Przemysł zachęcił giełdy do wzrostu

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2010-01-05 00:00

Dzięki chińskiej gospodarce

Optymizm inwestorów potwierdzają najnowsze wskaźniki wyprzedzające,

za którymi powinny pójść twarde dane

Dzięki chińskiej gospodarce

światowe giełdy wkroczyły

w nowy rok wzrostami.

Papiery rządowe

są jednak pod presją.

Nowy rok giełdy na całym świecie rozpoczęły wzrostami, a wśród najbardziej rosnących parkietów znalazła się Warszawa. Optymizm inwestorów wywindował wczoraj WIG20 o 2,3 proc., do 2444,58 pkt, a WIG — o 2 proc., do 40 775,24 pkt. Nie jest to tylko wyraz wiary w zyski krajowych przedsiębiorstw.

Chiny wciąż pędzą

Motorem wczorajszych wzrostów na rynkach akcji były Chiny, gdzie boom przemysłowy trwa w najlepsze. Grudniowy wskaźnik PMI wzrósł tam do 56,6 pkt, co jest najwyższym wynikiem od blisko dwóch lat.

— Druga runda pakietów stymulacyjnych pomogła przemysłowi, tak jak przewidywaliśmy — stwierdza w raporcie Qu Hongbin, główny ekonomista HSBC dla Chin.

Choć grudniowy odczyt PMI dla Polski nie wzrósł w porównaniu z listopadowym, to wciąż wskazuje na rozwój w sektorze przemysłowym (52,2 pkt). Co ważne, na spadki wskaźników wyprzedzających nie powinniśmy na razie liczyć, bo cały rok powinien być udany. Ankieta wśród krajowych ekonomistów, której wyniki przedstawiliśmy we wczorajszym "PB", pokazuje nadzieje na ponaddwuprocentowy wzrost PKB r/r i 8-procentowe odbicie naszego eksportu.

— Oczekujemy, że rok 2010 będzie okresem ożywienia gospodarczego. Wzrost będzie jednak raczej umiarkowany —uważa Richard Urwin, szef alokacji aktywów w londyńskim BlackRock, który zarządza równowartością około 4,5 mld zł.

Optymizm globalnych graczy dobrze widać w nastawieniu wobec danych z amerykańskiego rynku pracy, które poznamy w piątek. Z ankiety przeprowadzonej przez Bloomberga wśród ekonomistów wynika, że spodziewają się spadku zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w grudniu jedynie o 1 tys. osób, czyli najmniej od grudnia 2007 r., kiedy rozpoczęła się w USA recesja. Jeśli tak by się stało, byłby to z pewnością kolejny pozytywny impuls dla giełd, gdyż wielu ekspertów zapowiadało nawet ponad 20 tys. utraconych miejsc pracy.

Uwaga na długi

Na fali rosnących nadziei co do pomyślnego rozwoju globalnej gospodarki w 2010 r., zyskały wczoraj na wartości surowce i waluty krajów wschodzących, w tym złoty. Tracą natomiast obligacje skarbowe krajów, które najmocniej się zadłużają, z Wielką Brytanią i USA na czele (amerykański dług wzrósł w listopadzie do 7,2 bln USD, wobec 5,8 bln USD na koniec 2008 r.). Obligacje tych krajów wciąż tanieją. Rynek oczekuje dalszego wzrostu ich rentowności (dla brytyjskich 10-letnich papierów ma ona wzrosnąć do ponad 4,3 proc. z 4 proc. obecnie).

— Dlatego zmniejszamy udział tych papierów w portfelu. Odchodzimy też od TIPS-ów (Treasury Inflation Protected Securities), bo ryzyko przechyla się obecnie w kierunku spowalniania inflacji, a nie jej wzrostu — twierdzi Paul McCulley, zarządzający w Pimco, największym na świecie funduszu obligacji.

Buffett przepłacił

Powodów do zadowolenia nie ma na razie Warren Buffett, od ponad 40 lat główny rozgrywający w Berkshire Hathaway i drugi pod względem zamożności Amerykanin. Miniony rok okazał się jego najgorszym okresem z ostatniej dekady w starciu z benchmarkiem, jakim jest szeroki indeks SP 500 (2,7 proc. wobec 23 proc.). To głównie skutek 26 mld USD wydanych na przejęcie spółki kolejowej (sam Buffett stwierdził, że był to drogi zakup) i relatywnie niskich oczekiwań co do zwrotu z inwestycji.

— Zyski Berkshire powinny znów jednak wkroczyć na ścieżkę wzrostu — uważa Meyer Shields, analityk w Stifel Nicolaus.

— Dużo spółek Buffetta opiera się na nieruchomościach [np. Clayton Homes —red.] i transporcie [m.in. Net-Jets —red.], więc mocniej ucierpiało niż średnio spółki z SP 500 — wyjaśnia dla agencji Bloomberg Guy Spier, szef funduszu hedgingowego Aquamarine Funds, który ma w portfelu akcje Berkshire.