Rekord nudny jak flaki z olejem

ASZ
opublikowano: 2007-10-29 11:00

Padł nowy rekord na WIG20 i z tego należy się cieszyć. Zachwytu nie wzbudza jednak styl, w jakim został osiągnięty. Indeks blue chipów otworzył dzień luką hossy i… właściwie to byłoby na tyle.

Właściwie od razu po starcie notowań z wysokiego "C", inwestorzy spoczęli na laurach. Kolejne godziny nie przynosiły żadnych zmian. WIG20 pozostał do samego końca sesji w nieznośnie przeciągającej się konsolidacji na tym samym poziomie.

Charakteryzowała ją minimalna, wręcz mikroskopijna, amplituda wahań. Kupujący nie kwapili się do dalszego windowania indeksu, a podaż praktycznie nie istniała. To wystarczyło, by dowieść rekord do mety.

W cenach zamknięcia historyczny szczyt wznosi się na pułapie 3917,87 pkt, zaś w cenach dnia - o 22,66 pkt wyżej. Na wykresie powstała nietypowa w takich sytuacjach czarna świeca o płaskim korpusie, co nie przekonuje o sile byków. Wyznaczanie poprzednich szczytów hossy (np. 6 lipca czy 11 października) odbywało się przy dużym zaangażowaniu inwestorów - obroty sięgały około 1,5 mld zł - i systematycznym wzroście cen akcji.

Tym razem inwestorzy zerwali z tradycją. Handel walorami WIG20 podsumowano na nieco ponad 800 mln zł, a zamknięcie wypadło nieznacznie poniżej poziomu otwarcia. Teoretycznie nie jest to najlepszy sygnał siły rynku, ale tak naprawdę scenariusz dalszego rozwoju wydarzeń na GPW napiszą inwestorzy na Wall Street. Nie ma więc sensu przykładać większej wagi do stylu, w jakim padł poniedziałkowy rekord.

Obecny tydzień, choć krótszy o jeden dzień, zapowiada się bardzo emocjonująco. Ciekawie będzie zwłaszcza w środę, kiedy to poznamy dane o amerykańskim PKB, a przede wszystkim - decyzję FOMC w sprawie stóp procentowych. Inwestorzy nie dopuszczają innej myśli niż obniżka o 25 pkt bazowych.

Jeśli by do niej nie doszło, może dojść do ogólnoświatowego tąpnięcia na giełdach. Obecna fala wzrostowa oparta jest bowiem na założeniu, że amerykański bank centralny poluzuje politykę monetarną. Ciekawie powinno też być w piątek po publikacji październikowego raportu z amerykańskiego rynku pracy.

Zgodnie z naszymi prognozami w komentarzu po sesji czwartkowej, rolę lokomotywy hossy przejął PKN Orlen. W poniedziałek kurs poszedł w górę o 2,3 proc. przy 135 mln zł obrotów. Rekordowo droga ropa to dobre uzasadnienie dla wypychania portfeli akcjami największej polskiej spółki paliwowej.

Nieco więcej, bo 2,8 proc., zyskali akcjonariusze CEZ-u. Czeska spółka energetyczna ma jednak nieporównanie mniejszy wpływ na WIG20 niż Orlen. Na zamknięciu za jedną akcję spółki kierowanej przez Martina Romana gracze w Warszawie płacili rekordowo dużo - 185,5 zł.

TVN, gwiazda ubiegłego tygodnia (poszybowała aż o 12,2 proc.), poniedziałkową sesję spożytkowała na odpoczynek. Nie ma się co dziwić, po takiej skali zwyżce w krótkim czasie, korekta jest czymś naturalnym i wręcz pożądanym. Kurs cofnął się o 3,9 proc. do 25,40 zł.

W diametralnie odmiennej sytuacji znajduje się natomiast Cersanit. Akcje producenta ceramiki sanitarnej zniżkowały piątą kolejną sesję. Dziś straciły na wartości 4,2 proc. Tu nie ma mowy o korekcie, raczej o regularnej wyprzedaży papierów po odroczeniu zakupu fabryk Opoczna.