Przedsiębiorcy coraz dłużej czekają na pieniądze

opublikowano: 20-05-2019, 22:00

Trzy miesiące i 24 dni — średnio tyle wynosi czas oczekiwania na zapłatę od kontrahentów. A będzie jeszcze dłużej.

Zatory płatnicze są coraz większym problemem dla firm — wynika z najnowszego badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów (KRD) i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych (KPF). W ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku znacząco spadła wartość Indeksu Należności Przedsiębiorstw (INP), mierzącego poziom zatorów płatniczych polskich firm — do 87 punktów. To najniższa wartość indeksu od lipca 2013 r. A im niższy wskaźnik INP, tym większa skala zatorów.

Problemy się pogłębią

Na spadek wartości INP główny wpływ miały dwa czynniki — po pierwsze wydłużenie średniego okresu oczekiwania na zapłatę, po drugie przekonanie przedsiębiorców, że w kolejnym kwartale pogłębią się problemy z egzekwowaniem należności. Pod koniec 2018 r. prawie co piąty przedsiębiorca spodziewał się pogorszenia tej sytuacji, trzy miesiące później takie obawy miał już co czwarty.

— Wynika to zapewne z faktu, że mimo dobrej koniunktury ekonomiści prognozują wyhamowanie dynamiki PKB w kolejnych kwartałach. Ta obawa związana jest również z ogólnym spowolnieniem gospodarki największego odbiorcy polskiego eksportu, czyli Niemiec. Ponadto przedsiębiorcom wciąż doskwiera niepewność co do warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, co może uderzyć w wiele polskich przedsiębiorstw obecnych na tamtym rynku — zauważa Adam Łącki, prezes KRD.

Pozytywny jest fakt, że choć wzrósł odsetek firm, które zaobserwowały w ostatnim czasie problemy z otrzymaniem płatności na czas, to spadł udział faktur niezapłaconych w terminie — z 25,6 proc. do 22,7 proc. W efekcie na każde 1000 zł wystawione na fakturze 227 zł nie trafia do kieszeni wierzyciela. To o 29 zł mniej niż pod koniec 2018 r.

Wstrzymywanie inwestycji

Znacząco wydłużył się jednak czas oczekiwania na zapłatę. Obecnie pieniądze od kontrahentów wpływają na firmowe konto średnio po trzech miesiącach i 24 dniach, czyli trwa to o dziewięć dni dłużej niż pod koniec 2018 r. W I kwartale 2019 r. pojawiło się także więcej faktur przeterminowanych o ponad 12 miesięcy (wzrost z 13,6 proc. do 13,8 proc.).

— Takie należności są na ogół nie do odzyskania i mogą negatywnie wpływać na sytuację finansową przedsiębiorstw w długim okresie — zauważa Adam Łącki.

Z badania wynika też, że dla 57,4 proc. firm opóźnienia w płatnościach stanowią poważną barierę w prowadzeniu biznesu. Z tego powodu 32 proc. spółek musi wstrzymywać własne zobowiązania, a 31,2 proc. przez brak płatności nie jest w stanie regulować ich na czas (trzy miesiące wcześniej twierdziło tak 29,2 proc. firm).

— Jeśli przedsiębiorcy pozbędą się obaw przed nadchodzącym kryzysem, chętniej będą płacić w terminie i inwestować. W przeciwnym razie musimy liczyć się z dalszym, być może głębszym, niżby na to wskazywały twarde dane ekonomiczne, zredukowaniem dynamiki PKB — ostrzega Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Jego zdaniem szansą na poprawę sytuacji może okazać się ustawa antyzatorowa, której projekt przyjął rząd. Ma ona dyscyplinować dłużników, których przeterminowane zobowiązania przekraczają 60 dni. Daje też możliwość nakładania kar przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) oraz zakłada monitoring przeterminowanego zadłużenia. Dzięki temu dłużnicy nie będą mogli manipulować długami, by uciec przed karą. Podatek od wystawionej i niezapłaconej faktury będzie musiał zapłacić dłużnik, a nie — jak to jest do tej pory — wierzyciel. Nierzetelny kontrahent straci więc możliwość wrzucania w koszty niezapłaconego zobowiązania i obniżania tym samym kwoty podatku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy