Przewoźnicy ponoszą straty z powodu upału

Marcin Bołtryk
opublikowano: 01-08-2002, 00:00

Niezależnie od przyczyny doba przestoju samochodu ciężarowego jeżdżącego na międzynarodowych trasach przynosi stratę rzędu 150 EUR (ponad 600 zł). Do sumy strat należy również doliczyć ewentualne odszkodowania dla niezadowolonych z opóźnień zleceniodawców. Jeżeli wina za wywołanie przestoju leży po stronie przewoźnika — nie ma o czym mówić. Jednak olbrzymią niesprawiedliwością jest zmuszanie przedsiębiorców do płacenia za błędy popełnione kilkadziesiąt lat temu przez budowniczych dróg.

Polska jest jednym z niewielu krajów, w którym przepisy dopuszczają możliwość wprowadzenia czasowego ograniczenia ruchu dla samochodów ciężarowych ze względu na warunki atmosferyczne. Latem dzieje się tak, gdy temperatura powietrza przekroczy 30 st. C.

Podobną możliwość mają władze Ukrainy, Rosji i Białorusi, z tym że tam ograniczenia dotyczą przesilenia wiosennego i związane są z rozmakaniem dróg. Na zachodzie Europy tego typu przepisy dotyczą jedynie dróg lokalnych.

Głównym celem polskich przepisów jest zahamowanie zjawiska powstawania kolein. Wiadomo, że wzmożony ruch samochodów ciężarowych i wysoka temperatura wpływają niekorzystnie na stan dróg.

— Jednak trudno zmuszać przewoźników do płacenia za fuszerkę sprzed kilkudziesięciu lat. Tego typu przepisy są dla mnie zwykłym ograniczeniem wolności obywatelskiej. Zastanawiam się, dlaczego nie pociągnie się do odpowiedzialności ludzi, którzy nadzorowali budowę tych dróg. Przepis wydaje się tym bardziej niedorzeczny, że nie obowiązuje w krajach takich, jak Grecja czy Hiszpania, gdzie temperatury znacznie przekraczają 30 st. C. Takiego przepisu nie ma nawet w Afryce — mówi Andrzej Majewski, prezes Łódzkiego Stowarzyszenia Przewoźników Międzynarodowych i Spedytorów.

Ograniczenie w ruchu wywołane upałem dotyczy aut o masie całkowitej przekraczającej 12 t i obowiązuje od 11.00 do 23.00. Obecnie zostało wprowadzone na terenie 14 województw.

— Wyżej wymieniony zakaz obowiązuje również w miastach. Proszę więc wyobrazić sobie taką sytuację. Kierowca dociera do klienta po 23.00, bo tylko wtedy może jeździć. Klient odbiera towar o 7.00 rano, bo trudno go zmusić do pracy w nocy. Rozładunek trwa do 10.00 i znowu postój, z uwagi na to, że od 11.00 jeździć nie wolno. Gdy po 23.00 kierowca wyrusza po załadunek, sytuacja się powtarza — opowiada Andrzej Majewski.

Zdaniem Grzegorza Bielowickiego, prezesa Euroad, na całą sprawę trzeba spojrzeć dużo szerzej.

— Dla firm przewozowych, których usługa jest jednym z ogniw w łańcuchu dostaw, a parametr just in time stanowi o powodzeniu całego logistycznego zaplecza produkcji, gorące lato może stać się koszmarem. Niewywiązanie się z przyjętych wobec klienta zobowiązań, z jakiegokolwiek powodu, nakłada na przewoźnika określone konsekwencje. Nadmiarem optymizmu jest wiara w to, że klienci wiecznie będą wykazywać się wyrozumiałością w takich sytuacjach. Przecież koszty wymuszonych postojów dla klientów oznaczają konieczność zmiany systemu produkcji, czasu pracy, czasu dostaw do ich odbiorców, którzy także muszą ponosić dodatkowe koszty nocnej aktywności — wyjaśnia Grzegorz Bielowicki.

Pracując od 23.00 do 11.00 nie uda się zrobić tego, co przez ten sam czas w ciągu dnia.

— Chociażby dlatego, że o ograniczeniach nie pamiętają urzędy i instytucje publiczne, które również stanowią ogniwo w łańcuchu logistycznym — dodaje Grzegorz Bielowicki.

Jacek Troszański, właściciel firmy Trans-Land, wykonującej m.in. transporty liniowe dla Spedpolu, rozważa oddanie sprawy ograniczeń w ruchu do Trybunału Konstytucyjnego.

— Płacimy podatek drogowy np. za pół roku. Przez jakiś czas w tym okresie nie możemy prowadzić działalności. Wydaje mi się, że jest to niesprawiedliwe. Płacimy na drogi, a nie możemy z nich korzystać. Będziemy domagać się zwrotu części podatku lub zniżki przy opłacaniu następnych — zapowiada Jacek Troszański.

Prawdopodobnie jednym z zamysłów autorów letniego ograniczenia była poprawa bezpieczeństwa ruchu w myśl zasady: mniej kolein — mniej wypadków.

— Dzieje się jednak inaczej. Brak infrastruktury i parkingów wyposażonych tak, żeby dało się na nich przetrwać kilkanaście godzin w upale, zmusza kierowców do postojów niemalże w polu. A wzmożenie ruchu w nocy, zmęczenie kierowców i gonitwa z czasem dają mieszankę wybuchową — zauważa Grzegorz Bielowicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Motoryzacja / Przewoźnicy ponoszą straty z powodu upału