Proste gwarancje kredytowe powinny zostać

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 19-11-2015, 22:00

Gwarancje de minimis rozwiązały problem małych i średnich przedsiębiorców z płynnością, pozwoliły dokonać inwestycji, a jednej trzeciej nawet zwiększyć zatrudnienie

W ciągu 2,5 roku od uruchomienia programu gwarancji de minimis polskie banki udzieliły finansowania z tym zabezpieczeniem na kwotę blisko 42 mld zł.

— Część z tych kredytów została już spłacona, więc aktualna kwota kredytów z gwarancją to nieco ponad 14 mld zł. Dla porównania, należności banków z tytułu kredytów dla przedsiębiorstw to obecnie ponad 237 mld zł, a dla samych MSP 140 mld zł. Łatwo policzyć, że co dziesiąty złoty kredytów będących teraz w dyspozycji MSP został wypłacony w ramach kredytów z gwarancją de minimis — wylicza Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

— Gwarancje de minimis to nowy instrument. Jego wprowadzenie wymagało uwzględnienia potrzeb wszystkich uczestników rynku — banków, które chcą mieć produkt wystandaryzowany, przedsiębiorców, którzy chcą dostać ofertę tanią i łatwą w użyciu. Uczyliśmy się na nim — uważa Jacek Barylski, dyrektor Departamentu Gwarancji i Poręczeń w Ministerstwie Finansów. Ale jak podkreśla, wszystkie wcześniejsze programy gwarancyjne, które były budowane przez rząd, nigdy nawet w przybliżeniu nie spotkały się z takim popytem.

Tym razem zastosowano preferencyjne warunki udzielania gwarancji — atrakcyjny poziom stawek prowizyjnych płaconych przez MSP i pokrywanie z budżetu kosztów i wydatków związanych z programem na warunkach dopuszczonych przez UE — tzw. pomoc de minimis: MSP może taką pomoc otrzymać do wysokości równowartości 200 tys. EUR lub 100 tys. EUR (dla podmiotu działającego w sektorze transportu drogowego towarów) w okresie trzech kolejnych lat podatkowych.

Rezultaty de minimis

Jak podkreśla główny ekonomista BGK, prawie 12 mld zł kredytów od uruchomienia programu w ogóle nie zostałoby udzielonych, gdyby nie gwarancje de minimis. Trzeba też pamiętać, że z tych blisko 42 mld zł kredytów z gwarancjami zdecydowaną większość stanowiły obrotowe, a nie inwestycyjne, czyli na podtrzymywanie własnej działalności.

— Nie znaczy to, że tylko kredyt inwestycyjny powoduje inwestycje. Podam przykład — zwalnia się lokal i drobny przedsiębiorca chce otworzyć drugi sklep. W celu wyposażenia lokalu zaciąga kredyt inwestycyjny. Natomiast w celu zakupu towaru bierze kredyt obrotowy. Bez gwarancji miał własne zabezpieczenie tylko na jeden z nich. Efekt: gdyby nie gwarancje, nie byłoby sklepu. Dlatego połowa przedsiębiorców deklaruje, że dzięki temu zabezpieczeniu dokonała inwestycji — opisuje Tomasz Kaczor. P

onadto na początku gwarancjami były objęte tylko kredyty obrotowe, dopiero później inwestycyjne.

— Ale w przypadku MSP definicyjność ta jest bardzo zatarta. Podam przykład, jeśli przedsiębiorca za kredyt obrotowy kupi samochód, dzięki czemu będzie mógł coś sprzedawać, to w gruncie rzeczy jest to inwestycja — mówi Jacek Barylski. Połowa przedsiębiorców, którzy uzyskali kredyt inwestycyjny, i ponad 60 proc., którzy otrzymali obrotowy, deklaruje, że ich inwestycje miały charakter innowacyjny. Przede wszystkim były to innowacje procesowe.

— Naturalnie nie były to spektakularne odkrycia, bo to w większości firmy działające w skali mikro, czyli przez innowacje w tym wypadku należy rozumieć wprowadzenie rozwiązania, urządzenia, którego do tej pory nie miały, a nie takiego, które do tej pory nie istniało na świecie, a one to odkryły i wdrożyły — tłumaczy główny ekonomista BGK. W sumie blisko 70 proc. przedsiębiorców deklaruje, że bez gwarancji nie dostałoby w ogóle kredytu lub otrzymałoby go o zdecydowanie niższej wartości.

— Jednak trzeba wprost powiedzieć, że to jeszcze nie oznacza, że wszyscy nie sfinansowaliby swoich projektów. Prawdopodobnie część MSP pieniądze na nie wzięłaby z zasobów rodziny, własnych oszczędności. Ale większość, w najlepszym wypadku, pozostałaby przy dotychczasowej skali działania. A biorąc pod uwagę, że gwarancje uruchomione zostały w okresie spowolnienia gospodarczego, wielu musiałoby, mówiąc kolokwialnie, biznes zwinąć — wyjaśnia Tomasz Kaczor.

