Resort obrony nie da się łupić

Piotr Nisztor
opublikowano: 2013-06-07 00:00

Na straży pieniędzy wydawanych na modernizację armii stanie specjalny zespół. Ma pilnować marż, które często nawet kilkakrotnie przekraczają rynkową wartość kupowanego uzbrojenia

Grubo ponad 100 mld zł zamierza wydać Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) na modernizację armii. Na liście zakupów są m.in. śmigłowce, okręty czy systemy antyrakietowe. Resort nie chce jednak przepłacać, tak jak bywało dotychczas.

— Często wojsko płaci za sprzęt kilkakrotnie więcej, niż wynosi cena rynkowa. Wszystko przez zbyt wysokie marże narzucane przez pośredników lub producentów czy zmowy cenowe firm. Chcemy z tym walczyć. Nie pozwolimy na łupienie MON — podkreśla gen. Waldemar Skrzypczak, wiceminister obrony narodowej.

Zespół antymarżowy

Rozwiązaniem ma być powołanie specjalnego zespołu antymarżowego, który będzie opiniował zamówienia dla wojska. — Jego zadaniem będzie porównywanie wartości złożonych ofert z cenami rynkowymi. To żmudna i ciężka analityczna praca — twierdzi wiceminister. W skład tworzonego zespołu ma wchodzić maksymalnie sześć osób mających doświadczenie w zamówieniach publicznych. Opinia zespołu nie będzie wiążąca, ale komisja przetargowa musi ją wziąć pod uwagę. Formalnie zespół antymarżowy zacznie funkcjonować na początku przyszłego roku.

— Aby rozpoczął działanie, trzeba stworzyć ramy prawne — mówi gen. Skrzypczak. Jednak już teraz członkowie zespołu w ramach szkoleń analizują kilka trwających przetargów. Ich wnioski mają pomóc w stworzeniu wytycznych dla komórek wojska odpowiedzialnych za zamówienia publiczne. Chodzi też o wyeliminowanie pośredników przy zakupie gotowego sprzętu od zagranicznych firm.

— Zakup ma się odbywać bezpośrednio od producenta, co dzięki minimalnej marży znacznie obniży cenę — mówi wiceminister. To oznacza konieczność „obchodzenia” przez MON pośredników mających wyłączność na Polskę w reprezentowaniu zagranicznych podmiotów.

— Mają w tym pomóc zapisy umów międzynarodowych o współpracy gospodarczej. Dotychczas nikt ich nie wykorzystywał — twierdzi gen. Skrzypczak. Ponadto każda z firm starających się o kontrakty wojskowe będze musiała podać w ofercie wartość marży w relacji do całej kwoty. Istotne zapisy będą też dotyczyły wysokości planowanego budżetu na zakup konkretnego sprzętu. Kwota, którą MON będzie zamierzało wydać na taki cel, stanie się bowiem jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic. Dotychczas informacja ta była objęta klauzulą „poufne”, po zmianach będzie „tajna” lub nawet „ściśle tajna”. Gen. Skrzypczak ma nadzieję, że pozwoli to ograniczyć przecieki do firm zainteresowanych danym przetargiem.

— Zdarzają się bowiem sytuacje, które budzą wątpliwości. Niedawno w jednym z przetargów startowały dwie firmy: cywilna i wojskowa. Pierwsza zaoferowała kwotę mocno przekraczającą planowany na ten cel budżet, tymczasem druga zmieściła się w cenie, dając zaledwie 3 tys. zł mniej — podkreśla wiceminister. Planowane zmiany mają dać wielomilionowe oszczędności.

Pułapka specyfikacji

Rozwiązanie chwalą eksperci.

— Każde działanie, które prowadzi do obniżenia ceny, jest słuszne. Jednak główny problem wojskowych zamówień tkwi w konstrukcji specyfikacji. Często armia chce kupić coś idealnego, coś, co nie istnieje. Dlatego ważne, aby dostosowała wreszcie zamawiane uzbrojenie do możliwości rynkowych i swoich potrzeb — ocenia Piotr Małecki, ekspert zbrojeniowy portalu Defence24.pl. Jako zamawiający MON ma prawo i obowiązek panować nad swoimi wydatkami.

— Zadaniem MON jest dbanie o nasze wspólne pieniądze. Mam nadzieję, że wyniki pracy komisji pozytywnie wpłyną na relacje polski przemysł — MON — mówi „PB” Piotr Wojciechowski, prezes WB Electronics. Podkreśla jednak, że wysokość marży jest rzeczą wtórną.

— Na ostateczną cenę wyrobu składa się kilka czynników, przede wszystkim zaawansowanietechnologiczne, sytuacja na rynku oraz zaspokojenie potrzeb klienta. Dlatego też czasami marża musi być wyższa. Nie można jednak dopuszczać do sytuacji, że firmy zawyżają marżę po to, aby utrzymać np. przerost zatrudnienia lub nieefektywną produkcję — przyznaje Piotr Wojciechowski. Planowanych zmian nie boi się też Krzysztof Trofiniak, prezes Huty Stalowa Wola.

— Niektórym takie rozwiązanie faktycznie może przeszkadzać, ale nie nam. Gdziekolwiek startowaliśmy, nie ukrywaliśmy, ile wynosi nasza marża — podkreśla Krzysztof Trofiniak.

OKIEM EKSPERTA

Trzeba czasu

SŁAWOMIR KUŁAKOWSKI

prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju

Nie widzę zagrożenia w tworzeniu nowej komórki w MON. Prawem każdego kupującego jest walka o obniżanie kosztów i otrzymywanie od dostawców jak najlepszych cenowo ofert. Pośrednicy będą musieli zejść z wysokich marż. Nie sądzę jednak, by działania nowego zespołu szybko przyniosły efekty. Trzeba czasu, by rynek i firmy przystosowały się do nowych warunków.