Rosyjski wraca do łask, a angielski ciągle trzyma się mocno...

Agata Hernik
opublikowano: 10-11-2006, 00:00

Coraz więcej firm przy rekrutacji wymaga znajomości języka obcego. Kiedyś był to wymóg na wysokie stanowiska, teraz niemal na każde.

Z badania TNS OBOP wynika, że w takich państwach starej Unii, jak Irlandia, Wielka Brytania, Portugalia czy Włochy większość mieszkańców nie posługuje się żadnym obcym językiem, porozumieć się z nimi można wyłącznie w ich mowie ojczystej. Te państwa zaniżają średnią unijną — 56 proc. Europejczyków przyznaje, że biegle włada jednym językiem obcym, a 28 proc. dwoma. Polska jest pośrodku. Wyniki są blisko średniej, a nawet nieco wyżej — 57 proc. deklaruje biegłą znajomość jednego języka, dwóch — 32 proc., a trzech — zaledwie 4 proc.

Polacy uczą się, bo muszą. Uczą się wszyscy. Pracownicy, którym pracodawcy zapewniają szkolenia, a potem wymagają od nich sprawnej komunikacji. Studenci marzący o karierze. Dzieci w szkołach, a coraz częściej nawet w przedszkolach. Uczą się też pracownicy administracji publicznej. W urzędach pracy — bo coraz więcej ofert pochodzi od zagranicznych pracodawców. W urzędach miast i gmin — bo muszą obsłużyć pojawiających się na ich terenie inwestorów, zdobyć środki na rozwój, promować się za granicą. Większość uczy się właśnie z myślą o pracy. Znajomość języków pracy nie zapewni, ale znacznie ułatwi jej znalezienie. A inaczej mówiąc — brak takiej znajomości może zupełnie zniweczyć nadzieje na dobrze płatną i ciekawą posadę.

Niepodzielne rządy

To, jaki język będzie w pracy potrzebny, zależy od firmy — jej rodzaju, zakresu działalności, współpracy z zagranicą, czy jest polska, czy międzynarodowa. Zależy też od stanowiska. I branży. Stanowczo pierwszym krokiem do zdobycia dobrej pracy jest biegłe opanowanie języka Szekspira.

— Angielski jest konieczny, a jeśli mówimy o pracy w korporacjach, to nawet niezbędny. Umiejętności zależą od funkcji. Jeśli chodzi na przykład o stanowiska administracyjne, to bez biegłej znajomości pracy się nie dostanie. Nie chodzi o to, że od czasu do czasu zadzwoni telefon i trzeba będzie porozmawiać po angielsku. Ten język może być potrzebny przez cały czas. Jeżeli przedsiębiorstwo współpracuje z innymi firmami zagranicznymi — komunikacja jest niezbędna. Często też na personel administracyjny spada robienie tłumaczeń, żeby nie zatrudniać nowej osoby albo nie zlecać wykonania ich w mieście — tłumaczy Magdalena Kozłowska z firmy Conseiller Doradztwo Personalne.

— Punktem wyjścia i absolutną podstawą jest znajomość języka angielskiego. Ten wymóg pojawił się już kilka lat temu. Wcześniej angielski przydawał się przy staraniach o wyższe stanowisko. Teraz od kandydatów do pracy oczekuje się przynajmniej czytania i rozumienia tekstu. Mówienia już trochę mniej, ale jeżeli się można komunikować, to tym lepiej — dodaje Paweł Leks z portalu Pracuj.pl.

Po angielsku niedługo będzie rozmawiać całe przedsiębiorstwo — od prezesa do parkingowego.

— Wymaganie znajomości języka angielskiego jest rozciągane na coraz niższe stanowiska. Wiadomo, że wyższa kadra zarządzająca, zarząd, kierownicy działów muszą znać ten język i to na wysokim poziomie. Znajomości komunikatywnej wymaga się od pracowników na niższych stanowiskach. Może to wynikać z polityki firmy, jej międzynarodowego charakteru albo zatrudniania wielu obcokrajowców, z którymi przecież trzeba się porozumiewać. Angielski jest językiem biznesu, informatyków, handlu. Trudno się dziwić jego popularności wśród pracodawców — tłumaczy Magdalena Kozłowska.