Natomiast otrzymanie kredytu z gwarancjami blisko jednej czwartej przedsiębiorców pozwoliło utrzymać zatrudnienie lub ograniczyć zwolnienia. Co trzeci zwiększył liczbę pracowników, a kolejna jedna trzecia deklaruje, że zrobi to w przyszłości.

— To oznacza, że gdyby nie było gwarancji, nie byłoby także kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy, albo nie powstałyby, albo zostałyby zlikwidowane, gdyby przedsiębiorca nie dostał wsparcia — wyjaśnia główny ekonomista BGK. Program gwarancji de minimis został opracowany i uruchomiony w bardzo krótkim czasie, po to by ustrzec przedsiębiorców przed spowolnieniem i ograniczeniem akcji kredytowej przez banki. — W tym czasie Europa była w kryzysie, w Polsce nastąpiło znaczące ograniczenie tempa wzrostu

PKB i zdecydowanie baliśmy się tego spowolnienia. Był to asumpt dla banków, by nie ograniczyły finansowania MSP. Rezultaty były widoczne szybko — gdy jeszcze w 2013 r. należności sektora MSP obniżyły się w stosunku do 2012 r. o 3 proc., to już w 2014 r. wzrosły r/r o 4 proc., a w tym roku spodziewamy się utrzymania tempa 6 proc. wzrostu r/r. I choć jeszcze za krótko jest ten instrument na rynku, a cały program zbyt mały, by szacować jego wpływ na PKB, to z doświadczeń niemieckich wynika, że 1 EUR gwarancji trwale wspierających gospodarkę daje 2,8 EUR do PKB — wylicza Jacek Barylski.

Jakie gwarancje

Problem polega na tym, że rządowe gwarancje de minimis będą udzielane do końca 2016 r. Niezastąpienie tego programu innym podobnym, choć zmodyfikowanym, mogłoby spowodować znaczne utrudnienie dostępu MSP do kredytów bankowych.

— Z badań wynika, że 70 proc. przedsiębiorców pytanych o instrumenty zwrotne oczekuje właśnie tej formy wsparcia — łatwego, przyjaznego, niskokosztowego, w ramach którego bank komercyjny będzie zmuszony do upraszczania procedur, skracania czasu oczekiwania na otrzymanie finansowania, obniżania ceny — mówi Arkadiusz Lewicki, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych UE.

Także w opinii innych ekspertów system gwarancji stale powinien być dostępny dla polskich przedsiębiorstw. Trudniejsza jest odpowiedź na pytanie, w jakiej formie i kto powinien być sponsorem projektu. Na razie jedynym jest budżet państwa, który chętnie zostałby odciążony.

— Prowadziliśmy rozmowy z marszałkami samorządów, by oni stali się partnerami przy gwarancjach de minimis. W każdym z regionów jest system gwarancji i poręczeń finansowany z pieniędzy UE. Ale w każdym z funduszy mających gwarancje są one przyznawane na różnych zasadach i po różnej cenie — nawet w ramach jednego regionu. Dla banków komercyjnych to nie do przyjęcia. Oczekują wystandaryzowanej oferty. Dlatego proponowaliśmy stworzenie subfunduszy w BG.

W subfunduszu każdy z marszałków miałby swoją „kopertę”, do której wkładałby określone kwoty na poręczenia. Równocześnie mógłby zastrzec, że pieniądze te mają służyć na zabezpieczenie kredytów udzielanych przedsiębiorcom z regionu i np. na konkretne inwestycje, choćby dotyczące inteligentnych specjalizacji, czyli wspierających rozwój konkretnych dziedzin gospodarki w danym województwie — opowiada Jacek Barylski. Ostatecznym gwarantem byłby rząd, bo tylko to daje bankom

podstawę do zerowej rezerwy, czyli jest opłacalne. Niestety do tej pory MF i BGK nie udało się przekonać marszałków do tej idei. Jak wyjaśnia dyrektor MF, przeprowadzone w regionach analizy ex ante dotyczące zastosowania instrumentów finansowych w regionalnych programach operacyjnych oraz postanowienia tych programów zdają się utrwalać rozproszenie sił i pieniędzy oraz brak koordynacji między regionami. Komplikuje to w znacznym stopniu przyszłe ewentualne działania na rzecz wystandaryzowania akcji gwarancyjnej regionów.

— Gwarancja z punktu widzenia banku jest preferowanym sposobem zabezpieczenia długu, lepszym niż poręczenie, bo w razie problemów klientów daje możliwość odzyskania należności, na tak zwane pierwsze żądanie, bez przedłużania sprawy ze strony dłużnika — przyznaje Arkadiusz Lewicki. Dzięki temu zabezpieczeniu przedsiębiorcy mogą dużo szybciej uzyskać kapitał.

