Przedsiębiorcze siostry zmieniają mydło w sztukę

  • Marta Bellon
05-03-2015, 00:00

Pomysł na biznes: Rodzinna mydlarnia z Kamienia Pomorskiego zdobywa serca klientów kosmetykami, które cieszą skórę i oko. To manufaktura, która wyrosła z pasji... i unijnej dotacji

Etap pierwszy to stworzenie receptury. Autorskiej, a więc niepowtarzalnej. A potem praca w białych kitlach — łączenie roślinnych baz olejowych z ługiem sodowym, wybór dodatków i ich łączenie. Efekt? Mydło. Trochę słodkie, trochę pieprzowe. Takie, którego zapach przywodzi na myśl miętowe czekoladki. Jest też takie z błękitną glinką kambryjską i rozmarynowym olejkiem eterycznym, z marchwią i lawendowe z masłem shea, olejem ze słodkich migdałów i pełnym mlekiem. W składzie m.in. oleje roślinne, suszone kwiaty i kakao.

DLA SKÓRY, DLA OCZU:
Zobacz więcej

DLA SKÓRY, DLA OCZU:

Anna i Urszula Bieluń swoje pierwsze mydło zrobiły siedem lat temu. W ubiegłym roku uruchomiły rodzinną manufakturę, a wieść o ich mydlanych wyrobach szybko rozniosła się po internecie. [FOT. ARC]

Testowane na znajomych

Białe kitle zakładają siostry Anna i Urszula Bieluń, które ręcznie wyrabianym mydłem zafascynowały się siedem lat temu. To wtedy zrobiły pierwsze autorskie mydło. Hobbystycznie. Dziś mają małą rodzinną manufakturę — Ministerstwo Dobrego Mydła. Większość z wyrabianych przez nie kosmetyków to mydła wegańskie, choć siostry pracują teraz nad recepturą mydła z miodem i mlekiem kozim lub krowim.

— Wszystkie nasze mydła najpierw przechodzą testy, robimy też kilkukilogramowy prototyp — sprawdzamy, jak zachowują się na mydelniczce, rozdajemy znajomym i zbieramy ich opinie — mówi Anna Bieluń, starsza z sióstr.

Żeby róża była różą

Nagietek w mydle? Jak najbardziej. Róża? Niekoniecznie. Anna i Ula są wobec swoich wyrobów wymagające, co nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem ze strony klientów.

— Nieraz widziałam w internecie zdjęcia pięknych mydeł z zatopionymi płatkami róży. Tymczasem wiem, że gdy klient zacznie używać takiego mydła, to płatki zrobią się szare. Wyobrażam sobie, co czuje klient, gdy po kilku tygodniach zamienia się ono w brzydką bryłę. Nad takim mydłem trzeba się bardzo napracować. Podobnie jak z mydłami z konkretnym przeznaczeniem. Nasi klienci często pytają nas, dlaczego nie mamy w ofercie mydła do golenia, tymczasem stworzenie odpowiedniej receptury wymaga czasu i mnóstwa prób — tłumaczy Anna Bieluń.

Od listopada zeszłego roku prowadzą sprzedaż przez internet, ale można je spotkaćteż na najbardziej popularnych targach jedzeniowych czy designu.

Kosmetyczne obostrzenia

Rozwojowi mydlanego biznesu z pewnością sprzyja moda na ekokosmetyki — do tej pory ta dziedzina była zarezerwowana dla dużych koncernów, teraz staje się popularna także wśród domorosłych pasjonatów. Ale ci z Polski mają pod górkę. Rozwoju małego biznesu kosmetycznego, jak mówią siostry Bieluń, nie ułatwia obowiązujące w Polsce prawodawstwo.

— W naszym kraju obowiązują spore obostrzenia. W Wielkiej Brytanii można robić mydło choćby we własnej kuchni czy zaadaptowanym na ten cel garażu. Tam ten sektor kwitnie. U nas, żeby dostać pozwolenie na wprowadzenie kosmetyku do obrotu, trzeba wytwarzać go w pracowni przygotowanej na wzór kuchenny. Musi być to osobny lokal, mieć odpowiednią wysokość i powierzchnie zmywalne.

Jeśli chodzi o prawo kosmetyczne, to podlegamy prawu unijnemu, ale oprócz tego każdy kraj ma swoje regulacje. Polskie przepisy nie ułatwiają nam działalności — uważa Anna Bieluń. Jej zdaniem, Polacy są bardzo przedsiębiorczym i kreatywnym narodem. Mogliby więcej osiągnąć w kosmetycznym rzemiośle.

— Tego typu inicjatywy są duszone w zarodku przez surowe przepisy. I to nie tylko nasza ocena, ale również wielu osób, które chcą się podjąć tego wyzwania. Zgodnie z prawem. Bo przecież żaden przedsiębiorca nie wybiera dobrowolnie szarej strefy, która niesie ze sobą zagrożenia. To rynek do tego zmusza — mówi Anna Bieluń.

Jej zdaniem, Ministerstwa Mydła nie udałoby się otworzyć bez pomocy rodziców i dotacji unijnej, po którą sięgnęły w ostatniej chwili. Miały wybór pomiędzy kontynuowaniem zawodowych dróg — Anna jest fotografem, Ula dostała się na wymarzone studia architektoniczne — a biznesem wyrosłym z pasji. Postawiły na to drugie.

Na razie cały zysk ze sprzedaży reinwestują w rozwój biznesu. Wydatki rozpoczęły się już w grudniu 2013 r., gdy założyły firmę. Koszty utrzymania pracowni z całym zapleczem i pracownikiem są bardzo wysokie dla debiutującej na rynku firmy. Ale siostry głęboko wierzą w swój pomysł.

— Z mydlaną pasją jest jak z pasją do jedzenia. Jeśli ktoś bardzo lubi gotować, to może zająć dowolne miejsce w tej branży — sprzedawać hot dogi za 2,5 zł na masową skalę lub stworzyć restaurację oferującą wyrafinowaną kuchnię za wyższą cenę. My nie wzbraniamy się przed tworzeniem mydła z prefabrykatów, przy których można puścić wodze wyobraźni. Być może stworzymy inną markę, oferującą innego typu produkty, choć na razie satysfakcję daje nam Ministerstwo i tradycyjne rzemiosło, w którym czujemy się bardzo dobrze — mówi Anna Bieluń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Przedsiębiorcze siostry zmieniają mydło w sztukę