Wydawałoby się, że nic nie jest w stanie zniechęcić krajowych inwestorów do inwestycji w obligacje. Mimo rekordowo niskich stóp procentowych i wyczerpującego się potencjału papierów skarbowych, do funduszy dłużnych kapitał płynął szerokim strumieniem. Tymczasem w marcu klienci nagle przejrzeli na oczy. Odpływ w tej grupie produktów zabrał prawie 100 mln zł i pojawił się pierwszy raz od trzynastu miesięcy — wynika z danych Analiz Online. Najważniejsze jednak, że gotówka popłynęła na giełdę. Polacy na zakup jednostek uczestnictwa funduszy akcyjnych wydali 1 mld zł, z czego 660 mln zł skierowano za granicę, a resztę na GPW. W kolejnych miesiącach trend ten ma szansę się utrzymać, tym bardziej że już same banki przestawiły zwrotnicę sprzedażową i zaczęły namawiać klientów na fundusze. Powód? Za sprzedaż jednostek zgarniają prowizję rzędu 2,5-3 proc. aktywów netto, co pozwala im zasypywać kurczący się wynik odsetkowy.

— Ze względu na poprawiającą się stopę zwrotu z rynku akcji, spadek oprocentowania depozytów oraz malejącą atrakcyjność funduszy dłużnych, rok 2015 przyniesie napływ nowych oszczędności do funduszy akcyjnych na poziomie co najmniej 3 mld zł. Założenie to uważamy za konserwatywne. Pozytywne wyniki inwestycyjne funduszy w tym roku powinny uruchomić znacząco większą falę napływu kapitału na GPW przekraczającą 10 mld zł w 2016 r. — prognozuje Michał Marczak, członek zarządu mDomu Maklerskiego.
Daleko do hurraoptymizmu
Wśród przedstawicieli TFI panuje jednak atmosfera daleka od hurraoptymizmu. Bartosz Arenin z AgioFunds TFI zwraca uwagę, że popyt na fundusze akcji polskich nie jest jednoznaczny z napływem kapitału na warszawską giełdę. Tym bardziej że zarządzający coraz śmielej poszukują okazji za granicą. Najlepsze w tym roku funduszowe „misie” zdobyły przewagęnad konkurencją właśnie dzięki inwestycjom w Europie Zachodniej.
— Fundusze wychodzą za granicę, bo poszukują płynności. To się nie zmieni, co oczywiście nie jest pozytywnym zjawiskiem dla GPW. Z drugiej jednak strony dzięki temu posiadacze jednostek nie mogą narzekać na wyniki, bo inwestycja za granicą przynosi im korzyści — mówi Maciej Kik z Union Investment TFI.
Piotr Bień, dyrektor biura rynku akcji w TFI PZU, przypomina natomiast, że w ostatnim czasie można zaobserwować ożywienie na rynku ofert publicznych, co też jest swojego rodzaju hamulcowym, bo częściowo wyrywa pieniądze z rynku wtórnego. Właśnie ruszyły duże oferty Wirtualnej Polski i Uniwheels, producenta felg samochodowych o wartości łącznie około 900 mln zł. A rynek, zdaniem ekspertów, dopiero się rozkręca.
— Mimo to jestem pozytywnie nastawiony do polskiej giełdy, zwłaszcza w segmencie małych i średnich spółek, które oprócz wciąż atrakcyjnych wycen coraz częściej kuszą też dywidendą. Daleko mi jednak do hurraoptymizmu. Indeksy będą piąć się w górę, lecz będzie to droga z wybojami — uważa Piotr Bień.
Nadzieja w bankach…
Podobnego zdania jest Maciej Kik, który prognozuje, że WIG na koniec roku pokaże 10-procentową stopę zwrotu. Kilkunastoprocentowej zwyżki spodziewa się w segmencie giełdowych „misiów”. — Większa dynamika wzrostu indeksów byłaby możliwa, gdyby zmieniło się nastawienie inwestorów do polskich banków. Nie jest to jednak scenariusz nierealny. Większość negatywnych czynników jest już w ich cenach i z tego punktu widzenia można oczekiwać odbicia notowań — uważa Maciej Kik.
Zmianę optyki widać na razie w rekomendacjach biur maklerskich. NG otrzymał zlecenie „akumuluj” od Noble Securities. Wcześniej zalecenie „kupuj” otrzymał Millennium, a „akumuluj” mBank.
…i zagranicy
Z badania BofA Meryll Lynch wynika, że wśród zagranicznych zarządzających maleje zainteresowanie strefą euro. Udział badanych, którzy chcą doważać swoje portfele aktywami z Eurolandu przez kolejne 12 miesięcy spadł z 63 proc. w marcu do 37 proc. obecnie, a odsetek badanych przeważających europejskie akcje spadł z 60 proc. do 46 proc. W opinii globalnych graczy hossa w Europie ma uzasadnienie w fundamentach rynku, ale aktywa nie są już tanie. — To szansa dla polskiej giełdy. Akcje na GPW są tańsze w porównaniu z rynkami europejskimi, a nasza gospodarka ma się całkiem nieźle, co sprzyjać będzie wynikom spółek — ocenia Adam Zaremba, zarządzający z Saturn TFI.
Przez ostatnie dwa tygodnie indeks MSCI Emerging Markets zyskał około 8 proc., czyli więcej niż jakikolwiek spośród rynków dojrzałych w tym samym okresie, nawet uwzględniając będące na fali giełdy strefy euro. Zdaniem Sebastiana Słomka z Eques TFI, impuls do dalszych zwyżek na rynkach wschodzących może nadejść z rynku walutowego.
— Przez ostatnie 20 lat tylko dwukrotnie zdarzyły się przypadki tak znacznego jak obecnie osłabienia walut krajów rozwijających się. Pierwszy z nich wystąpił w 1997 r., czyli w okresie kryzysu azjatyckiego, zaś drugi na przełomie lat 2008-09 w okresie kulminacji kryzysu finansowego. Obydwa przypadki poprzedzały wyraźne zwyżki indeksu MSCI Emerging Markets, w trakcie których indeks podwajał swoją wartość w niespełna 2 lata. Jeśli w najbliższym czasie dojdzie do oczekiwanej przez nas korekty wzrostowej na EUR/USD oraz cenach surowców, to giełdowi inwestorzy otrzymają kolejny argument do kupna akcji na rynkach wschodzących, w tym w Polsce — przekonuje Sebastian Słomka.