Kreml grozi Warszawie ograniczeniem eksportu nawet o 2 mld USD.Ograniczenie importu o połowę — tak Kreml chce zmusić Warszawę do uległości w sprawie umowy UE-Rosja.
Szantaż to od lat ulubiona taktyka rozgrywania przez Kreml najtrudniejszych problemów politycznych. Sięgnął po nią i teraz, próbując wywrzeć presję na Polskę, która od listopada blokuje rozpoczęcie negocjacji handlowych Unia-Rosja.
Jak doniósł dziennik „Kommiersant”, który powołuje się na źródła zbliżone do Kremla, Moskwa zamierza wprowadzić drastyczne ograniczenia na import wielu polskich towarów. Chodzi głównie o wyroby z tworzyw sztucznych, materiały budowlane i lekarstwa. Według szacunków, wartość polskiego eksportu miałaby spaść z 4 do 2,5-2 mld USD. Gazeta idzie dalej, bo pisze, że „Kreml skłania się ku temu, że za brak rozwagi braci Kaczyńskich powinien zapłacić polski biznes, który nie zdołał powstrzymać władz kraju przed podjęciem nieprzemyślanych kroków”. Kreml nie zdementował tych informacji.
— Jeśli Rosja chce stosować wobec Polski sankcje ekonomiczne, to oznacza to sankcje wobec UE. Polska nigdy nie zgodzi się na to, żeby być traktowana jak kraj, który nie należy do Unii — komentuje premier Jarosław Kaczyński.
Przeciek medialny
Co ciekawe, ten z pewnością kontrolowany przeciek medialny pojawił się w trakcie wizyty w polskich zakładach mięsnych rosyjsko-unijnej inspekcji. Jej ustalenie było wynikiem żmudnych negocjacji, do których włączyła się Komisja Europejska (KE) i Berlin, który w tym półroczu przewodniczy Unii. Ponowne kontrole były zaś warunkiem strony rosyjskiej do rozważenia zniesienia wprowadzonej w październiku 2005 r. blokady na polskie mięso i produkty roślinne. W piątek KE oświadczyła, że oczekuje, iż wynikiem kontroli będzie wyznaczenie daty zniesienia embarga. Zaraz potem zaczęły się pojawiać sygnały o tym, że polskie mięso nielegalnie trafia na rynek rosyjski tranzytem przez Białoruś. Rewelacje potwierdził wczoraj Siergiej Dankwert, szef rosyjskiego nadzoru weterynaryjnego i fitosanitarnego. Czy w tej sytuacji kontrola polskich zakładów ma jeszcze sens?
Okiem opozycji
Opozycja nie ma wątpliwości. Problemy w handlu z Rosją zaostrzyły się wkrótce po tym, jak do rządów doszli bracia Kaczyńscy.
— Wszelkie działania Rosji wobec Polski są wynikiem reakcji Moskwy na braci Kaczyńskich i obecną ekipę rządzącą. Jeżeli chcemy wpływać na Rosję poprzez Unię, to powinniśmy się oprzeć na ścisłej współpracy z Brukselą i budować dobre relacje z krajami UE. W bilateralnym sporze z Rosją nie mamy szans — mówi Adam Szejnfeld, poseł PO.
Jego zdaniem, profesjonalizm w dyplomacji nie polega na puszeniu się, ale na konsekwentnym działaniu i podejmowaniu rozmów na wielu szczeblach, również nieformalnych.
— Kto ma reprezentować interesy biznesu w Moskwie, skoro Polska nie ma tam nawet radcy handlowego — podkreśla Adam Szejnfeld.
Jeżeli w ciągu trzech miesięcy — tyle na odblokowanie rozmów Unii z Rosją dał Warszawie Kreml — nic się nie zmieni, jaki będzie kolejny krok? Przykręcenie kurka?
wywiad
To jest skandal
Janusz Kaczurba
doradca Lewiatana, uważa, że Rosjanie sami sobie wystawiają złe świadectwo.
„Puls Biznesu”: Jak pan przyjął rewelacje „Kommiersanta”?
