Zapytany o sukces wiceprezes odpowiada: — Gazele! Liczymy, że dostaniemy już piąte z rzędu wyróżnienie!
Setki betonowych rur schną w równych rzędach, niektóre o średnicy nawet dwóch metrów. Jaka by tu była zabawa w chowanego! Jednak żadne dziecko nie wejdzie na teren zakładu — dziesiątki tysięcy metrów kwadratowych otoczone są płotem, a brama pilnowana.
— Codziennie wyjeżdża stąd około czterdziestu ciężarówek, głównie współpracujących z nami firm spedycyjnych. W tym roku wywiozą kilka milionów metrów rur — szacuje Waldemar Bartusiak, zastępca prezesa, dyrektor do spraw sprzedaży.
Fabryka jest liderem w produkcji rur kanalizacyjnych, należy też do ścisłej czołówki producentów studzienek kanalizacyjnych w Polsce. W ofercie ma instalacje sanitarne, deszczowe i… P. V. Tank.
— Poza nazwą nie mają nic wspólnego z czołgiem. To zbiorniki dla gospodarstw rolnych i firm przetwórczych. Służą przede wszystkim do gromadzenia gnojowicy — mówi Waldemar Bartusiak.
Od ponad pół wieku fabryka produkuje betonowe rury kanalizacyjne, jednak dopiero wykupienie przez niemiecki P. V. Holding pozwoliło na wprowadzenie nowoczesnych technologii.
— Wydawałoby się, że to branża odporna na wprowadzanie nowych rozwiązań. Ale dzieje się ciągle coś nowego. Na przykład samo podawanie betonu. Dawniej wylewało się go do formy i nikt nie patrzył, ile zostało w środku powietrza. Dziś stosujemy wylewanie wibracyjne, eliminujące powstawanie pęcherzy powietrza. Beton jest cięższy i trwalszy — ocenia wiceprezes.
Żywotność swych produktów szacuje na 75-100 lat. Zgłaszają się jednak instytucje, które mają kłopot z nieszczelnością kanalizacji z lat siedemdziesiątych.
— Wtedy ważna była ilość. Obecnie nasze rury Witros mają uszczelkę nakładaną jeszcze w fazie produkcyjnej. Czy są szczelne? A czy w innym razie nasz produkt znalazłby się na Okęciu? Albo w fabryce LG pod Wrocławiem? Czy nasza kanalizacja deszczowa pomagałaby odprowadzić wodę na zakopiance albo na ulicach Torunia? — pyta Waldemar Bartusiak.
Stoję w potężnej rurze i teraz widzę, że Ziemia jest okrągła, a uszczelki są niemieckie…
Gazele dźwignią handlu
Zarobki nie są niemieckie, bo gdyby były, to na pięciu przyjmowanych pracowników zostawałoby po tygodniu więcej niż dwóch.
— Gdybyśmy tyle samo płacili w euro, to po miesiącu moglibyśmy zwinąć żagle. Na rynku bardzo brakuje kadry wykwalifikowanej, posyłamy naszych pracowników na szkolenia, ale chętnie przyjmujemy nowych. Rozglądaliśmy się za pracownikami zza wschodniej granicy, ale skomplikowane procedury sprowadzenia ich do Polski zniechęciły nas do takich poszukiwań. A my wkrótce chcemy zatrudnić kolejne sto osób — zapowiada dyrektor.
Firma właśnie dostała pozwolenie na budowę fabryki we Włocławku. Będzie to trzeci (obok Kluczborka i Krapkowic) zakład produkcyjny Prefabetu. Produkty wytwarzane przez kluczborską firmę sprzedawane są także w Czechach, Niemczech i na Węgrzech. Jednak zapytany o sukces wiceprezes odpowiada:
— Gazele! Liczymy, że dostaniemy już piąte z rzędu wyróżnienie. Rozwijamy się, mamy doskonałą dynamikę, a wygląda na to, że następne lata będą również tłuste — prorokuje.
Jeszcze pięć lat temu sen z oczu prezesów spędzali dłużnicy. Partnerzy biznesowi okazywali się niewypłacalni, wielu należności do dziś firma nie odzyskała. Obecnie każda transakcja jest ubezpieczana, a umowa dokładnie sprawdzana od strony prawnej.
— Sami nie wykonujemy żadnych robót, ale pomagamy przy projektowaniu. Nawet wypożyczamy bezpłatnie programy komputerowe symulujące rozwiązania konkretnych systemów i obliczające zapotrzebowanie na materiały, które później dowozimy na miejsce — mówi Waldemar Bartusiak.
Od pełni do pełni
Stoimy w rurze kanalizacyjnej dwumetrowej średnicy. Zapadające ciemności maskują nasze ubłocone nogawki, a surrealistyczny krajobraz strzelających w górę rur współgra z zapachem schnącego betonu.
— Musi schnąć 28 dni. Gdy przyjdą mrozy, będziemy musieli wspomagać ten proces dodatkami chemicznymi. No, chyba że znów powtórzy się problem z cementownią Górażdże, która ostatnio nie nadąża z produkcją cementu. Czasem sukces może przeszkadzać — kiwa głową dyrektor.
Niedawno w ofercie Prefabetu pojawiły się bazaltowe rury z Czech. Są bardzo twarde i odporne na czynniki zewnętrzne.
— Staramy się różnicować naszą ofertę, wkrótce rozpoczniemy produkcję nowych elementów betonowych. Obserwujemy także wschodnie rynki, obecność tam wiąże się jednak nadal ze zbyt dużym ryzykiem. Znacznie mniejsze będzie przy wchodzeniu na giełdowy parkiet — przewiduje Waldemar Bartusiak.
Opuszczamy plac i oświetlone żółtym światłem hale produkcyjne. Trochę się spieszymy, dyrektor musi się przygotować, podyplomowe studia bezwykopowego układania rur pochłaniają go niemal całkowicie.
— Ale może przy następnej pełni spotkamy się w teatrze, to moja pasja — zdradza dyrektor.
Księżycowy krajobraz pozostał za bramą.
