Reżyser ruchu

(Paweł Kubisiak)
opublikowano: 2006-05-25 21:56

Na tańcu można zarobić. pod warunkiem że pilnuje się kosztów... Marek Egurrola jest wymagający. ale nie ma innego sposobu, by kurs tańca przekształcić w przedsiębiorstwo.

Na tańcu można zarobić. pod warunkiem że pilnuje się kosztów... Marek Egurrola jest wymagający. ale nie ma innego sposobu, by kurs tańca przekształcić w przedsiębiorstwo.

-Już w przedszkolu byłem tancerzem na zawołanie....

Marek Egurrola: No, nie... Przed studiami na AWF musiałem odbyć praktyki robotnicze: studenci odnawiali przedszkole pod Warszawą. Znalazł się tam kolega, który akurat chodził na kurs tańca. Pokazał nam kilka podstawowych kroków. I poczułem, jakbym znał to od zawsze... U nas w domu muzyka stale była obecna. Ojciec jest Kubańczykiem, lekarzem weterynarii, mama - tłumaczem hiszpańskiego. Ale nigdy wcześniej nie uczyłem się tańca, a tu: spodobało mi się. Zacząłem kurs w wieku 19 lat. Dla tancerza - niemal emerytura... Pięć lat póniej wygrałem pierwsze mistrzostwa Polski. Zacząłem tańczyć z Joanną Szokalską; uczyłem się u najlepszych. A ci najlepsi są drodzy: godzina pracy z nimi kosztuje 150 euro. Najdoskonalsi nauczyciele są w Londynie. I tam poznawałem taniec - poza tym na Kubie, w Paryżu i Berlinie. Kiedy po raz piąty został, postanowiłem się wycofać i szkolić innych.

Gdzie zaczynałeś?

M.E.: W Ośrodku Kultury Ochota w Warszawie, gdzie założyłem formację taneczną Volt. Po trzecim z rzędu zwycięstwie w mistrzostwach Polski zespół przeszedł na zawodowstwo. Prócz Voltu powstały też formacje Luz i dla dzieci Luzik. Kiedy chętnych przybywało, dyrekcja ośrodka zaproponowała, bym założył własną szkołę. Powstało Egurrola Dance Studio. Uczyłem w wynajmowanych salach szkolnych i sportowych na Ochocie. A firmom proponowaliśmy organizację właściwie każdego przedsięwzięcia estradowego: układy taneczne dla wytwórców samochodów, komputerów, oprogramowania, dla nowych centrów handlowych, banków, producentów alkoholi i ciuchów. Ilustrowaliśmy tańcem chyba każdy temat czy hasło reklamowe... Czasami tańcem trzeba było oddać wolność, czasem - niezawodność, a niekiedy - fantazję i wyobraźnię. Na takim występie - zdaje się dla Renault - zobaczył nas Bolek Pawica, reżyser telewizyjny i zaprosił do współpracy przy koncercie Natalii Kukulskiej w Teatrze żydowskim. Tak zaczęła się też współpraca z mediami. Potem występowaliśmy w największych telewizyjnych realizacjach, na festiwalach w Sopocie i w Opolu, od początku pierwszej edycji w „Tańcu z gwiazdami”, a teraz też w programie Dwójki Dubidu.

Popularne nazwisko przysparza klientów.

M.E.: Zawsze po głośnym filmie, musicalu czy programie przybywa chętnych do tańca. Tak było po „Gorączce sobotniej nocy”, po musicalu „Metro”, po „Dirty Dancing”. I po „Tańcu z gwiazdami”: już po pierwszej edycji musieliśmy znacznie zwiększyć liczbę kursów. Teraz zainteresowanie jest wręcz ogromne. To m.in. efekt trzeciej już edycji tego programu, no i po prostu tego, że ludzie widzą, jak na ich oczach gwiazdy uczą się tańczyć, że wszystko leży w granicach możliwości, że umiejętność tańca jest tylko kwestią decyzji. Dlatego przychodzą do szkoły.

I co, tancerz biznesmen musiał dobudować nowe sale?

M.E.: Nową siedzibę znaleźliśmy ją kilka miesięcy temu. W starych kamienicach vis-a-vis dawnej Ikei w Alejach Jerozolimskich w Warszawie był fitness. Pomyśleliśmy: może uda się tam wynająć lokal na szkołę? Strzał w dziesiątkę, choć sporo pieniędzy pochłonął remont.

Ile zatrudniasz osób?

M.E.: 25 nauczycieli i 15 osób obsługi.

Prócz własnej szkoły zarabiasz też na współpracy z gwiazdami.

M.E.: Tak, czasem to jednorazowy występ, czasem trasa koncertowa. Przygotowywaliśmy balet do występu Garou, Ingrid, Gipsy Kings.

Wielcy mają chimery?

M.E.: W żadnym wypadku! Mają za to określone wymagania i potrafią pracować. A my staramy się wyeksponować gwiazdę, podkreślić jej zalety, przygotować atmosferę występu. Główny bohater wieczoru nie zawsze musi tańczyć tak, jak robi to Ingrid. Wystarczy, że współpracuje. Czasami menedżerowie mówią: „Możecie robić, co chcecie, nie wolno wam tylko gwiazdy dotknąć”. Tak było na przykład z Naomi Campbell, która - nawiasem mówiąc - jest absolutnie powalająca. Perfekcyjnie przygotowana, ciało - doskonale zadbane (widać, że codziennie ćwiczy), świetna fryzura... Detale dopracowane w każdym calu! Tego samego wymagam od tancerzy: fryzjer, solarium, manikiur, dobra dieta. Nie mówiąc już o ćwiczeniach, bo to ich praca.

