Przychody ze sprzedaży LPP w 2025 r. (dla spółki kończącym się 31 stycznia) urosły o 19 proc. i przekroczyły 23 mld zł. To najlepszy wynik w historii grupy, znanej z takich marek odzieżowych jak Sinsay, Reserved, Cropp, House i Mohito. Za tym poszły rekordowe osiągnięcia na pozostały poziomach: EBITDA wzrosła o 31 proc. do 5,4 mld zł, zysk operacyjny o 37 proc. do 3,3 mld zł, a zysk netto o 36 proc. do 2,4 mld zł. Wyniki i ich dynamika zostały oczyszczone o odpis aktualizujący wartość należności z tytułu sprzedaży biznesu rosyjskiego (dotyczy 2025 r.) i wpływ transakcji z agentami zakupowymi w Rosji w okresie przejściowym (dotyczy 2024 r.).
- To był udany rok, mimo kilku nieprzyjemnych niespodzianek, takich jak pożar naszych magazynów w Rumunii - mówi Marek Piechocki, prezes LPP.
Grupa rośnie w siłę
Rekordowe osiągnięcia to głównie efekt dynamicznego rozwoju grupy. W zeszłym roku liczba sklepów zwiększyła się o 1029 do 3748.
- Jest to naprawdę duże przedsięwzięcie angażujące wiele osób i wysiłku - dodaje prezes.
Wystarczy dodać, że w ciągu 12 miesięcy LPP pojawiło się na sześciu nowych rynkach: Kosowo, Albania, Mołdawia, Uzbekistan, Azerbejdżan i Gruzja. Kraje te zamieszkuje łącznie 60 mln potencjalnych klientów.
- Podobają mi się wyniki LPP. To już kolejny kwartał, kiedy spółka zrealizowała to, co zapowiadała - komentuje Łukasz Wachełko, analityk Wood & Company.
Dynamiczny rozwój wymagał także rekordowych inwestycji, które wyniosły 3,2 mld zł.
- Z tego ponad 1,3 mld zł skierowaliśmy na rozwój logistyki i automatyzację. Pozwoliło nam to utrzymać kontrolę nad rosnącą skalą działalności, ale też stworzyć mocne podstawy pod dalszą ekspansję - wyjaśnia Marcin Bójko, wiceprezes LPP.
Spółka stawia też na wykorzystanie sztucznej inteligencji, co pozwala ograniczać koszty (tańsza jest np. produkcja kampanii reklamowych) i zwiększać sprzedaż dzięki lepszej personalizacji oferty dla klientów.
Zdaniem Marcina Bójki sytuacja gotówkowa grupy jest bardzo dobra, a banki prześcigają się z ofertami finansowania jej działalności.
- Mamy zabezpieczone 13,5 mld zł finansowania na okres trzech-pięciu lat. Banki proponowały nam nawet 20 mld zł - dodaje.
Wskaźnik długu netto do EBITDA wynosi 1,1x. To bezpieczny poziom, dlatego zarząd LPP zdecydował się rekomendować wypłatę 900 zł dywidendy na akcję. To o ponad jedną trzecią więcej niż przed rokiem.
Inwestorzy już wyceniają przyszłość
Rynek dobrze przyjął informacje napływające z LPP i kurs, rosnąc momentami nawet o ok. 12 proc., również pobił w czwartek historyczne rekordy przekraczając 22,4 tys. zł.
- Wzrost ceny akcji to w znacznej mierze efekt tego, co spółka mówi o przyszłości - chodzi o lepsze marże niż wcześniej szacowano. Osiągnięcia z zeszłego roku to już trochę historia - twierdzi Łukasz Wachełko.
Zarząd nie kryje optymizmu względem roku 2026, do czego podstawę daje m.in. 13-procentowy wzrost sprzedaży w okresie od 1 lutego do końca marca.
- Jestem przekonany, że mamy przed sobą kolejne lata szybkiego rozwoju. W 2026 r. wchodzimy z mocnymi fundamentami. Rentowność jest dla nas najważniejsza i na to kładziemy szczególny nacisk. Nasze lokale mają być rentowne, a nie prestiżowe. Jak lokalizacja nie będzie przynosić zysku, to ją po prostu zamkniemy - mówi Marek Piechocki.
LPP zapowiada na ten rok otwarcie ok. 1000 nowych sklepów (zdecydowana większość pod marką Sinsay), co ma zwiększyć powierzchnię handlową o 20 proc. Z nowych projekcji wynika, że marża brutto na sprzedaży wyniesie 55-55,5 proc. (poprzednio szacowano 54-54,5 proc.), a marża netto 9-10 proc. (9 proc.). Przychody powinny wzrosnąć o ponad 20 proc. do 28-29 mld zł.
- Naszym celem jest, żeby zyski rosły szybciej niż sprzedaż - deklaruje prezes.
Zarząd zapowiada kolejny rok rekordowych wyników, natomiast pod względem wydatków inwestycyjnych spodziewane jest wyhamowanie.
- W tym roku nasze potrzeby są nieco mniejsze. Capex szacujemy na 2,6 mld zł - mówi Marcin Bójko.
Iran nie popsuje biznesu
Przedstawiciele LPP uważają, że wyniki grupy mogą pozostawać pod wpływem sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie, ale nie będzie to wpływ znaczący. Eskalacja napięć w tym regionie przekłada się na wzrost cen paliw, a w konsekwencji na zwiększenie kosztów transportu i dystrybucji.
- Założenia dotyczące m.in. marży brutto uwzględniają już ten czynnik. Pod uwagę wzięliśmy też wyższy kurs dolara. Nie widzimy zakłóceń w dostawach z Azji. Może jeśli chodzi o Pakistan czy Indie, dostawy nieco się wydłużyły, ale to jest różnica dwóch-czterech dni. W ten rok weszliśmy z kontraktami na niski koszt frachtu. Teraz presja narasta, ale nawet jak koszty frachtu się podwoją, to się tego nie boimy - wyjaśnia Marcin Bójko.
Przedstawiciele LPP wskazują, że zawirowania w otoczeniu rynkowym spółki trwają już od wielu lat i cyklicznie się nasilają.
- Co chwilę coś się dzieje. Najpierw covid, potem wojna na Ukrainie, a teraz Bliski Wschód. Mamy silną organizację i potrafimy sobie radzić w trudnych sytuacjach. Tak jak wtedy, gdy zniknęło nam 20 proc. sieci w Rosji czy pandemia zamknęła nam wszystkie sklepy. Z naszego punktu widzenia wojna w Iranie tak naprawdę nie ma większego znaczenia, toczy się trochę z boku. Koszty ropy są dla nas niewielkie i rosną także dla naszych konkurentów - konkluduje Marek Piechocki.
