Przyciąganie menedżerów

Dorota Czerwińska
opublikowano: 2014-05-19 00:00

Rekrutacja: Zachodnie uczelnie chętnie widzą u siebie polskich studentów, w tym programów MBA. A polskie szkoły chcą mieć zagranicznych słuchaczy

Niedawno w Warszawie odbyły się targi Access MBA, na których prezentowały się francuskie Insead i HEC, hiszpańskie IE Business School i Esade oraz uczelnie ze Słowenii i Meksyku. Ale polscy absolwenci np. University of Chicago Booth School of Business też organizują spotkania dla zainteresowanych studiami za granicą. Aktywny u nas jest także Insead, a ostatnio Wiedeński Uniwersytetu Ekonomii i Biznesu (WUEA), gdzie teraz studiuje 16 Polaków.

— Widać wzrost zainteresowania naszymi studiami, ale można jeszcze wiele poprawić. Byłoby świetnie szkolić jeszcze więcej kadry zarządzającej z Polski — mówi Paul Kospach z WU Executive Academy.

Szyte na miarę

Co WUEA oferuje menedżerom? — Dzięki atrakcyjnej lokalizacji wiele firm wybiera Wiedeń jako siedzibę na Europę Wschodnią i Środkową. Nasz wieloletni i tradycyjnie bliski kontakt z tymi firmami, a także nasze doświadczenie uniwersytetu biznesowego pozwoliły nam poznać wyzwania, jakie stoją przed firmami wchodzącymi na ten trudny rynek. Optymalizujemy nasze szkolenia specjalnie pod tym kątem. Mamy międzynarodową kadrę wykładowców i międzynarodowych ekspertów w różnych branżach — chwali szkołę Paul Kospach.

Twierdzi, że uczelnia może program MBA dopasować do potrzeb firm, a nawet konkretnych pracowników pod względem merytorycznym, metod nauczania czy trwania nauki.

Globalna edukacja

— Dzisiejszy rynek edukacji menedżerskiej ma charakter globalny i w dużej mierze komercyjny. Zależnie od kraju i programu odsetek obcokrajowców waha się od 34 na MBA Harvard Business School w 2013 r. do prawie 90 w przypadku niektórych programów w Wielkiej Brytanii. Na ogół decyzja o studiowaniu za granicą wiąże się z wyborem programu w języku angielskim i pobytem w bardziej rozwiniętym kraju — mówi dr Tomasz Ludwicki, dyrektorprogramu Executive MBA na Uniwersytecie Warszawskim. Przez lata wśród zagranicznych studentów programów MBA na świecie dominowali przedstawiciele Azji.

Dziś — według raportu firmy GMAC (organizującej uznawany na większości liczących się programów MBA test GMAT) — dołączają do mich mieszkańcy krajów Zatoki Perskiej, Ameryki Południowej, Skandynawii i Polski. Studia na zachodzie Europy są dużo droższe niż w Polsce. Zdaniem dr. Tomasza Ludwickiego nie ma jednak sensu przepłacać, bo najlepsze polskie programy MBA oferują porównywalną jakość.

— Mimo wielu prób podejmowanych przez renomowane programy z Wielkiej Brytanii, Francji czy Hiszpanii nasz rynek jest przez nie uważany za trudny. Niedawno spotkałem dyrektora takiego programu MBA, który się skarżył, że mimo dużych nakładów na promocję w Polsce nie zyskał ani jednego kandydata — twierdzi dr Ludwicki.

Kogo przyciąga Polska

O wiele trudniej jednak zachęcić obcokrajowców do studiowania w Polsce. Wiąże się to z wciąż stosunkowo niewielką ofertą studiów magisterskich w języku angielskim.

— Polskie uczelnie szukają studentów głównie w Europie Wschodniej, bo powiązania rodzinne i łatwość nauczenia się polskiego sprzyjają podjęciu przez nich studiów magisterskich, a także w krajach rozwijających się, dla których Polska — członek Unii Europejskiej — może być atrakcyjną kosztowo alternatywą dla studiów w Europie Zachodniej. Ale trudna jest już wstępna weryfikacja wiedzy, kwalifikacja na studia i powiązane z nią otrzymanie polskiej wizy — opowiada dr Tomasz Ludwicki.

Zaoczne studia Executive MBA lub sesyjne Executive MBA@UW podejmują zwykle obcokrajowcy, którzy mieszkają i pracują w Polsce. Wśród ich absolwentów są również osoby ze Skandynawii i Europy Wschodniej. — Wiąże się to z postrzeganiem roli gospodarczej Polski jako kraju, który uniknął recesji — mówi dr Ludwicki.

Sporo cudzoziemców studiuje na Executive MBA w Akademia Leona Koźmińskiego (ALK), bo uczelnia ta eksportuje swój program do Mińska na Białorusi. W Warszawie ma siedmiu zagranicznych słuchaczy tego programu, również zza wschodniej granicy. Studenci z Zachodu, m.in. pracownicy ambasad i firm zagranicznych, chętniej zapisują się w ALK na czteroletnie studia doktoranckie, które odbywają się po angielsku.

MOIM ZDANIEM

Dyplom dyplomowi nierówny

BERNHARD MATUSSEK

dyrektor zarządzający Kienbaum Polska

Na szczęście coraz więcej absolwentów uczelni ekonomicznych dostrzega, że studia MBA niewiele różnią się od ekonomicznych. Bo mają one największy sens dla absolwentów kierunków technicznych, inżynierów, menedżerów w zakładach produkcyjnych. Żeby np. kierować fabryką, trzeba mieć nie tylko wiedzę techniczną, ale też ekonomiczną. MBA oferuje już prawie każda uczelnia w Polsce. Jest więc coraz więcej wątpliwości co do jakości tych studiów. Można mówić o pewnej dewaluacji ich znaczenia. MBA nie jest już dla pracodawców tak wyjątkowe, jak kilka lat temu. Tym bardziej, że już wielu menedżerów takie studia skończyło. Imponuje nadal skończenie MBA na prestiżowych uczelniach za granicą, np. w USA i Wielkiej Brytanii. Takie studia mają sens i mogą być dla pracodawcy dodatkowym argumentem za zatrudnieniem kandydata. Dzisiaj większe znaczenie dla pracodawców ma jednak doktorat. Uważają, że wymaga większej samodyscypliny i pozwala rozwinąć wiedzę i kompetencje. W doktorat warto inwestować. Coraz częściej w Polsce robią to ludzie między 40 a 50 rokiem życia, którzy chcą uzupełnić swoje wykształcenie lub szukają dla siebie wyzwania intelektualnego. [DCZ]