Podobno narzekają, że jesteś tyranem.

M.E.: No, nie wiem... Codziennie zaczynają dzień od tańca klasycznego, oprócz tego - w zależności, kto czego bardziej potrzebuje - ćwiczą jogę, pilates, tai chi, chodzą na siłownię, jogging, streaching, czasem hip-hop... Każdy taniec czegoś uczy, rozwija ciało. Kondycja to podstawa dobrego tańca - motor, pozwalający wykonać trudne układy ruchowe.

Szczupluteńka Joasia Koroniewska - którą spotkałam u ciebie w szkole w dresie, ze związanymi włosami - wyglądała na zmęczoną.

M.E.: Kursanci wychodzą z lekcji zlani potem. Na wyjazdowym wakacyjnym kursie tańca można schudnąć i ! Najczęściej ludzie ogóle mało się ruszają, więc taniec jest okazją nadrobienia zaległości.

A marketing?

M.E.: Nie jest sztuką, by ludzie przyszli na kurs tańca. Sztuka, by zostali. Znajdują nas głównie w internecie, sporo osób poleca nas znajomym. A jak już przyjdą, to zachęcamy ich na różne sposoby. Po trzech miesiącach kursanci dostają certyfikat. Urządzamy bezpłatne wieczorki taneczne, by mogli wypróbować umiejętności. Dwa razy w roku cała grupa musi przygotować turniejowy pokaz. To ważny występ: adepci zapraszają znajomych, rodziny... Ale podstawą nauki tańca pozostają instruktorzy: szukam najlepszych - nie tylko pod względem umiejętności technicznych. Niech potrafią przekazywać wiedzę. Muszą być komunikatywni, sympatyczni. I wymagający. Bo taniec to sztuka, gdzie całkowicie trzeba się odsłonić, zaangażować. Porażki mogą łatwo zniechęcić. Trzeba delikatności i stanowczości zarazem.

Czy instruktorzy nie uciekają? Marcin Hakiel z Kasią Cichopek zakładają właśnie własną szkołę.

M.E.: Moi współpracownicy nie odchodzą. Co do innych cieszę się, że się usamodzielniają. życzę im powodzenia. Rynek jest duży. W Warszawie należymy do ścisłej czołówki. W innych miastach nie otwieram filii, bo już zupełnie nie miałbym czasu na nic innego.

Jakie są koszty kursu?

M.E.: Średnio - około stu złotych miesięcznie. By nauka miała sens, winna potrwać trzy miesiące - i na tyle najczęściej decydują się studenci. Ale zdarza się, że po pierwszym stopniu taniec się spodoba tak, że zaczynają kolejne. Rekordziści pozostają z nami ponad 5 lat.

Czy na tańcu można zarobić?

M.E.: Pewnie, że można! Pod warunkiem że pilnuje się kosztów. Poza tym... Co miesiąc stajemy przed dylematem: zarabiamy czy inwestujemy. Nowoczesne sale i zaplecze to jedno, ale inwestycją jest także otwarcie kursu nowego tańca. Podpisując umowę z instruktorem, musimy zaryzykować. Nie wiemy, czy znajdą się chętni i na jak długo starczy im zapału.

Kto u was rządzi?

M.E.: Ja. Jestem w 100 proc. właścicielem szkoły, menedżerów zatrudniam na procent. Jest kilka etatów, ale większość to umowy-zlecenia.

Twoi współpracownicy mówią, że czasem cię nienawidzą.

M.E.: Wiem. Mnie też to mówią. Jestem wymagający. Ale nie ma innego sposobu, by kurs tańca przekształcić w przedsiębiorstwo. Praca zaczyna się rano, trwa do wieczora; weekendy spędzamy w programach telewizyjnych albo imprezach wyjazdowych. Podczas wakacji urządzamy wyjazdowe kursy tańca, a żeby odpocząć, organizujemy np. hip-hopmanię - pomysł, na który wpadliśmy w tamtym roku. Nie bardzo w niego wierzyliśmy, a tu sukces! Część chętnych odprawiliśmy z kwitkiem, bo miejsc nie starczyło. W tym roku było podobnie.

Co sprawia, że wyróżniacie się w tłumie?

M.E.: Wysoki standard i wyobraźnia. Traktujemy lekcje tańca jak produkt najwyższej jakości. A wyobraźnia i otwarta głowa są niezbędne, by to się mogło sprzedawać. Cały czas kombinuję, jaki układ choreograficzny przygotować, jakich ściągnąć nauczycieli, oglądam MTV, Vivę, ceremonie wręczania czego się da w USA i na świecie, słucham muzyki, obserwuję, jak się taniec zmienia. Bo choć figury są takie same, sposób tańczenia ewoluuje: czasem tańczy się bardziej łagodnie, czasem bardziej rytmicznie. Podczas wakacji w Warszawie moja szkoła urządza międzynarodowe warsztaty tańca. Ściągam wtedy doskonałych nauczycieli tańca z całego świata. Każdy może się do nich zapisać na kurs.

A kolejny etap?

M.E.: Wybudować profesjonalne studio do produkcji telewizyjnych. I pojechać gdzieś z deską surfingową.

Rozmawiała Anna Popek

fot. Grzegorz Kawecki