Inne nie tak potrzebne

Jeżeli popatrzeć na liczby, wniosek nasuwa się sam — właściwie to nie trzeba się uczyć kilku języków, wystarczy angielski. Firmy szukające pracowników zazwyczaj podają właśnie to kryterium. Nie wiadomo tylko, czy robią to, bo rzeczywiście na stanowisku pracy będzie potrzebny, czy dlatego, że szukający pracy tylko ten język opanowali. Tak czy inaczej, ograniczanie się do angielskiego nie jest rozsądne, zwłaszcza że niedługo może dojść do tego, że wszyscy będą znali angielski. Stanie się on standardem, a nie szczególną kwalifikacją. Na razie jednak wystarcza. Ale i inne języki też są coraz bardziej widoczne.

— Rynek odpowiada na zapotrzebowanie pracodawców. 79 proc. starających się o pracę twierdzi, że angielski zna. Pojawia się za to mnóstwo ofert z wymogiem znajomości języka rosyjskiego. To prawdziwy boom. I ludzie się uczą — 43 proc. deklaruje znajomość rosyjskiego. Jeszcze parę lat temu było to jakieś 20 proc. Niemiecki zna już mniej osób — 32 proc. Z resztą języków jest dużo gorzej. Francuski — tylko 7 proc., włoski — 2 proc., znajomość pozostałych jest znikoma – poniżej 1 proc. — wylicza Paweł Leks.

Rosyjski rzeczywiście ostatnio jest przebojem. Tym bardziej że młodych ludzi sprawnie posługujących się cyrylicą nie ma wielu.

— Coraz częściej poza angielskim pracodawcy wymagają też znajomości niemieckiego, francuskiego lub rosyjskiego. Trudno znaleźć osobę, która zna i angielski, i rosyjski, a zapotrzebowanie naprawdę jest. Rosyjski wyszedł w Polsce z użycia — przez jakiś czas mało kto się go uczył, a ci, co uczyli się dawniej... zdążyli zapomnieć — skarży się Magdalena Kozłowska.

Choć zdarza się, że trzeba znać co najmniej dwa języki obce, by ubiegać się o określone stanowisko. Ale nie jest to jeszcze zbyt popularne. Tym bardziej że o pracę w Polsce ubiega się mniej kandydatów niż jeszcze niedawno. Firmy nie chcą więc ryzykować i zazwyczaj ograniczają wymagania. Zresztą przeważnie pracownik znający dwa języki i tak używa tego, w którym czuje się pewniej...

Rozmawiać egzotycznie

— Zazwyczaj ci, co znają mniej popularne języki nie narzekają na brak propozycji pracy — zapewnia Paweł Leks.

Nie tylko nie narzekają, ale mogą mieć też wszelkie powody do zadowolenia. Pracownik biegle władający chińskim, japońskim, arabskim, wietnamskim, szwedzkim czy duńskim może liczyć, że ta umiejętność okaże się tak cenna dla pracodawcy, że zapewni mu nawet szkolenie zawodowe. Tym bardziej że bardzo trudno znaleźć pracownika, który nie dość, że biegle włada jakimś rzadkim językiem, to jeszcze zna się na handlu czy produkcji.

— Bardziej egzotyczne języki są potrzebne na specyficznych posadach — tłumacza w ambasadzie, w firmach energetycznych czy wydobywczych. Zazwyczaj przedsiębiorstwa na własny koszt szkolą takiego pracownika z dziedziny, która będzie obejmować zakres jego obowiązków służbowych. To jednak pojedyncze przypadki — zauważa Paweł Leks.

Przyznaje, że zawsze przydaje się arabski.

— Polacy od dawna pracowali w rejonach, w których język ten jest powszechny. Teraz też nasze firmy prowadzą tam wiele interesów. Znajomość hiszpańskiego zaś otwiera drogę do pracy właściwie w całej Ameryce Południowej. W Europie zresztą też. Jednak zapotrzebowanie na takich pracowników nie jest wielkie — dodaje Paweł Leks.

— Oczywiście są firmy, w których władanie obcym językiem nie jest potrzebne. To zazwyczaj małe i średnie przedsiębiorstwa, prowadzące działalność tylko w Polsce i nie współpracujące z zagranicą — twierdzi Magdalena Kozłowska.

Ale nawet w takiej firmie przyda się choćby jeden poliglota... Żeby nie rzucać z przerażeniem słuchawki, kiedy zadzwoni obcokrajowiec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu