Rinat Achmetow traci wpływy

Marek WierciszewskiMarek Wierciszewski
opublikowano: 2014-07-07 00:00

W cieniu starć na wschodzie kraju o zachowanie wpływów i fortuny walczy najbogatszy Ukrainiec

Były sojusznik Wiktora Janukowycza, który fortuny dorobił się dzięki udziale w prywatyzacji prowadzonej przez zbiegłego w lutym prezydenta, może zapłacić wysoką cenę za niejednoznaczną postawę wobec nowych władz Ukrainy. Jeszcze w marcu Rinat Achmetow wzywał rząd w Kijowie do zaprzestania działań przeciwko separatystom, a potem unikał jednoznacznej deklaracji, po której stronie konfliktu się opowiada. Przełom nastąpił w drugiej połowie maja, kiedy miliarder potępił działające w Donbasie siły separatystyczne.

POSTAWIŁ NA KIJÓW: Zasiany przez separatystów strach niekorzystnie wpływa na morale ludności oraz uniemożliwia inwestycje, odstraszając od wizyt zagranicznych specjalistów. Po tym, jak uzbrojony tłum otoczył rezydencję Rinata Achmetowa, on sam musiał czasowo przenieść się do Kijowa. [FOT. PAP-EPA]
POSTAWIŁ NA KIJÓW: Zasiany przez separatystów strach niekorzystnie wpływa na morale ludności oraz uniemożliwia inwestycje, odstraszając od wizyt zagranicznych specjalistów. Po tym, jak uzbrojony tłum otoczył rezydencję Rinata Achmetowa, on sam musiał czasowo przenieść się do Kijowa. [FOT. PAP-EPA]
None
None

Według Bloomberga w wyniku kryzysu jego fortuna stopniała aż o połowę, do niespełna 12 mld USD.

Teraz próbuje ratować to, co mu pozostało, w miarę jak działania bojówek coraz bardziej utrudniają pracę jego zakładów, zatrudniających około 300 tys. osób. Magnat przemysłowy podniósł o 20 proc., a pracownikom, którzy zgodzą się uczestniczyć w patrolowaniu ulic wraz z milicją, zaoferował wysokie dodatki do pensji. Codziennie w południe w jego zakładach na znak sprzeciwu przeciw działaniom separatystów rozbrzmiewają syreny, a na wiecach menedżerowie informują o zagrożeniach.

— Achmetow podjął wiele wrogich nam działań. Przeciwko nam są jego stacje telewizyjne i gazety — przyznał Andrej Purgin, wicepremier samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Separatyści grożą oligarsze „nacjonalizacją” zakładów.

Ich siły nie są na tyle liczne, żeby pozwolić na zajmowanie fabryk, ale mogą wyrządzić bogaczowi poważne szkody. Były próby siłowej rekrutacji pracowników fabryk do oddziałów czy blokady linii kolejowych, co w przypadku hut grozi zatrzymaniem produkcji.

— Fabryka to nie planeta zawieszona w kosmosie. Może funkcjonować tylko pod warunkiem, że w jej otoczeniu jest porządek — mówił na wiecu do pracowników Aleksander Podkorytow, dyrektor generalny należącej do Achmetowa huty w Jenakijewie. Po przejęciu przez Rosję kontroli nad Krymem należące do magnata firmy straciły możliwość korzystania z portu w Sewastopolu.

Wysyłane drogą morską towary są kierowane na leżący nad Morzem Azowskim port w Mariupolu, który jest płytszy i nie może przyjmować wielu rodzajów jednostek. Jeszcze mocniej cierpią mniejsi przedsiębiorcy. Niestabilna sytuacja zniechęca banki do udzielania kredytów, a to utrudnia zdobycie finansowania koniecznego do eksportu towarów.

Mimo deklaracji poparcia dla jedności Ukrainy rządzący w Kijowie odnoszą się do Rinata Achmetowa z dużą nieufnością. Był bliskim współpracownikiem obalonego Wiktora Janukowycza, a lojalność dla nowych władz zadeklarował zbyt późno. Według politologa Jurija Jakimienki, gdyby opór przeciwko separatystom rozpoczął się w Donbasie wcześniej, straty materialne byłyby mniejsze, a ofiar ludzkich nie aż tak wiele. Tymczasem nowe władze deklarują zajęcie bardziej stanowczego stanowiska wobec oligarchów.

Chodzi o przeciwdziałanie korupcji, koniec tolerancji dla monopoli, a także bardziej skuteczne ściąganie podatków. Nagły zwrot biznesmena wprawił w dezorientację jego pracowników. Od miesięcy wpajano im nieufność najpierw wobec protestujących na Majdanie, a potem wobec nowych władz w Kijowie. To osłabia pozycję Rinata Achmetowa, który jeszcze niedawno w Donbasie cieszył się niemal pozycją feudalnego jednowładcy.

— Obecnie musi się martwić tym, jak uchronić siebie i swój majątek przed chaotycznymi walkami, a nie tym, jak wynegocjować jak najwięcej ustępstw od Kijowa — skomentował tygodnik „The Economist”.