Resort rolnictwa wstrzymał decyzję o realokacji funduszy, bo ponoć wzrosło zainteresowanie. Fakty temu przeczą.
Do połowy września miały zapaść decyzje o przesunięciach unijnych funduszy między programami, które cieszyły się małym zainteresowaniem beneficjentów. Pod koniec sierpnia Jerzy Pilarczyk, minister rolnictwa, przyznawał, że w wielu przypadkach trzeba skorygować możliwości absorpcji, bo szansa na wykorzystanie pomocy jest znikoma.
— Decyzje zapadną do połowy października. Minister wziął pod uwagę wzrastające zainteresowanie programami, które do tej pory cierpiały na niedobór aplikacji — tłumaczy Małgorzata Książyk, dyrektor biura prasowego resortu.
Problem tylko w tym, że od miesiąca do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) nie wpłynął żaden taki wniosek, a dane sprzed miesiąca nie zmieniły się. Pomoc ma więc duże szanse na zmarnowanie. Przykłady? W programie dla rybołówstwa ARiMR przyjęła wnioski wyczerpujące 48 proc. programu. Najmniej, bo 13 aplikacji (na 1,7 mln zł), wpłynęło na działanie dotyczące odbudowy i modernizacji floty. Tymczasem na ten cel przeznaczono aż 97,5 mln zł. Problem w tym, że część tego działania (odbudowa) utraciła podstawę prawną, gdyż w tzw. międzyczasie reformując politykę rybacką, Unia wycofała się z finansowania zakupu nowych jednostek.
— Środki trzeba szybko przesunąć, bo przepadną — mówi Maciej Dlouhy, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Producentów Ryb.
Dodaje, że wsparcie powinno trafić na organizację rynku rybnego (budowa hurtowni, logistyka) czy choćby wycofanie kutrów.
Z kolei druga część działania dotycząca modernizacji to małe granty dotyczące m.in. poprawy warunków sanitarnych.
Kiepskim zainteresowaniem cieszy się także pozyskiwanie i promowanie nowych rynków zbytu na produkty rybne, gdzie złożono 25 wniosków na 2,6 mln zł (wyczerpujących niecałe 12 proc. puli) oraz wsparcie dla rybołówstwa śródlądowego, gdzie złożone aplikacje (7 wniosków) wyczerpują zaledwie 17 proc. programu.