Kto kryje się za tajemniczą spółką OstElektra, jednym z dziewięciu chętnych na akcje ZEDO? Trop prowadzi do rosyjskiego giganta energetycznego.
W gronie dziewięciu oferentów, którzy w czwartek wystartowali w przetargu prywatyzacyjnym na Zespół Elektrowni Dolna Odra (ZEDO), większość stanowią firmy ze ścisłej europejskiej czołówki w branży. Zaskoczeniem było, że z ofertą w resorcie skarbu zjawili się też przedstawiciele niezbyt znanej niemieckiej spółki OstElektra. Wiele wskazuje na to, że tajemniczy oferent z Niemiec szykuje nam jeszcze większą niespodziankę. Przedstawiciele polskich spółek obrotu energią, wśród których OstElektra bynajmniej nie jest anonimowa, mają jednoznaczne skojarzenia. Jeśli w przetargu pojawia się OstElektra, wkrótce zza jej pleców wyłoni się... rosyjski gigant RAO JES. Jeśli tak się stanie, będzie to pierwsze podejście Rosjan do prywatyzacji polskiej energetyki.
Pomocna dłoń
O OstElektrze wiadomo niewiele. Ma opinię prężnej spółki handlującej energią na rynku międzynarodowym. W 2004 r. miała osiągnąć obroty 13-15 TWh. Jak na firmę bez aktywów produkcyjnych i dystrybucyjnych, nie będącą częścią dużego koncernu, to duży sukces.
— To dzięki kontaktom z RAO. OstElektra robiła interes m.in. na imporcie energii do Polski na tzw. wyspę na terenie Zakładu Energetycznego Białystok, ale w połowie 2004 r. kontrakt został rozwiązany — mówi anonimowo przedstawiciel jednej z polskich spółek obrotu.
— Oprócz OstElektry znam tylko jedną spółkę obrotu, której udaje się importować prąd z tamtego kierunku — dodaje przedstawiciel innej ze spółek.
W Polsce OstElektra jest od 2003 r. właścicielem spółki Jes Energy założonej przez Jacka Szyke, szefa Izby Energetyki Przemysłowej. Spółka zajmowała się początkowo doradztwem w energetyce, a w ubiegłym roku poszerzyła działalność o handel energią i paliwami.
— Mamy kontrakty na 200 MW — chwali się Jacek Szyke, prezes Jes Energy.
To oznacza roczny obrót 1,7 TWh.
Przypadkowa zbieżność
Jacek Szyke mówi, że nie zna struktury kapitałowej nowych właścicieli. Według niego OstElektra jest w rękach prywatnych udziałowców. Zapewne jednym z nich jest Semjon Bloch, członek zarządu. W zarządzie firmy jest też Adrei Kuxenko. O jej powiązaniach kapitałowych z RAO JES nic nie wiadomo.
— Prawdopodobnie ich nie ma. W grę wchodzi raczej unia personalna — mówi jeden z rozmówców.
— Żeby nie było nieporozumień, nazwa Jes Energy nie ma nic wspólnego z RAO JES. Pochodzi od mojego imienia i nazwiska — zastrzega Jacek Szyke.
Oprócz współpracy handlowej na powiązania między OstElektrą a RAO wskazują wspólne przedsięwzięcia inwestycyjne obu firm. Jak dotąd — nieudane. Rosjanie startowali w konsorcjum z niemiecką firmą po Slovenske Elektrarne, kupione ostatecznie przez włoskiego Enela. OstElektra i RAO złożyły też wspólną ofertę zakupu od polskiego ministerstwa skarbu 50 proc. akcji Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Firmy dobrały sobie jednak niefortunnego partnera — Triton Holding Marka Dochnala.
Bez otwartej przyłbicy
W tych okolicznościach pojawienie się Rosjan w przetargu na ZEDO wydaje się bardzo prawdopodobne. Jeśli tak, to dlaczego nie chcą wystąpić z otwartą przyłbicą?
— To przez polskie fobie dotyczące udziału rosyjskich inwestorów w prywatyzacji, zwłaszcza w sektorach strategicznych: energetyce, paliwach i gazie — uważa jeden z naszych rozmówców.
Jacek Szyke nie ma wątpliwości, że polska niechęć wobec inwestorów ze Wschodu to błąd, a bezpieczeństwo energetyczne można zapewnić dobrym ustawodawstwem.
— Jest naturalne, że z racji sąsiedztwa, powiązań sieciowych i potencjału ekonomicznego RAO JES jest zainteresowane udziałem w polskiej energetyce. Korzyści z takiej współpracy mogłyby odnieść obie strony. Polska to naturalny obszar tranzytu energii ze Wschodu na Zachód. Znalezienie alternatywnych dróg transmisji byłoby dla nas niekorzystne. Rozszerzenie listy inwestorów w polskiej energetyce o RAO wpłynie korzystnie na ceny w transakcjach prywatyzacyjnych i na potencjał energetyczny kraju — przekonuje Jacek Szyke.