Roman Kluska doradzi premierowi

Adam Sofuł
opublikowano: 21-11-2006, 00:00

Na początek dobra wiadomość — jeżeli premier Jarosław Kaczyński chciał z kimś porozmawiać o biurokratycznych i administracyjnych barierach dla biznesu, nie mógł lepiej wybrać rozmówcy. Roman Kluska to symbol walki polskiego biznesu z biurokracją, bezdusznym aparatem administracyjnym i skarbowym oraz dżunglą przepisów. Popularność Kluski bierze się stąd, że można go w tych bojach uznać za zwycięzcę (choć jeśli wziąć pod uwagę pozycję Kluski kilka lat temu i obecnie, to było gorzkie zwycięstwo), wielu biznesmenów jednak w tej walce poległo. Jeżeli premier chce zmniejszyć straty w tej wojnie, to można temu tylko przyklasnąć.

Na tym jednak dobre wiadomości się kończą, a zaczynają się wątpliwości. Konkretów wciąż brak. Jako taki można potraktować co najwyżej powołanie specjalnej grupy, która ma opracować zmiany w prawie, prowadzące do obniżenia barier biurokratycznych. Nie jest to nowa inicjatywa. Zespół ds. odbiurokratyzowania gospodarki utworzył m.in. Leszek Balcerowicz, w czasie gdy był wicepremierem w rządzie AWS-UW. Jedynym efektem pracy tego zespołu był wzrost frustracji i poczucia niemożności wśród jego członków. Biurokracja trzymała się znakomicie.

Premierowi Kaczyńskiemu życzymy na tym polu większych sukcesów. Zagrożeniem jest jednak wyznawana przez jego formację filozofia zwiększenia uprawnień administracji państwowej i podejrzliwość wobec biznesmenów. Pytanie nie brzmi więc, czy Jarosław Kaczyński chce odbiurokratyzować gospodarkę (nie ma podstaw, by wątpić w szczerość tych deklaracji), ale czy aby to osiągnąć, potrafi zrezygnować z wszechwładzy urzędników podległego sobie aparatu państwowego. Pytanie to pozostaje, niestety, cały czas otwarte. Bo dotychczas rządząca ekipa wolała opowiadać o tropieniu afer i badaniu pochodzenia fortun biznesmenów niż o uproszczeniu prawa.

Dobrym przykładem jest wydarzenie sprzed kilku miesięcy, kiedy policja wyprowadziła z resortu finansów w kajdankach kilku wysokich urzędników. Są podejrzani o branie łapówek za umorzenia podatkowe. Sprawa się rozwija, pojawiają się w niej kolejne znane nazwiska. Nikt jednak nie zająknie się, co zrobiono, aby takie sytuacje się nie powtórzyły — jak zmieniono prawo, aby o umorzeniach podatkowych decydowały jasne kryteria, a nie urzędnicy.

Spotkanie premiera z Romanem Kluską było z pewnością wydarzeniem spektakularnym, ze względu na barwne osobowości obu panów. Każda władza potrzebuje takich spektakularnych wydarzeń, aby budować swój wizerunek. Wypada mieć nadzieję, że jednak to wydarzenie będzie początkiem mrówczej pracy, bo takiej właśnie wymaga walka z biurokracją. Tu nie ma miejsca na spektakularne aresztowania w blasku jupiterów (o czym Kluska mógł premiera zapewnić), lecz chodzi raczej o nowelizację dziesiątek ustaw o trudnych do zapamiętania nazwach. Roman Kluska jest właściwym człowiekiem, aby powiedzieć premierowi, które przepisy trzeba zmienić i — niewykluczone, że na własnym przykładzie — uzasadnić, dlaczego. Dobrze, że premier zdecydował się na spotkanie z nim. Naprawdę wspaniale byłoby, gdyby go uważnie wysłuchał i wyciągnął z tego właściwe wnioski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu