Wtorkowa sesja w USA była dość ciekawa. Impuls, który wywołał zwrot indeksów, był oczywisty. Ceny ropy cały dzień rosły, dochodząc do 54,45 USD za baryłkę, ale od tego momentu zaczęła się realizacja zysków. To nie był duży spadek, ale to wystarczyło, by zwiększyć popyt na akcje. Przeszkadzał w odbiciu sektor producentów półprzewodników, bo raport i prognozy Philipsa nie ucieszyły inwestorów. Czekali oni po prostu na falę raportów kwartalnych, debatę prezydencką i dane makro. Obraz techniczny rynku oczywiście nie uległ zmianie i nadal był lekko negatywny.
Po sesji wyniki kwartalne podały Intel i Yahoo! W obu przypadkach były zgodne z prognozami analityków (kurs Yahoo! lekko wzrósł i to był plus dla byków). Trzeba pamiętać, że prognozy Intela były niedawno obniżane. Poza tym dynamika wzrostu zysku była najniższa od pięciu kwartałów. Inwestorów ucieszyło tylko to, że spółka zaczęła redukować zapasy (a miała ich bardzo dużo). Jednak zarówno to jak i zapowiedź nieco tylko lepszego czwartego kwartału nie są dokładnie tym, co chcieliby widzieć inwestorzy. Nie zmienia to faktu, że kurs po sesji wzrósł i wczoraj ta spółka powinna bykom pomagać w wykreowaniu odbicia. Od siły tego odbicia będzie zależała prognoza dla rynku w krótkim terminie.
Dzisiejsze dane makro z USA nie powinny mieć wpływu na rynek akcji. Zazwyczaj bilans handlu zagranicznego wpływa jedynie na rynek walutowy — im większy deficyt, tym gorzej dla dolara. Nie jest jednak pewne, że te dane na rynek akcji nie wpłyną. Gdyby okazało się, że eksport bardzo wrośnie lub bardzo spadnie, to eksporterzy mogliby to odczuć. Od pewnego czasu widać, że dynamika eksportu spada i to mimo słabego dolara. Nic dziwnego, że amerykańska administracja wyraźnie chce dalszego osłabienia dolara. Najważniejsze będą jednak raporty kwartalne spółek. Może nawet nie tyle raporty, bo po ostrzeżeniach rynek już jest na nie przygotowany, ile prognozy. W Eurolandzie bardzo ważny będzie raport Nokii. Może być pozytywnie przyjęty, bo po przecenie ta spółka jest teraz na fali wznoszącej. Później spółki sektora finansowego (Bank of America i Citigroup) ustawią otwarcie na giełdach w USA.
W Polsce opublikowane będą dane o inflacji we wrześniu. Jeśli analitycy mają rację twierdząc, że spadła, to wynikiem powinna być poprawa nastrojów na giełdzie (ale to już w piątek) i osłabienie złotego. To osłabienie złotego może być pogłębione debatą budżetową w Sejmie. Bez złudzeń — populizm będzie się przelewał przez burty Sejmu, a ekonomistom włos będzie stawał dęba. Teoretycznie będziemy czekali na pozytywne wydarzenie, czyli piątkowe głosowanie nad wotum zaufania, ale do tej pory każdy, kto chciał zagrać jakimś instrumentem finansowym pod to wydarzenie, już myśli o tym, kiedy realizować zyski (bunt ośmiu posłów SLD nic tutaj nie zmieni — większość z nich zagłosuje za rządem).
Wczoraj nasz rynek zachowywał się tak, jak zwykle zachowuje się rynek niedźwiedzia po większej przecenie — chęć do kupna akcji była znikoma i to mimo rosnących indeksów w Eurolandzie. Pogarszał sytuację spadek KGHM — miedź nadal tanieje. Dopiero na finiszu popyt się uaktywnił, ale sam koniec notowań był mizerny. Na indeksach już we wtorek zostały wyrysowane długie czarne świece z dużym obrotem, co nic dobrego z technicznego punktu widzenia nie zapowiada. Poza tym martwi niepokojąco duża liczba otwartych pozycji i duża, dodatnia baza na kontraktach na WIG20. To najczęściej wprowadza do akcji arbitrażystów. Baza zachęca ich do podładowania portfela, a jak spadnie, to zaczną realizować zyski. To jeszcze bardziej zmniejsza bazę i powstaje sprzężenie zwrotne. Efektem mogą być duże spadki indeksów. W każdym razie jasne jest, że wykrzywiony wcześniej przez KGHM i PKN obraz rynku wraca do normy i bez przedłużenia korekty się nie obejdzie.