W piątek Polska podpisze z Amerykanami offsetową umowę ramową na dziesięć lat. Poszczególne inwestycje będą jednak sygnowane co dwa lata. Takie podejście może dać nieco czasu przedsiębiorcom, którzy muszą przygotować co najmniej 3 mld zł na absorpcję offsetu.
W offsetowych rokowaniach z Amerykanami, związanych z zakupem samolotu wielozadaniowego F-16, Polska chce podpisać umowę ramową na dziesięć lat. Będzie ona dotyczyć m.in. kierunków i wartości inwestycji oraz zaangażowania instytutów badawczych.
— Do umowy ramowej będzie dołączonych pięć aneksów, które zostaną podpisane i zaakceptowane przez Lockheeda Martina. W pierwszym aneksie znajdą się te przedsięwzięcia, które mogą wystartować i przynieść jak najszybsze korzyści — mówi Jacek Rońda, doradca ds. offsetu ministra Michała Kleibera, szefa Komitetu Badań Naukowych.
Do takich należą m.in. przedsięwzięcia venture capital w inkubatorach technologicznych w Łodzi i Warszawie.
— Wiele małych projektów trafi do tzw. parków technologicznych, gdzie dalibyśmy im czas na rozwinięcie — zapewnia Jacek Rońda.
Na razie część propozycji amerykańskich nie znajduje uznania ani wśród rządu, ani wśród przedsiębiorców.
— Nas interesują takie umowy, które pomogą wypracować większy dochód dla budżetu państwa oraz wypromują polską gospodarkę nie tylko w USA, ale także na rynkach trzecich. Tymczasem obecne propozycje amerykańskie w dużej części nie spełniają tych warunków. Dlatego chcemy pomóc naszym partnerom w sformułowaniu lepszej oferty. W tym celu wysłaliśmy do przedsiębiorców formularze, które pomogą nam określić kierunki, w jakich powinna pójść oferta amerykańska — mówi Jacek Rońda.
Tymczasem na offset wartości 6 mld USD krajowi przedsiębiorcy będą musieli wyłożyć około 3 mld USD.
— Razem z kredytem na zakup samolotu oraz obsługą ubezpieczenia obciążenia po polskiej stronie mogą sięgnąć 7,5 mld USD. Dlatego potrzebna jest nowa filozofia inwestycji, która za pomocą najnowszych technologii pozwoli osiągnąć maksymalny wynik ekonomiczny. Przedsiębiorcy muszą zrozumieć, że offset to nie granty czy dotacja, ale ostra walka o kredyt i kapitał, który później trzeba spłacić — mówi Jacek Rońda.
— Koszt zakupu samolotu rzeczywiście będzie dla budżetu obciążeniem sięgającym 3,5 mld USD. Ile natomiast przedsiębiorstwa beneficjenci offsetu będą musiały wyłożyć, by zaabsorbować inwestycje kompensacyjne, trudno mi ocenić. Z pewnością jednak muszą zrozumieć konieczność poniesienia kosztów: offset to nie subwencja, lecz normalny biznes, który wymaga inwestycji — uważa Arkadiusz Krężel, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.
Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Państwa, uważa, że offset nie jest przedsięwzięciem dla biednych firm.
— Często można traktować go jako grant czy przychód, ale to oznacza, że przedsiębiorstwa muszą od transakcji zapłacić VAT czy inne świadczenia budżetowe i parabudżetowe — wyjaśnia Sławomir Kułakowski.
Wśród inwestycji, które nie mają szans na akceptację w ramach offsetu, jest większość projektów informatycznych.
— Projekty informatyczne, które nie są innowacyjne, lecz jedynie modernizacyjne, jak np. zakup oprogramowania, powodują wysysanie pieniędzy z budżetu. Na takie rozwiązanie nie zgodzi się nigdy Ministerstwo Finansów — podkreśla Jacek Rońda.
Duże szanse mają natomiast przedsięwzięcia, które potrzebują inwestora wnoszącego know-how i nowe technologie. Zwrot z takich projektów, których nasz kraj ma co najmniej kilka, mógłby nastąpić po trzech-czterech latach.