Za kilka miesięcy Łódź będzie miała lotnisko z prawdziwego zdarzenia. Do szczęścia brakuje tylko... pasażerów.
Modernizacja lotniska w Łodzi dobiega końca. Pod koniec lata port będzie mógł przyjmować samoloty średniego zasięgu, a ich pasażerom zapewnić pełną obsługę.
— Droga startowa jest już na ukończeniu. Kończymy też rozbudowę płyty postojowej i drogi kołowania — mówi Michał Marzec, dyrektor Portu Lotniczego w Łodzi.
Lotnisko będzie miało pas startowy długości 2100 metrów.
— To oznacza, że będziemy mogli obsługiwać 190-miejscowe Boeingi — dodaje Michał Marzec.
Dziennie przez port będzie mogło przewinąć się 1000 pasażerów.
Lotnisko, będące w 99,8 proc. własnością miasta, finansuje inwestycje z własnej kieszeni.
— Koszt prowadzonych prac oceniamy na 23 mln zł — szacuje Leszek Krawczyk, prezes portu.
Całość kwoty będzie pochodzić z miejskiej kasy w formie podniesienia kapitału spółki.
— Jesteśmy już po pierwszym zwiększeniu kapitału o 9 mln zł — wyjaśnia Leszek Krawczyk
To jednak jeszcze nie koniec.
— Konieczna będzie rozbudowa terminalu i dodatkowej infrastruktury za blisko 9,5 mln zł — mówi Leszek Krawczyk.
Tu jednak port postara się też o inne źródła finansowania.
— Może, oprócz kolejnej kwoty z gminy, do zaangażowania uda się namówić marszałka i województwo — zapowiada Leszek Krawczyk.
W efekcie lotnisko wreszcie będzie mogło zacząć generować większy ruch. Na początek Łódź z warszawskim Okęciem połączą 19-osobowe samoloty. Gdy ruch się zwiększy, o operacjach pomyśli Eurolot z 40-osobowymi. Port prowadzi także rozmowy z tanimi przewoźnikami — irlandzkim Ryanairem i rodzimym Centralwings.