Janusz Kaczurba: To szczególnie jaskrawe naruszenie reguł systemu handlowego. Wprawdzie Rosja nie jest jeszcze członkiem Światowej Organizacji Handlu (WTO), ale już zakończyła długotrwałe (ciągnące się od lat 90.) negocjacje w tej sprawie i praktycznie w tym roku powinna wstąpić do tej organizacji. Zamiar wprowadzenia ograniczeń na import towarów z Polski daje jak najgorsze świadectwo Rosji jako przyszłemu członkowi WTO. Pomijam to, że Polska ze szczególną przychylnością przyjęła kandydaturę Rosji.
— Czy w cywilizowanym świecie często wprowadza się takie ograniczenia?
— Nie znam drugiego takiego przypadku, gdzie przedstawiano wskaźniki ilościowe lub jakościowe planowanych restrykcji. Na ogół bariery dotyczą pewnych towarów, ale bez określenia, jak duży — wskutek ich wprowadzenia — nastąpi spadek eksportu. Zablokowanie przez Polskę negocjacji UE-Rosja nie może w żadnym razie stanowić podstawy do zablokowania polskiego eksportu do Rosji. To działanie typowo szantażowe.
— Konsekwencje dla naszych firm mogą być bolesne.
— To oczywiste, zważywszy, że wartość 4 mld USD jest dla polskich firm znacząca. Negatywne konsekwencje dotyczyć będą zwłaszcza przedsiębiorców ze ściany wschodniej, a także konkretnych branż: producentów lekarstw, przetworów żywnościowych (obowiązujące dziś embargo nie dotyczy całej żywności), mebli, osprzętu elektrycznego, sprzętu maszynowego i materiałów budowlanych. Z tych ostatnich korzystają też m.in. działające w Rosji polsko-rosyjskie przedsiębiorstwa.
sonda
Strach w oczach i niedowierzanie
Jeśli wejdą restrykcje, będą kłopoty. Ale nie wszyscy w ten scenariusz wierzą.
Stanisław Cholewiak
dyrektor ds. handlowych Hortino
Jestem zaniepokojony kierunkiem rozwoju naszych relacji z Rosją. Moim zdaniem, zacięta postawa i działanie wet za wet i ząb za ząb do niczego dobrego nie doprowadzą. Uderzą przede wszystkim w polskie firmy. Dlatego trzeba wyważyć wszystkie racje i być może spuścić nieco z tonu. Bierzmy przykład z krajów zachodnich, które dobrze zarabiają na handlu z Rosją, a w sprawach politycznych i historycznych wykazują się wobec niej dyplomatyczną wyrozumiałością. Za kilka dni rozpoczynają się w Moskwie duże targi spożywcze, na których będziemy się wystawiać. Mam nadzieję, że wbrew polityce będzie panować na nich dobra atmosfera biznesowa.
Roman Rojek
prezes Grupy Atlas
Mam nadzieję, że to takie strachy na Lachy... Przecież nawet Rosja nie może powiedzieć swoim obywatelom: kleju Atlasa już nie będziecie mogli kupować. Bo niby czemu nie? To nie żywność, gdzie można udawać zatroskanie zdrowiem narodu. Na rosyjskich podróbkach naszego kleju, które zalewają tamtejszy rynek, jest wielki napis „Dobre, bo polskie”, jakiego nie ma na oryginalnych atlasowych opakowaniach. Znaczy to, że polska jakość jest w Rosji wysoko ceniona, podobnie zresztą jak nasza marka. Do tej pory wielka polityka nie dotykała bezpośrednio ani nas, ani naszych rosyjskich partnerów handlowych. Nawet kryzysu w 1998 r. nie odczuliśmy specjalnie, chociaż mieliśmy wówczas przejściowe kłopoty z rosyjskimi bankami, które wstrzymały przepływ pieniędzy od naszych kontrahentów. To prawda, że prowadzenie interesów w Rosji nie jest łatwe, ale gdzie jest łatwo?
Karolina Pokrowska
rzecznik Polfy Warszawa
Jeżeli scenariusz się potwierdzi, to konsekwencje dla Polfy Warszawa mogą być bardzo dotkliwe. Rosja jest naszym historycznym partnerem handlowym, sprzedajemy tam około 60 proc. naszego eksportu. Niestety, już w 2006 r. odnotowaliśmy znaczny spadek eksportu spowodowany m.in. trudnościami z rejestracją czy certyfikacją naszych produktów za wschodnią granicą.