— Polska gospodarka ma szczególną cechę — jest oparta na bardzo rozdrobnionych przedsiębiorstwach. W niektórych momentach jest to jej siłą, ale w tym rozdrobnieniu jest też pewna słabość. Dlatego jeśli odpowiedzialnie myślimy o budowaniu potencjału polskich firm, to musimy stosować takie instrumenty, podobnie zresztą jak stosowały i stosują inne kraje, które wspierają i zachęcają przedsiębiorców do rozwoju i wzmacniania kondycji swoich firm — przyznaje Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Podkreśla, że banki, pożyczają pieniądze wcześniej pozyskane od innych obywateli, dlatego muszą dbać o bezpieczeństwo tych depozytów. To jest nie tylko ważne dla właścicieli, ale również dla stabilności całej gospodarki. W efekcie, by apetyt na ryzyko w bankach był większy, by chętniej finansowały dobre projekty ale bez właściwych zabezpieczeń, konieczne są poręczenia i gwarancje.

— One oczywiście mogą mieć charakter publiczny. Jednak w wielu krajach są budowane przez swoiste porozumienia prywatno-publiczne, czyli fundusze poręczeniowo-gwarancyjne, na które składają się: budżet państwa, budżety samorządu terytorialnego (landu) i prywatni przedsiębiorcy — wyjaśnia szef ZBP.

W Europie znaczna część projektów MSP jest finansowana przez banki komercyjne, banki spółdzielcze z komponentem poręczeń czy gwarancji udzielonych przez różne instytucje. Dlatego teraz BGK szuka rozwiązań z innymi partnerami — Europejskim Funduszem Inwestycyjnym i Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Na początku 2016 r. ruszą gwarancje finansowane przez BGK i regwarantowane w ramach programu COSME.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCÓW

Dostaliśmy impuls do rozwoju

MICHAŁ KOWEJSZA

właściciel firmy KOMSTAL

Zdecydowaliśmy się na wzięcie kredytu z gwarancjami de minimis, bo zabezpieczają one 60 proc. wartości finansowania. Dzięki czemu banki są bardziej otwarte na przedsiębiorców. Nam natomiast spadek jednostkowej wartości zabezpieczenia, jakie musimy przedstawiać, pozwolił na wzrost zdolności finansowej — stać nas było na więcej. W konsekwencji kredyt z gwarancjami de minimis okazał się najtańszym rozwiązaniem, tańszym nawet niż leasing, z którego również korzystamy. Zaciągnęliśmy ich nie kilka, jak pierwotnie planowaliśmy, ale kilkanaście, finansując nimi m.in. część budowy hali przemysłowej, maszyny i urządzenia, środki do produkcji oraz zwiększyliśmy poziom stanów magazynowych. Dało nam to zdecydowany bodziec rozwojowy. Dzięki oszczędnościom i większej mocy produkcyjnej mogliśmy zatrudnić więcej osób. Pierwotnie planowaliśmy dziesięć, a przyjęliśmy do pracy 30 — zwiększając liczebność załogi do 80., i cały czas szukamy nowych osób. Inwestujemy także w szkolenia pracowników. Odbiorcami naszych maszyn i urządzeń są przemysł wydobywczy i energetyczny, ale dzięki bodźcowi rozwojowemu zaczynamy intensywniej rozwijać produkcję oraz sprzedaż urządzeń dla przemysłu offshore (platform wiertniczych), jak również stoczniowego. Możemy poszerzyć liczbę branży, z którymi współpracujemy. Dzięki czemu zwiększamy swoje bezpieczeństwo, bo gdy w jednej zapanuje słabsza koniunktura, możemy liczyć na zamówienia z innych. Wzrost możliwości produkcyjnych pozwolił nam ruszyć na podbój rynków europejskich — Niemiec, Holandii, prowadzimy również rozmowy w Rosji. Możemy śmiało konkurować z firmami chińskimi, oferując produkty za tę samą cenę i równocześnie gwarantując szybszy czas realizacji zamówienia.

Zostaliśmy bardziej innowacyjni

ŁUKASZ POSIADAŁO, właściciel firmy Posiadało

Zkredytu z gwarancjami de minimis skorzystaliśmy gdyż nie mogliśmy spełnić wszystkich warunków zabezpieczeń stawianych przez banki. Te, które posiadała nasza firma, zostały wcześniej wykorzystane na asekurację innego finansowania. Tymczasem inwestujemy właśnie w nowe, bardzo innowacyjne rozwiązania, które dawały nam potencjalnie ogromny bodziec rozwojowy — między innymi są to wyroby z betonu ciężkiego oraz wyroby z betonu architektonicznego, stosowane we wnętrzach. Dzięki kredytowi z gwarancją de minimis mamy już gotowy, zastrzeżony produkt, który wprowadzamy do sprzedaży popierając działaniami marketingowymi — pierwsze zamówienia już do nas płyną. Możemy go produkować w ilości zaspokajającej potrzeby rynku, co zdecydowanie ograniczy ruchy konkurencji. Planujemy również wyjście na rynki zagraniczne z tymi produktami, gdyż mają one duże szanse na sukces eksportowy. Aby rozwinąć nową produkcję zwiększamy zatrudnienie — w sumie o 10 proc., czyli 20 osób. Spodziewamy się również około 20-procentowego wzrostu przychodów naszej firmy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Beata Tomaszkiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu