RPS nie przyciągnął inwestorów z GPW

Wojciech Dembiński
opublikowano: 2001-01-25 00:00

RPS nie przyciągnął inwestorów z GPW

Rynek międzybankowy okazał się bardziej przyjazny graczom

Prowadzony przez GPW pozagiełdowy Rynek Papierów Skarbowych okazał się zupełnie nietrafionym przedsięwzięciem. Po długim okresie przygotowań, RPS udało się w końcu uruchomić w październiku 2000 r., ale nowe miejsce handlu nie przypadło inwestorom do gustu.

Rynek Papierów Skarbowych, nazywany inaczej rynkiem hurtowym obligacji, został stworzony z myślą o funduszach emerytalnych i inwestycyjnych. W związku z małą płynnością giełdowego rynku obligacji oraz brakiem oficjalnych kwotowań na bardzo płynnym rynku międzybankowym, aktywa funduszy nie mogły zostać wycenione według realnych cen rynkowych. GPW, która zajmuje się prowadzeniem RPS, oraz Ministerstwo Finansów, które poparło ideę utworzenia tego rynku, liczyło, że na nowy rynek w pierwszej kolejności uda się przyciągnąć właśnie fundusze emerytalne i inwestycyjne, za którymi na RPS miały pojawić się także banki. Nowy rynek miał więc z założenia stanowić konkurencję dla rynku międzybankowego.

Wielka klapa

Po wartości zawartych do tej pory transakcji na RPS widać jednak wyraźnie, że kalkulacje okazały się błędne i nowy rynek stał się kompletnym „niewypałem”. Do tej pory giełdzie nie udało się zachęcić banków i funduszy do handlowania na nim i rynek międzybankowy w dalszym ciągu jest najważniejszym miejscem zawierania transakcji papierami skarbowymi. Banków nie skusiły niskie ceny za użytkowanie sytemu i zapewnienie, że do końca czerwca tego roku opłaty nie będą pobierane.

— Inicjatywa giełdy po prostu się nie udała i nic nie wskazuje na to, aby RPS mógł stać się konkurencyjny dla rynku międzybankowego — mówi Tomasz Stadnik, doradca inwestycyjny Credit Suisse Asset Management.

Niezadowoleni dealerzy

Według przedstawicieli GPW, główną przyczyną takiego stanu są liczne udogodnienia na rynku międzybankowym (m.in. brak oficjalnych kwotowań, zawieranie transakcji na telefon, możliwość zarabiania na tzw. spreadzie), z których dealerzy bankowi nie chcą rezygnować. GPW nie zamierza jednak szybko się poddawać i zapowiada, że będzie bardziej zabiegać o pozyskanie nowych uczestników tego rynku.

Zdaniem analityków i dealerów papierów dłużnych, istnieją bardzo małe szanse, że na RPS pojawi się większe grono graczy. Czynnikiem odstraszającym jest „przeregulowanie” nowego rynku w porównaniu z rynkiem międzybankowym. Brakuje ponadto elementu, który dałby przewagę nowemu rynkowi obligacji i tym samym mógłby przyciągnąć graczy.

— Problem w tym, że nowy rynek hurtowy nie wnosi żadnej wartości dodanej, może poza tym, że może obsługiwać małe transakcje — uważa Paweł Kielek, analityk ABN Amro.

Minimalna wartość nominalna jednej transakcji, ustalona na 500 tys. zł, jest jednak zbyt mała w porównaniu z pakietami o wartości 5 lub 10 mln zł, będącymi „normą” na rynku międzybankowym. Przyjęte rozwiązanie przesądziło praktycznie o tym, że RPS, zamiast z rynkiem międzybankowym, konkuruje de facto z giełdowym rynkiem obligacji. Rynek ten jest zresztą obserwowany przez zarządzających funduszami, tak aby przeciwdziałać ewentualnym próbom sztucznego „robienia” kursu (co nie jest trudne przy płytkim rynku).

Problem z fixingiem

Niepowodzenie RPS sprawia, że nadal brakuje rynku, który byłby wystarczająco płynny, a jednocześnie prowadziłby miarodajne kwotowania, które mogłyby być wykorzystywane do wyceny aktywów.

Jedyną szansą na zmianę tej sytuacji będzie prawdopodobnie wprowadzenie nowego systemu dealerskiego na rynku międzybankowym, który zapewni „integrację” rynku walutowego oraz rynku obligacji i bonów skarbowych. Dzięki niemu możliwe będzie prowadzenie fixingowych kwotowań obligacji i bonów, które stałyby się podstawą do wyceny aktywów funduszy inwestycyjnych i OFE. Według specjalistów, system może zostać uruchomiony najwcześniej za dwa lata.