Przeprowadzka poza Warszawę

Marta Filipiak
opublikowano: 2005-04-21 00:00

Producent akcesoriów dla dzieci powiększy skalę działania. Sukces tkwi w eksporcie — coraz więcej produktów trafia za wschodnią granicę.

Canpol babies, producent akcesoriów dla dzieci, znacznie rozszerzy działalność, a ponadto zmieni lokalizację.

— Przenosimy całą firmę do nowo budowanego obiektu w miejscowości Słubica B — mówi Krzysztof Biedrzycki, prezes Canpolu.

Całość inwestycji kosztować będzie około 9 mln zł, a nowa fabryka zatrudni 70 osób. Na nowym miejscu są już magazyny, niedługo powinna dołączyć produkcja i dystrybucja.

— Mam nadzieję, że do czerwca w całości przeniesiemy się do nowego budynku — przewiduje Krzysztof Biedrzycki.

Canpol babies optymistycznie ocenia przyszłość.

— Dynamicznie rozwijamy eks-port, głównie do Europy Wschodniej. Obecnie stanowi on już 30 proc. sprzedaży — twierdzi Krzysztof Biedrzycki.

Partnerzy rywalami

Do 2002 r. Canpol był dystrybutorem dwóch marek brytyjskiego Aventu. Obecnie obie firmy walczą o klienta, nie zapominając jednak o przeszłości.

— Na początku współpracy z Canpolem zezwalaliśmy mu na używanie naszej marki „dzieci tańczących wokół ziemi”. Wówczas polskie produkty były tańsze, gorszej jakości i przede wszystkim nie konkurowały bezpośrednio z naszymi. Poza tym mieliśmy umowę, w której Canpol zobowiązał się do całkowitego wycofania z tej produkcji w ciągu trzech lat. Czując się bezpiecznie, nie zastrzegaliśmy marki. Canpol nie wywiązał się z umowy, a wręcz przeciwnie — rozbudował produkcję nie tylko w Polsce, ale także w Azji. Wnioski są bardzo proste: nigdy nie pozwól dystrybutorowi na rozwijanie produkcji — mówi Oleg Semine, menedżer Aventu na Europę Wschodnią i Północną.

W oczach Canpolu sprawa wygląda nieco inaczej.

— Nasza współpraca z Aventem zakończyła się w momencie, gdy Brytyjczycy zaczęli wymagać od nas abyśmy zajmowali się tylko i wyłącznie marką Avent. To ograniczało nasz rozwój — wyjaśnia Krzysztof Biedrzycki.

Polskie preferencje

Na rynku robi się coraz ciaśniej, zwłaszcza że ma on wciąż duży potencjał i dopiero się kształtuje.

— Jestem przekonany, że w 2005 r. zwiększymy sprzedaż w Polsce co najmniej o 26 proc. — zapowiada Oleg Semine.

Znane są już też preferencje nabywców.

— Preferowane są kolorowe, wyróżniające się produkty. Polacy nie poświęcają wiele czasu na studiowanie szczegółów, a często kupują pod wpływem impulsu — podsumowuje Oleg Semine.

Możesz zainteresować się również: