Śląska spółka zapowiada, że dzięki pieniądzom z giełdy trafi do grona liderów rynku usług faktoringu. Droga do tego celu jest długa.
Mysłowicki Eurofaktor kilka dni temu złożył prospekt emisyjny do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Firma planuje ofertę publiczną na czwarty kwartał i jeszcze w tym roku chce się znaleźć na warszawskiej giełdzie.
Specjalnością Eurofaktora jest refinansowanie działalności firm głównie w takich branżach, jak energetyka i hutnictwo. Kiedy przedsiębiorstwo wystawi fakturę, nie musi czekać na gotówkę od klienta. Wystarczy skorzystać z usług firmy faktoringowej, która od razu przeleje pieniądze na konto i sama zajmie się ściąganiem długu. Eurofaktor szczyci się, że jest największą niebankową spółką w branży.
Wysokie aspiracje
— W ciągu dwóch-trzech lat chcemy zostać jednym z liderów rynku faktoringowego — mówi Henryk Hermann, przewodniczący rady nadzorczej i pośrednio największy akcjonariusz spółki.
To duże wyzwanie, gdyż największy w branży Pekao Faktoring na koniec 2003 r. miał 34,5 proc. udziału w rynku, a Eurofaktoring tylko 4,5 proc. Od tego czasu jednak podobno skokowo umocnił swoją pozycję.
Podwojenie wyników
W realizacji ambitnych planów Eurofaktorowi mają pomóc pieniądze pozyskane od inwestorów giełdowych.
— Chcemy, aby było to przynajmniej 50 mln zł — zapowiada Bogdan Fiszer, prezes spółki.
Nie kryje, że głównie chodzi o pozyskanie pozabankowego źródła finansowania. Tym bardziej że ten rok zapowiada się dla branży bardzo dobrze. Część akcji (około jednej szóstej) stanowić będą walory sprzedawane przez dotychczasowych akcjonariuszy.
Eurofaktor skupił w 2003 r. wierzytelności za 582 mln zł i miał 2,7 mln zł zysku netto.
W tym roku wyniki te mają się podwoić.
Przychody ze sprzedaży wykazują tendencję spadkową, ale w tym sektorze nie mają podobno znaczenia, gdyż ma to związek z niższymi stopami procentowymi.