Rodziny się nie wybiera. Jej przyszłość można jednak zaplanować, a przeszłość opowiedzieć. Historia i przyszłość Grzegorzewskich to Kolastyna.
Pływa na Karaibach i nad Morzem Czerwonym na desce surfingowej przypiętej do latawca. Nurkuje w Meksyku. Na wyprawy zawsze zabiera żonę Sylwię i troje swoich dzieci. Za sobą ma pierwszy maraton. Prawie wyczynowo chodzi po górach. Zaliczył Kilimandżaro, na którego szczycie wbił flagę z logo swojej Kolastyny. Zimą planuje wejść na najwyższy szczyt obu Ameryk — siedmiotysięcznik Aconcagua.
Na razie jednak prezes Andrzej Grzegorzewski wchodzi z grupą Kolastyna na giełdę. I robi to na najwyższym światowym poziomie.
Redukcja zapisów w transzy otwartej w ofercie publicznej akcji spółki wyniosła 98,28 proc. dla osób uczestniczących w book buildingu i 99,14 proc. dla pozostałych. W historii warszawskiej giełdy większym wzięciem cieszyły się jedynie debiutanckie akcje Arterii.
Popytowi na walory Kolastyny nie zaszkodziło nawet to, że emisyjna cena akcji została ustalona na maksymalnym poziomie widełek — jedna szła po 3,5 złotego, dzięki czemu do firmy trafi ponad 50 milionów złotych.
Rodzinna firma
Prezes Kolastyny wydaje się bardzo dumny ze swojego dziecka. Nie ukrywa, że może mówić o swoim biznesie bez końca. Jakże zresztą mogłoby być inaczej, skoro dzisiejszy debiutant na warszawskim parkiecie jest przedsiębiorstwem rodzinnym.
Firmę w 1983 roku założyła w Łodzi mama Andrzeja Grzegorzewskiego — Urszula Grzegorzewska. Wtedy Kolastyna była zakładem rzemieślniczym produkującym na potrzeby państwowych producentów kosmetyków.
— Pomysł na biznes był genialny w swej prostocie. Mama pracowała wtedy w instytucie przemysłu skórzanego. Opracowała metodę produkcji kolagenu i elastyny — białek używanych w przemyśle kosmetycznym. Ponieważ nikt w tamtych czasach nie chciał tego w Polsce produkować, zaczęła to sama robić. Tym sposobem siedem lat pracy badawczej nie poszło na marne — mówi Andrzej Grzegorzewski, farmaceuta z wykształcenia.
Dzisiejszy prezes zaczął pracować w Kolastynie dekadę później — w 1992 roku, gdy firma miała 2 miliony złotych przychodu rocznie (w 2006 roku — 90 milionów złotych).
— Do dziś pozostajemy z mamą największymi udziałowcami Kolastyny. Po ofercie publicznej pozostało nam w rękach około 52 procent akcji. Firma zostanie rodzinna, rodzina jest jej duszą — mówi Andrzej Grzegorzewski.
Po niespełna 20 latach Kolastyna nie jest już łódzką spółką. Siedzibę mają w Krakowie — tam jest Miraculum, spółka produkcyjna, którą cztery lata temu Kolastyna przejęła (Grzegorzewscy kontrolują 66 proc. Miraculum — resztę osoba fizyczna i bank). Kolastyna jest też pierwszym polskim przedsiębiorstwem z branży, które przejęło konkurenta.
— W Łodzi jest nasz magazyn logistyczny. Siedziba zarządu i promocji oraz public relations Grupy jest natomiast w Warszawie — precyzuje Andrzej Grzegorzewski.
Na L’Orealu
Prezes Kolastyny nie ukrywa, że większość działań na rynku kosmetycznym wzoruje na światowej potędze branżowej — koncernie L’Oreal.
— To żaden wstyd wzorować się na najlepszych. Poza tym Amerykę można odkryć tylko raz — uśmiecha się prezes Grzegorzewski.
Najdynamiczniej firma zaczęła wzrastać w drugiej połowie lat 90.
— Wtedy stworzyliśmy bardzo profesjonalny dział marketingu i sprzedaży, wzorowany właśnie na strategii L’Oreala — który już wówczas pojawił się na polskim rynku. Nomen omen w połowie lat 90. weszli do Polski wszyscy najważniejsi gracze w branży — oprócz L’Oreala, Oriflame, Avon, Nivea, Procter & Gamble czy Unilever. Poza tym nasza strategia — podobnie jak L’Oreala — opiera się głównie na posiadaniu szerokiej oferty marek w wielu segmentach oraz dystrybucji produktów w różnych kanałach sprzedażowych. Uważam, że warto podążać drogą, która przyniosła wymierne zyski, oczywiście dostosowując ją do polskich warunków — mówi Andrzej Grzegorzewski.
