Renesans żużla dzięki PPP

  • Tadeusz Markiewicz
05-01-2015, 12:07

Samorządowcy ze Świętochłowic marzą o rewitalizacji stadionu. Nie zamierzają skąpić grosza, co zwiększa szanse sfinansowania przedsięwzięcia, którego wartość wstępnie oszacowano na 50 mln zł.

Od poniedziałku ruszamy z cotygodniową sekcją „PulsSamorządu”. Będziemy w niej opisywać najciekawsze nietuzinkowe pomysły samorządowców na wykonanie tych zadań, które powierza im lokalna społeczność. Zapraszamy do regularnej lektury „Pulsu Biznesu”, wierząc, że będziemy inspiracją.

Inwestycja sportowa w partnerstwie publiczno-prywatnym? Jeśli wierzyć statystykom, to jeden z najpopularniejszych projektów w tej formule. Ale nieprzypadkowo w tym miejscu pada słowo „projektów”. Większość inwestycji pozostaje na papierze. Tak miały powstać stadiony w Szczecinie i w Łodzi, ale z PPP wyszły nici.  Nie zraża to jednak kolejnych samorządów. I dobrze, bo w końcu duży projekt musi się udać. Taką nadzieję mają władze Świętochłowic, ponad 50-tysięcznego miasta w woj. śląskim. Samorządowcom marzy się modernizacja stadionu, pamiętającego czasy PRL i zarządzanego przez lokalny Ośrodek Sportu i Rekreacji Skałka.

Niepobity rekord
Wstępnie koszty inwestycji oszacowano na 50 mln zł netto. — Jesteśmy dobrze przygotowani. Mamy dwa mocne atuty — lokalizację i tradycje sportowe. Słowa „żużel” i „Świętochłowice” to synonimy — podkreśla Stanisław Korman, wiceprezydent miasta. Rzeczywiście, miejskie tradycje żużlowe sięgają połowy ubiegłego stulecia. Zawodnicy Śląska Świętochłowice trzykrotnie byli wicemistrzami Polski, jednak w latach 90. lokalny żużel zaczął podupadać. Samorząd zamierza reaktywować sport, który w kraju regularnie przyciąga widzów na trybuny. Ale do tego — oprócz zdolnych sportowców — potrzebny jest stadion.

— Przygotowaliśmy koncepcję jego rewitalizacji. Miasto chce zrealizować inwestycję w formule klasycznego partnerstwa publiczno-prywatnego z opłatą za dostępność. To w znakomity sposób zwiększa szanse bankowalności tego projektu. To pierwszy w Polsce projekt stadionowy, którego finansowanie nie jest oparte na komercyjnych przychodach  — podkreśla Małgorzata Okularczyk-Okoń, członek zarządu Collect Consulting — firmy, która doradza samorządowi.

Wstępna wizja jest taka: w Święto-chłowicach powstaje obiekt, który pomieści 10-12 tys. widzów (ponoć rekord frekwencji padł w 1979 r. — na trybunach stadionu zasiadło 27 tys. ludzi). Będzie to stadion wielofunkcyjny.

— Oczywiście podstawą będzie żużel, ale będzie można organizować na nim rozgrywki lekkoatletyczne bądź imprezy miejskie — mówi Małgorzata Okularczyk-Okoń.

— Nie wiemy jeszcze, czy bardziej będzie się opłacać modernizacja stadionu czy budowa od nowa. Na pewno będziemy szukać zewnętrznych źródeł, które pomogą sfinansować inwestycje. Tym razem szczególnie liczymy na pieniądze krajowe — z puli resortu sportu, ewentualnie z funduszy środowiskowych — zaznacza Stanisław Korman.

Podstawą finansowania będzie jednak opłata za dostępność, którą będzie wnosił ratusz.

