Ci, którym udało się sprzedać biznes emerytalny, zrobili naprawdę lukratywny interes. Szczególnie BIG BG. Bank będzie musiał co prawda podzielić się zyskiem z Eureko (było akcjonariuszem PTE BIG BG), ale i tak nie ma co narzekać. Sprzedaje bowiem PTE w złej sytuacji finansowej. Gorzej z tymi, którzy za wysoką cenę zdecydowali się kupić emerytalny biznes. Długo będą czekać na zwrot pieniędzy. W sytuacji status quo na rynku mogą ich nawet nigdy nie odzyskać.
Prekursorzy zmian właścicielskich wygrali finansowo. Cena za klienta ze składkami mocno bowiem teraz spadła. To dobrze, że tak się stało. Oferowane ceny były bowiem zbyt wysokie i nieadekwatne do sytuacji rynkowej. Nastąpiło to, czego należało się spodziewać. Szkoda, że tak późno.
Spadek cen nie oznacza jednak lawiny wniosków w KNUiFE. Największy wpływ na rynek mają bowiem nadal regulacje prawne. PTE czekają m.in. na ostateczny kształt zmian w ustawie o OFE. W najlepszym przypadku nowelizacja wejdzie w życie późną jesienią. I na tym nie koniec. Niewiadomych (czytaj: zaległości ZUS) wciąż jest wiele, choć od startu PTE i OFE upłynęło ponad 3 lata. Ponadto na fuzji sporo mogą stracić same PTE. Większość bowiem, po przekroczeniu pewnego poziomu aktywów, ustaliła limity z tytułu opłaty za zarządzanie. Jeżeli PTE ustaliło go na niskim poziomie, nie będzie dążyć do konsolidacji, bo szybciej osiągnęłoby ten pułap. Jego podwyższenie zaś jest praktycznie niemożliwe — ze względu na „dobro członków OFE”. Także opłata od składki, która w części OFE zbliża się do 0 proc., może okazać się dla większości chętnych do przejęć mało atrakcyjna.
Do stanu na rynku, z którego zadowoleni będą i klienci, i akcjonariusze PTE, i rząd, brakuje jeszcze wiele i sam spadek ceny za przejęcie funduszu niewiele pomoże.