Legenda bez końca
Kolastyna jest polskim liderem w sprzedaży preparatów słonecznych. Nie będzie przesady, jeśli napiszemy, że ich mleczko do opalania widziało większość europejskich nadmorskich kurortów. I to nie tylko dlatego że przywieźli je tam w walizkach polscy turyści. Już kilka lat temu w legendarnych bułgarskich Złotych Piaskach Kolastynę można było kupić niemal na każdym stoisku z okularami słonecznymi.
Dziś Grupa oferuje swoje kosmetyki pod trzema markami: Laboratorium Kolastyna, Miraculum oraz Julitte Essayer. Wielką wartością spółki są — mityczne niemal — woda kolońska Brutal i woda toaletowa Pani Walewska.
— Brutal utrzymuje czwarte miejsce w sprzedaży wśród kosmetyków męskich. Zresztą i on, i Pani Walewska mają wielu lojalnych klientów. Dbamy o te marki, bo okazały się ponadczasowe, a większość produktów kosmetycznych ma krótki okres życia — mówi Andrzej Grzegorzewski.
Budujemy
Za pieniądze uzyskane z giełdy Grupa Kolastyna zamierza zwiększyć udział w segmencie środków pielęgnacyjnych — z 5 do 10 proc. Ma to być możliwe dzięki budowie nowego zakładu, który podwoi moce produkcyjne spółki. Ruszy pod koniec 2008 roku.
— Moce obecnej fabryki wykorzystujemy już w 80 proc. Razem z fabryką tworzymy też laboratorium badawcze. W naszym biznesie innowacyjność to ważny czynnik przewagi konkurencyjnej. Skorzystamy z dotacji unijnych — mówi Andrzej Grzegorzewski.
Część z 50 milionów zebranych przez Kolastynę z parkietu ma też pójść na rozwój eksportu preparatów słonecznych do krajów basenu Morza Śródziemnego — głównie Grecji, Hiszpanii i Włoch. n
Miłość potęgi
Kto nie kupował na Dzień Babci flakonu wody toaletowej Pani Walewska, ten gapa. Czy jednak są tacy? Może są, ale niewielu. Choć, nie wiadomo do końca, z czego wzięła się legenda atramentowego flakonu Grupy Kolastyna. Tradycyjny zapach? Nie. Obstawiamy, że to kwestia nazwiska, które widnieje na flakonie.
Maria Walewska była córką Mateusza Łączyńskiego herbu Nałęcz i Ewy z domu Zaborowskiej. W dzieciństwie wraz z dwoma braćmi (Benedyktem Józefem i Teodorem — przyszłymi oficerami Napoleona) wychowywana była przez ojca Fryderyka Chopina — Mikołaja. Nade wszystko była jednak kochanką Napoleona. Kochanką potężnego Napoleona. Najpotężniejszego władcy początku XIX wieku. Która kobieta nie chciałaby być kochana przez i na potęgę?
Nowe kosmetyki na giełdzie
Do debiutu szykuje się kolejna po Pollenie Ewie i Grupie Kolastyna — polska spółka z branży kosmetycznej. Niedawno — na naszych łamach — giełdowe plany zdradził Marek Łaskowski, dyrektor zarządzający w Joannie z Izabelina. W 2006 r. fabrykę opuściło 20 mln sztuk produktów. W tym roku ma być 25 mln. W 2006 r. Joanna miała 68 mln zł przychodów.
Wielkie marzenie
Aconcagua (kamienny stróż), czyli marzenie prezesa Kolastyny Andrzeja Grzegorzewskiego, to najwyższy szczyt Ameryki Południowej. Ma 6959 m n.p.m. Wchodzi w skład tzw. korony Ziemi. Leży na obszarze Argentyny, na zachód od Mendozy. Tworzy rozległy masyw zbudowany głównie z granitów. Jest pokryty wiecznym śniegiem i lodowcami. Pierwszy szczyt zdobył Szwajcar M. Zubriggen (1897). W 1934 r. pierwsza polska wyprawa andyjska (Stefan Daszyński, Konstanty Jodko-Narkiewicz, Stefan Osiecki i Wiktor Ostrowski) wytyczyła nową drogę od strony wschodniej przez lodowiec, nazwany później Lodowcem Polaków. Polska alpinistka Wanda Rutkiewicz pokonała ścianę południowego szczytu w 1985 r.
Liczby Kolastyny
41
mln zł Takie przychody miała Kolastyna w I półroczu 2006 r.
2,3
mln zł Taki w tym samym czasie debiutant miał zysk netto.
90
mln zł Takie są szacunkowe dane o przychodach Grupy Kolastyna w 2006 r.
