Przemysław Kwiecień: dobry rok dla złotego

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2010-01-26 00:00

Co z tym złotym?

Złoty już w ubiegłym tygodniu miał przebić zaczarowaną barierę 4 zł za euro. Nie udało się, a pod koniec ubiegłego tygodnia kurs EUR/PLN wzrósł do ponad 4,10. Co dalej? Mamy korektę czy odwrócenie pozytywnego trendu? Co mają zrobić importerzy i eksporterzy z zabezpieczaniem swoich należności? Kontynuujemy rozpoczętą w ubiegłym tygodniu debatę o perspektywach złotego.

Ostatnio na rynku walutowym rozgorzały emocje związane z barierą 4 złote za euro. Moim zdaniem, notowania EUR/PLN znajdą się poniżej, ale nie należy wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków.

Mimo grudniowego umocnienia dolara na rynkach światowych, złoty rozpoczął rok w dobrej formie. Po tym, jak w pierwszych miesiącach 2009 roku euro kosztowało niemal 5 złotych, ożywiła się dyskusja odnośnie, kursu polskiej waluty. Podobnie stało się i tym razem. Jest jednak jedna różnica. O ile wtedy dominowały obawy o losy złotego i strach o konsekwencje tak znacznych zmian w notowaniach, o tyle tym razem nie brakuje głosów, że kurs jest odpowiedni.

Tymczasem dla większości graczy na rynku forex sam poziom, czy to 5 czy 4 złote za euro, nie ma tak istotnego znaczenia. Może on odgrywać pewną rolę, jako że wokół niego część inwestorów ulokuje zlecenia typu stop i limit, jednak z reguły po krótkiej walce testowana wartość przechodzi do historii. To nasuwa oczywiste pytanie o to, co rzeczywiście determinuje zmiany w notowaniach polskiej waluty.

W tej dyskusji można czasem zauważyć przecenianie roli czynników krajowych. Koncentracja na bieżących danych z polskiej gospodarki, czy też z sektora finansów publicznych, może dawać jednak mylne sygnały, gdyż publikacje większości z nich nie wywołują jakichkolwiek reakcji kursu walutowego. Razem tworzą one pewien obraz gospodarki i ten jest już ważniejszy, gdyż może decydować o tym, jak złoty jest postrzegany na tle innych walut segmentu rynków wschodzących, np. brazylijskiego reala, tureckiej liry czy południowoafrykańskiego randa. Z reguły jednak inwestorzy zwracają uwagę na sytuacje ekstremalne, np. nadzwyczajnie wysokie tempo wzrostu lub fatalną sytuację w finansach publicznych, grożącą bezpośrednio niewypłacalnością rządu. Wszelkie stany pośrednie są ignorowane.

Na ogół zbyt mało uwagi poświęca się sytuacji na rynkach globalnych. Być może wynika to z tego, że amerykańskie raporty makroekonomiczne wydają się nam obce, być może z powodu trudności w uchwyceniu ich wpływu na notowania w Polsce, jako że z reguły ma on pośredni charakter. Tymczasem umocnienie złotego z ostatnich 11 miesięcy, podobnie jak gigantyczne umocnienie złotego zakończone w połowie 2008 r. i załamanie, które później nastąpiło, to przede wszystkim odbicie sytuacji na rynkach globalnych. To, że polski złoty był w stanie tak szybko odrobić straty, jest efektem uwarunkowań tworzonych przez największe światowe banki centralne.

Upadek Lehman Brothers w 2008 roku spowodował kryzys płynności, a zatem odpowiedzią banków centralnych było jej dostarczenie. O ile początkowo spowodowało to bardzo pożądane obniżenie rynkowego kosztu pieniądza, o tyle od pewnego czasu pieniądz jest tak tani, jak gdyby kryzysu w ogóle nie było. Można powiedzieć, że rynek zatoczył koło — inwestorzy ponownie szukają rynków, które dadzą im wyższą stopę zwrotu, przymykając oko na potencjalne ryzyko. Rynki walut wschodzących, w tym złotego, są beneficjentami tych przetasowań. Będzie tak zapewne, dopóki Fed nie zacznie podnosić stóp procentowych lub rynek zostanie zaskoczony przez kolejny kryzys.

To oznacza, że zastanawiając się nad perspektywami dla rynku złotego, należy przede wszystkim ocenić sytuację na rynkach globalnych. Obecnie inwestorzy zgodnie oczekują dobrego roku dla rynków akcji. Co do notowań dolara, zdania są podzielone. To mimo wszystko sprzyjające warunki dla umocnienia złotego. Ewentualny wzrost oczekiwań na podwyżki w USA (mogący przyczynić się również do korekty na rynkach akcji) powinien być raczej sygnałem do korekty niż odwrócenia trendu w notowaniach złotego. Z tej perspektywy ostatnie prognozy banków inwestycyjnych (EUR/PLN 3,70-3,80 na koniec roku) wyglądają całkiem realnie. A co ze wzrostem długu publicznego? Z pewnością po ostatnich wydarzeniach w Grecji czy Hiszpanii inwestorzy staną się bardziej wyczuleni na kwestie fiskalne. Uważam jednak, że prawdopodobieństwo przekroczenia konstytucyjnego progu 55 proc. w relacji dług do PKB do 2012 roku jest raczej niskie. Tym samym tegoroczny wzrost deficytu nie zaszkodzi notowaniom naszej waluty.