Kurs ropy spadał, bo pojawiła się nadzieja na wznowienie zablokowanych od końca lutego dostaw surowca z regionu Zatoki Perskiej, stanowiących ok. 20 proc. globalnej podaży. Optymizm był tak duży, że rynek ignorował wszystkie sygnały wskazujące na kruchość ogłoszonego porozumienia. Sygnały docierające z Waszyngtonu i Teheranu wskazują, że głównym elementem przetargowym w negocjacjach, które mają rozpocząć się w sobotę, będzie kwestia kontroli nad Cieśniną Ormuz.
Neil Roberts, dyrektor ds. morskich i lotniczych w Lloyd’s Market Association uznał za „wysoce nieprawdopodobne”, aby handel z Zatoką Perską został po prostu wznowiony.
- Region pozostaje w stanie podwyższonego ryzyka, ponieważ żadne z podstawowych napięć nie zostało rozwiązane – powiedział Bloombergowi.
Z kolei Jason Schenker, prezes i główny ekonomista Prestige Economics uznał za mało prawdopodobną możliwość zejścia kursu ropy poniżej 80 USD, czyli w pobliże poziomu sprzed wybuchu wojny.
- Tymczasem cokolwiek, co pójdzie nie tak w negocjacjach może bardzo szybko doprowadzić do powrotu kursu do poziomu 100 USD - stwierdził.
Eksperci podkreślają również, że nawet w przypadku odblokowania Cieśniny Ormuz powrót dostaw nie będzie natychmiastowy, bo wznowienie wydobycia na złożach zajmie pewien czas, podobnie jak zwiększenie lub przywrócenie przerobu w rafineriach w regionie Zatoki Perskiej.
Na zamknięciu sesji na ICE kurs baryłki ropy Brent z wiodących, czerwcowych kontraktów spadał o 13,3 proc. do 94,75 USD. To największa jego procentowa zniżka od 21 kwietnia 2020 roku. Jest najniższy od 11 marca, ale wciąż o 30 proc. wyższy niż na zamknięciu ostatniej sesji przed rozpoczęciem wojny USA i Izraela z Iranem. Ropa Brent drożeje jak dotąd w tym roku o prawie 56 proc.
