W sierpniu w Wólce Łęczeszyckiej, wsi położonej w powiecie grójeckim, czyli sadowniczym sercu Polski, spłonęła hala należąca do grupy producentów owoców Rajpol. O dramacie sadowników, którzy utracili majątek wyceniany na około 40 mln zł, informowały branżowe media. W tym czasie około 30 km dalej bez rozgłosu grunt pod nogami traciła inna grupa producencka — Jabłuszko z Drwalewa, również dysponująca magazynami.

Pod koniec września pojawiła się informacja o ogłoszeniu upadłości likwidacyjnej. Oba negatywne wydarzenia mogą zakończyć się częściowym happy endem. Rajpol, który był częściowo ubezpieczony na wypadek pożaru, wydzierżawił od Wojciecha Kapusty, syndyka Jabłuszka, majątek konkurenta-bankruta.
— Mamy umowę dzierżawy na dwa lata. Docelowo myślimy o zakupie. Powierzchnia i rodzaj działalności, czyli chłodnia i sortownia Jabłuszka, praktycznie odpowiada naszym potrzebom. Od czasu pożaru wspomagaliśmy się pakowaniem i przechowywaniem usługowym. Teraz się przenosimy do nowego miejsca — mówi Hubert Woźniak, prezes Rajpolu. Jabłka Rajpolu już tam częściowo są. Być może już od stycznia zacznie się ich sortowanie. Z postanowienia radomskiego sądu wynika, że majątek Jabłuszka wyceniono na 19,5 mln zł, a jego zobowiązania wynosiły 27 mln zł.
— To wstępne ustalenia sądu, które były podstawą do ogłoszenia upadłości. Lista wierzytelności jest jeszcze sporządzana — zaznacza Joanna Kaczmarek-Kęsik, rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu. Tłumaczy, że wniosek o upadłość likwidacyjną złożyło samo Jabłuszko, czyli grupa zrzeszająca 59 producentów owoców i warzyw. Jeszcze w 2013 r. Jabłuszko chwaliło się sukcesami w poszukiwaniu nowych rynków zbytu i przygotowywało się do wzrostu produkcji.
— Co dziesiąte jabłko zjadane w Norwegii pochodzi z naszej firmy. Dostarczamy co roku 7-8 tys. ton. Znaleźliśmy też odbiorców w Mongolii. Jabłka są tam bardzo drogie, bo kosztują 7 USD za kg, co ogranicza ich spożycie, ale to kolejny rynek, na którym warto być — opowiadałwówczas „PB” Roman Cybulski, prezes Jabłuszka.
Wczoraj nie udało nam się z nim skontaktować. Tymczasem we wniosku o upadłość grupa tłumaczy się załamaniem rynku... na Wschodzie i Francji. Rosyjskie embargo i urodzaj lokalnej produkcji nad Sekwaną doprowadziły do spadku cen jabłek i kłopotów finansowych Jabłuszka — wynika ze złożonych przez grupę dokumentów. Jeszcze w maju tego roku Roman Cybulski zapewniał, że jego grupa dobrze dostosowała się do rynkowych zwyżek — ceny jabłek poszły wtedy mocno w górę, gdyż na rynku było ich za mało.
— Kto mógł przechować jabłka, to je przechował i teraz zarabia. Z naszego punktu widzeniato korzystna sytuacja, ale cała branża jest niestety stratna. Zarobili ci, którzy jabłka przetwarzają i kupowali je za śmieszne pieniądze — twierdził wówczas Roman Cybulski. Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, przyznaje, że jest kilka grup, które mają problemy finansowe, ale nie należy spodziewać się wysypu upadłości.
Jego zdaniem, w perspektywie roku mogą zbankrutować 1-2 podmioty, a w sumie działa ponad 300 grup producentów owoców i warzyw. — Embargo oczywiście miało wpływ na kondycję sadowników, ale nie tylko z tego się biorą kłopoty. Są grupy, które przeinwestowały, przekonane, że sprzedaż będzie dynamicznie rosła. Niektóre nie miały w ogóle wizji rozwoju i nie potrafiły sprostać np. zwiększającym się wymaganiom supermarketów — twierdzi Mirosław Maliszewski. Hubert Woźniak liczy, że Rajpol będzie mógł mocniej zaistnieć na tych rynkach, z których zniknęło Jabłuszko. Rocznie produkuje ponad 20 tys. ton owoców, przede wszystkim jabłek deserowych. Eksportuje je do Zachodniej i Północnej Europy. [MICH] © Ⓟ