Rezerwy ropy w USA maleją, bo administracja Donalda Trumpa realizuje ogłoszony w marcu plan uwolnienia z nich 172 mln baryłek w celu złagodzenia skutków szoku naftowego, spowodowane wojną w Iranie. Bloomberg przypomina, że uwolnienie z rezerw takiej ilości ropy oznacza zmniejszenie ich do ok. 243 mln baryłek, czyli około jednej trzeciej ich wymaganej wielkości. Rząd deklaruje, że w ciągu najbliższego roku uzupełni rezerwy o około 200 mln baryłek, czyli o 20 proc. więcej niż zostało uwolnione.
Administracja uwalnia ropę w ramach programu, który zasadniczo polega na pożyczaniu baryłek firmom, które muszą je ostatecznie zwrócić wraz z odsetkami. Rzecznik Departamentu Energii poinformował, że stopa zwrotu wynosi jak dotąd około 26 proc., co potencjalnie wygeneruje ponad 3 mld USD oszczędności dla podatników.
Bloomberg przypomina, że strategiczne rezerwy ropy w USA były już znacznie uszczuplone, gdy Trump obejmował władzę w styczniu 2025 roku. Administracja prezydenta Joe Bidena doprowadziła do ich redukcji o ok. 290 mln baryłek poprzez serię uwolnień, między innymi po inwazji Rosji na Ukrainę.
Malejące zapasy ograniczają USA elastyczność reagowania na przyszłe zakłócenia w dostawach, podkreśla Bloomberg. Patrick De Haan, szef działu analiz ropy w GasBuddy powiedział, że rezerwy muszą sięgać co najmniej 150 do 200 mln baryłek, aby funkcjonować prawidłowo.
- To pozostawia niewiele miejsca na ewentualne dodatkowe uwolnienia – zauważył.
Amerykańska ropa WTI tanieje w poniedziałek o 5,1 proc. do 80,58 USD. To reakcja na ogłoszenie przez prezydenta Donalda Trumpa osiągnięcia porozumienia z Iranem, przerywającego konflikt, którego skutkiem jest największy w historii szok naftowy. Ostatni raz ropa była tak nisko notowana w pierwszych dniach marca, czyli na początku wojny USA z Iranem, w trakcie której cena baryłki rosła nawet do prawie 120 USD.
