Raport KE odkrywa nasze stare grzechy

Mira Wszelaka
09-10-2002, 00:00

Publikowany dziś raport Komisji Europejskiej o dotychczasowym postępie kandydatów do członkostwa w UE nie zaskoczył ani polityków, ani przedsiębiorców. Pytanie tylko, czy ci pierwsi zdążą odpowiednio szybko zareagować na zarzuty, skoro w niektórych dziedzinach postęp jest raczej ograniczony, normy wyśrubowane, a kasa świeci pustkami.

Dziś Komisja Europejska oficjalnie przedstawi raport o dotychczasowych postępach kandydatów w drodze do członkostwa w Unii, a Günter Verheugen, komisarz ds. rozszerzenia, udzieli rekomendacji dla rychłej akcesji całej dziesiątki aspirantów. Fakt, że przy okazji Bruksela nie zapomniała wytknąć szeregu niedociągnięć, nie zaskoczył ani polityków, ani przedsiębiorców.

Jeszcze tydzień temu Danuta Hübner, minister ds. europejskich, przyznawała, że polski rząd liczy się z upomnieniem w rolnictwie, rybołówstwie, weterynarii, budowie systemu zarządzania i kontroli IACS oraz uszczelnieniu granicy wschodniej. I rzeczywiście, sporo zarzutów skupiło się pod adresem rolnictwa i braku widocznych postępów w kierunku restrukturyzacji. Moment wydaje się bardzo dobry, bo obie strony są w przededniu trudnych negocjacji. KE odgrzała też sprawę wyciszonego ostatnio konfliktu na linii NBP–rząd, tradycyjnie wyrażając obawy o ewentualną utratę niezależności przez bank centralny.

Sporo miejsca KE poświęca zagadnieniom prawnym. Wytknięte w raporcie opoźnienia z wydawaniem większości rozporządzeń wynikają nie tylko z opieszałości urzędników, ale także z braków kadrowych. Negocjatorzy dobrze wiedza, że zatrudnienie w administracji — tak by mogła sprawnie funkcjonować zgodnie z wymogami Unii — musi wzrosnąć o około 30 proc. Taka decyzja z pewnością wywoła falę protestów, więc rząd odsuwa ją do czasu referendum. Ale braki kadrowe w administracji — paradoksalnie — pośrednio odbiją się m.in. na polskim biznesie. Przykładami są weterynaria i rybołówstwo.

— Zarzuty pod adresem weterynarii i bezpieczeństwa żywności dotyczą głównie legislacji. Widoczna obstrukcja w wydawaniu rozporządzeń do ustawy weterynaryjnej wynika głównie z braków kadrowych w departamencie produkcji zwierzęcej i weterynarii w ministerstwie rolnictwa. W tym wypadku pełnimy jedynie funkcje doradcze — podkreśla Piotr Kołodziej, główny lekarz weterynarii.

Problemy z kadrami wytknięto także administracji rybackiej, która m.in. z tego powodu nie jest zdolna do wykonywania kontroli połowów czy przygotowywania kompleksowej strategii wykorzystania unijnej pomocy.

— Problemy kadrowe bezpośrednio odzwierciedlą stopień wykorzystania środków z UE. Dlatego mamy poważne obawy czy przygotowana na kolanie przez dwóch czy trzech urzędników strategia rozwoju branży umożliwi nam wykorzystanie pomocy — podkreśla Maciej Dlouhy, prezes Krajowej Izby Rybackiej.

Z punktu widzenia krajowego biznesu, mocnym akcentem unijnego raportu są też opóźnienia w pozbywaniu się krajowych norm PN (mamy ich jeszcze 644) i przyjmowaniu unijnych EN.

— W tym względzie UE musi być bardziej elastyczna, gdyż krajowe małe i średnie firmy nie są w stanie w krótkim czasie ponieść olbrzymich kosztów, związanych z ponową certyfikacją oraz wymianą lub modernizacją linii produkcyjnych. Przyjęcie unijnych norm jest na rękę dużym graczom, którzy nie będą musieli produkować podwójnie: na rynek UE i krajowy. Jednak upadek dużej części krajowych podwykonawców zmusiłby nas do zakupu u zachodnich dostawców, co znacznie podniosłoby koszty — ostrzega Marek Dura, specjalista ds. certyfikacji w Amice Wronki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Raport KE odkrywa nasze stare grzechy