Resort ważnych interesów

Adam Sofuł
opublikowano: 18-05-2006, 00:00

Rozbiliśmy korupcyjny układ w Ministerstwie Finansów — obwieszcza z dumą od wtorku minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Istotnie, zebranie dowodów pozwalających na zatrzymanie wysokich urzędników resortu finansów to niewątpliwy sukces organów ścigania. Gdyby jeszcze udało się te zarzuty potwierdzić przed sądem, byłoby fantastycznie. Urzędnicy resortu finansów, którzy za łapówki umarzali podatki, powinni ponieść przykładną karę. Jeśli tak się stanie, minister Ziobro zasłuży na oklaski.

Sukces ministra Ziobry nie sprawi jednak, że problem zniknie. To okazja czyni złodzieja — skoro urzędnik resortu finansów dostał taką władzę, że może decydować o tym, kto musi spłacać zaległości podatkowe, a kto nie, to zawsze istnieje zagrożenie, że będzie tej władzy nadużywał. Tym bardziej że cały system umorzeń zaległości podatkowych jest wysoce nieprzejrzysty — co z tego, że listy obdarowanych przez resort szczęśliwców są jawne, skoro tajne są kryteria podejmowania takich decyzji. Urzędnicy umarzają podatki ze względu na „ważny interes publiczny” lub „ważny interes strony” i na tych enigmatycznych wyjaśnieniach resort poprzestaje. To skądinąd wątpliwy sukces demokracji — w mrocznych czasach PRL formułka o ważnym interesie publicznym uzasadniała np. odmowę wydania paszportu, teraz jest podstawą do zwolnienia z płacenia podatków.

Prawdziwym problemem jest to, że umorzenia podatków są w ogóle możliwe na podstawie arbitralnej decyzji urzędnika, bez jasno określonych kryteriów. Dość wspomnieć, że w 2004 roku z tego dobrodziejstwa skorzystało ponad 10 tys. podatników (w pierwszym półroczu 2005 było już takich szczęśliwców tylko 300). Są wśród nich i indywidualni podatnicy, i wielkie firmy, także państwowe. Urzędnicy resortu finansów od kilku lat zadawali kłam tezie, że w życiu są pewne tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki. Ale trzeba przy tym pamiętać, że ustawodawca stworzył im taką możliwość. Jej wyeliminowanie byłoby prawdziwym sukcesem. Na to się jednak, przynajmniej na razie, nie zanosi. Już po projekcie ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym widać, że obecna ekipa władzy stawia raczej na represje niż na prewencję (wprowadzenie doradców etycznych do resortu niewiele tu zmienia). A to oznacza, że za dziesięć lat jakiś kolejny następca ministra Ziobry będzie mógł też świętować swój sukces na polu walki z korupcją.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu