Przyczyny mizerii budżetowej leżą w kilku płaszczyznach
Budżety państwa i samorządów mają w Polsce coraz większe trudności w finansowaniu niezbędnych wydatków bieżących — mimo pokaźnych dochodów z prywatyzacji majątku państwowego. Ale źródło to niebawem zacznie wysychać, a jednocześnie nadejdą lata spłaty większych niż dotąd rat zadłużenia zagranicznego. Postęp cywilizacyjny pogłębia kryzys finansów publicznych: młodzież dłużej się uczy, ludzie żyją dłużej, rośnie więc udział ludności w wieku poprodukcyjnym. Koszty finansowania ustawowych świadczeń socjalnych rosną szybciej niż dochody z podatków.
Z PODOBNYMI trudnościami boryka się większość krajów rozwiniętych, mimo że w relacji do PKB stopa obciążeń fiskalnych jest tam z reguły wyższa niż w Polsce. Uwzględniam tu oczywiście nie tylko same podatki, opłaty (cła, akcyza) i inne dochody budżetu państwa, ale też składki na ubezpieczenia społeczne oraz dochody pierwotne budżetów lokalnych. Diagram ilustruje wielkość „stopy fiskusa” w krajach o dużym jej zróżnicowaniu.
PODATKI stanowią znaczną większość dochodów finansów publicznych, a udziały podatków pośrednich i bezpośrednich są wielce zróżnicowane. Prawidłowość jest taka, że w krajach o niższych dochodach przeważają podatki pośrednie, zaś w krajach o wyższych dochodach — podatki bezpośrednie, tzn. od dochodów osobistych i podmiotów gospodarczych. Udział podatków bezpośrednich w sumie podatków wynosi w UE średnio 50 proc., lecz waha się (1998 r.) od 36,8 proc. w Grecji do 59,5 proc. w Szwecji. W USA udział ten wynosi aż 68,2 proc., a w Polsce — 42,5 proc.
PŁACIMY podatki na każdym kroku, często o tym nawet nie wiedząc, ale bez wątpienia najbardziej dotkliwy jest podatek dochodowy: zostaje nam „żywcem” wyjęty z kieszeni. Stąd mniejsze zainteresowanie budzi fakt, że podstawowa stawka VAT wynosi u nas aż 22 proc, podczas gdy np. w Niemczech 16 proc. (w 1998 r.). Huragany polemik przetaczają się natomiast wokół stóp podatku od dochodów osobistych (PIT).
W POLSCE próg bogactwa jest usytuowany bardzo nisko (patrz tabela), a jednak przekracza go zaledwie 1 (słownie: jeden) procent podatników. Tak więc nie w stopach podatkowych leży przyczyna naszej mizerii budżetowej. Sądzę, że należałoby tu wymienić trzy główne przyczyny: niski poziom średnich dochodów, mała ściągalność podatków oraz nieracjonalne ich wydatkowanie.