonujemy ani pirolizy, czyli rozkładu termicznego substancji, ani regranulacji plastiku.Cały proces opieramy na depolimeryzacji, mówiąc obrazowo — cięciu łańcuchów polimerowych polietylenu, polipropylenu i polistyrenu. Nie wymaga to mycia, podgrzewania, spalania czy półspalania przetworzonych odpadów. Niezbędną do zajścia całego procesu energię w 75 proc. uzyskujemy z samych gazów wytworzonych podczas depolimeryzacji, co znacznie obniża koszty produkcji — tłumaczy Michał Tokarz. T-Technology posiada zgodę Urzędu Regulacji Energetyki na produkcję paliw, w tym oleju opałowego, który obecnie stanowi podstawę rynkowej aktywności firmy. — System T-Technology pracuje w dwóch cyklach. W wyniku pierwszego uzyskujemy ropę naftową, produkt tożsamy z tym wytwarzanym w aparaturze Fischera- Tropscha. Moglibyśmy sprzedawać ją rafineriom lub firmom posiadającym koncesje na mieszanie paliw. Jednak w naszej sytuacji bardziej opłacalne było uniezależnienie się od rafinerii jako odbiorcy. Dlatego produkcję poszerzyliśmy o kolejny cykl, w efekcie którego wytwarzamy olej opałowy, do ogrzewania m.in. szkół, hoteli — wyjaśnia Michał Tokarz. Frakcja olejowa stanowi 80 proc. produkcji. Pozostałe 20 proc. to tzw. frakcja lekka, wykorzystywana w przemyśle chemicznym do produkcji farb czy rozpuszczalników.

Runda międzynarodowa

Taką technologię spółka posiada dopiero od ubiegłego roku. Wcześniej, przez ponad 10 lat, produkowała komponent dla rafinerii i doskonaliła system poza granicami kraju — w Indiach, Tajlandii i na Słowacji. Zbudowanie własnej fabryki w Polsce nie było wówczas możliwe.

— Teraz, w nowym formacie, mamy szansę pozyskać zupełnie innych odbiorców. Cały czas szukamy inwestorów i partnerów branżowych, zainteresowanych wdrożeniem naszych instalacji we własnych zakładach produkcyjnych lub komercjalizacją technologii. Ale bynajmniej nie ograniczamy się do rynku krajowego — informuje Michał Tokarz.

Szansy na wyjście za granicę upatruje m.in. w programie GreenEvo, inicjatywie Ministerstwa Środowiska promującej rodzime zielone technologie na rynkach międzynarodowych. Pierwsze misje gospodarcze z udziałem T-Technology już się odbyły. Przedstawiciele firmy odwiedzili Mołdawię, Meksyk, Wietnam, Malezją, Turcję, gdzie pozyskali reprezentantów, którzy będą zaangażowani w popularyzację rozwiązania i poszukiwania inwestorów.

— Interesują nas także rynki nowych krajów Unii Europejskiej — Rumunii, Bułgarii, za chwilę, po zakończeniu akcesji, również Chorwacji. Gospodarka odpadami komunalnymi jest tam na dużo niższym poziomie niż u nas, a do tego cały czas zasila się ją pieniędzmi z unijnego budżetu. Działania promocyjne będziemy też kierować w stronę np. Wysp Kanaryjskich, Maladiwów, wysp Grecji, których bolączką jest brak miejsca do składowania odpadów, a jednocześnie ograniczony dostęp do produktów energetycznych. Takie warunki to niemal raj dla technologii podobnych do naszej — nakreśla Michał Tokarz.