— Zakładamy, że umowa partnerstwa będzie trwać 20 lat, choć w toku rozmów z inwestorem i stroną publiczną może się to jeszcze zmienić. Prywatny partner zajmie się projektowaniem, budową, zarządzaniem i eksploatacją. Sondowaliśmy największych graczy — wstępnie są zainteresowani. Co ciekawe, przychody komercyjne nie są dla nich aż tak istotne. Warto zaznaczyć, że częścią siemianowickiego kompleksu sportowego jest budynek obok stadionu, który może pełnić funkcje biurowe lub handlowe. Inwestor może też zdecydować o jego rozbiórce i wybudowaniu nowego — dodaje Małgorzata Okularczyk-Okoń.

Bez obaw o czwarte „P”

Harmonogram działań jest następujący: w 2015 r. miasto wybiera partnera prywatnego, w 2016 r. strony podpisują umowę. Od tego momentu ruszają projektowanie i budowa. Otwarcie obiektu przewidziane jest na 2018 r., czyli jeszcze w tej kadencji samorządowej. 

— Ważne jest też to, że promotora projektu — prezydenta Dawida Kostempskiego — popiera rada miasta — podkreśla Małgorzata Okularczyk-Okoń.

— Nie boimy się też czwartego „P”, czyli prokuratora. Ten strach jest jednak nadal powszechny wśród samorządowców — podkreśla Stanisław Korman.

Popularne i trudne

Z raportu „Rynek PPP w Polsce” wynika, że w 2013 r. ogłoszono 56 unikalnych (niepowtarzających się) projektów w PPP. 14 z nich stanowiły przedsięwzięcia dotyczące sportu i rekreacji. Do największych ogłoszonych takich przedsięwzięć można zaliczyć projekt budowy kompleksu basenowo-rekreacyjnego w Kędzierzynie- -Koźlu (40 mln zł), basenu w Lubiczu (15 mln zł), modernizacji centrum sportu i rekreacji przy Eisenberga w Krakowie (50-80 mln zł). Trzeba pamiętać, że zwykle tylko 22 proc. rozpoczętych postępowań kończy się podpisaniem umowy. W 2013 r. podpisano PPP na budowę i zarządzanie kompleksem boisk w podwarszawskim Piasecznie.

Jak żyć, jak inwestować

Kilka lat temu prof. Paweł Swianiewicz, doradca prezydenta ds. samorządów, tłumaczył, jaka jest różnica między polskimi a zachodnimi wyborcami. Otóż taka, że za Odrą lokalni włodarze są rozliczani z jakości świadczonych usług, a w Polsce — z realizacji inwestycji. Mam tego najlepszy przykład na własnym mazowieckim podwórku. Burmistrz sąsiedniego miasta wybudował tunel kolejowy, trybunę stadionu, kompleks basenów, wyremontował sporo ulic — w zasadzie sięgając w każdym przypadku po unijną pomoc. W efekcie w pierwszej turze zagłosowało na niego 80 proc. wyborców. Ten scenariusz zapewne powtórzył się w wielu miejscowościach.

Z inwestycjami jest tylko jeden tradycyjny problem — kasa? Samorządowcom nie ma czego zazdrościć. Choć przez ich ręce przechodzą co roku potężne kwoty (łączny budżet jednostek samorządu terytorialnego to 190-200 mld zł), większość wydatków determinują bieżące sprawy. Jeśli jedna piąta z tej gigantycznej puli idzie na inwestycje, to już jest nieźle. Niestety, w ostatnich latach jednostki samorządu terytorialnego raczej przykręcały śrubę z wydatkami majątkowymi, niż ją luzowały. Trudno się temu dziwić. Rosną koszty edukacji, w wielu miejscowościach głównej pozycji kosztowej w bilansie gminy. Trzeba ponosić ciężar długu zaciągniętego na wykorzystanie wsparcia z obecnej perspektywy UE (całe szczęście, że ich oprocentowanie ostatnio się zmniejsza), banki coraz mniej palą się do finansowania samorządów tzw. długim pieniądzem, na dodatek nie ma woli politycznej, by poluzować zadłużeniowy gorset, choć wiadomo, że jednostki samorządu terytorialnego o wiele efektywniej wydają pieniądze niż państwo.

Można zadać kultowe pytanie: jak żyć? Albo w zmodyfikowanej wersji: jak inwestować?

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Renesans żużla dzięki PPP