Rynek obligacji firm dostanie ożywczy impuls

opublikowano: 14-08-2014, 00:00

Wciągnięcie banków do gry na GPW to krok w dobrą stronę, oceniają eksperci. Nie wierzą jednak w rozruszanie w ten sposób rynku akcji

Zarządzający, analitycy i brokerzy z nadzieją, ale również rezerwą, odnoszą się do pomysłów Wojciecha Kowalczyka, wiceministra skarbu odpowiedzialnego za rynek kapitałowy, który w „Pulsie Biznesu” przedstawił receptę resortu na kryzys rodzimej giełdy. Priorytetem jest zwiększenie płynności poprzez poszerzenie bazy inwestorów oraz ułatwienie dostępu do rynku, a kapitału na publiczny rynek obligacji korporacyjnych i akcji mają dostarczyć banki, którym możliwości inwestycyjne poszerzyć ma nowelizacja prawa.

FOT. MW
FOT. MW
None
None

Akcje na dalszym planie

Rynek przyklasnął kursowi, który obrał minister, ale inwestujący w akcje raczej nie mają co liczyć na jakościową zmianę. Zresztą sam Wojciech Kowalczyk podkreślił, że chodzi w szczególności o rozruszanie rynku instrumentów dłużnych. Szef zespołu rynków kapitałowych w dużym banku w rozmowie z „PB” wspomniał o instrumencie jeszcze bardziej egzotycznym z punktu widzenia drobnych inwestorów.

— Jednolita licencja likwiduje barierę, ograniczającą bankom dostęp do rynku kapitałowego. Sztandarowym przykładem są instrumenty pochodne na stopę procentową. Dzisiaj płynność na nich jest znikoma. A jest to produkt dedykowany również dla banków. Kiedy nie będzie wymogu posiadania licencji maklerskiej, będą przynajmniej mogły rozważyć, czy warto w nie inwestować — podkreśla nasz rozmówca.

Paweł Homiński, członek zarządu Noble Funds TFI, uważa, że zmiany pomogą niektórym segmentom rynku (przede wszystkim obligacjom przedsiębiorstw), ale jego zdaniem trudno sobie wyobrazić, by banki aktywnie inwestowały na giełdzie w akcje.

— Przeszkodą będą nie tylko wymogi kapitałowe i płynnościowe (i to o wymiarze ponadnarodowym, a nie lokalnym), ale też historie nieudanych inwestycji i strat poniesionych przez banki na giełdzie kilka-kilkanaście lat temu — mówi Paweł Homiński.

Według Kamila Stolarskiego, analityka BM BESI, musiałaby się zmienić kultura w bankowości, a instytucje musiałyby otrzymać system zachęt do inwestowania w akcje, np. w zamian za funkcję market makera.

— Pytanie, czy spodziewane korzyści będą tak duże, aby alokować część nadwyżki w akcje i ryzykować to, co stało się udziałem np. PZU, gdzie wynik z handlu akcjami ważył na wyniku netto, co nie było ani pożądane z punktu widzenia zarządu, ani inwestorów — mówi analityk.

— Bardziej ryzykowne inwestowanie może być niemile widziane przez głównych akcjonariuszy banków. Zagraniczne grupy finansowe prawdopodobnie będą wolały mieć dobrą kontrolę nad ryzykiem rynkowym i pozostawić inwestowanie w akcje w swoich centralach w Londynie czy Frankfurcie. Dla inwestorów prawdopodobnie nic się nie zmieni. GPW będzie współpracować nie z biurami maklerskimi, ale z departamentami w bankach — dodaje Adam Łukojć, zarządzający Skarbca TFI.

Pod specjalnym nadzorem

Eksperci podkreślają konieczność stworzenia odpowiednich procedur nadzorczych, aby ograniczyć ryzyko patologii, jakie rodziło zbyt bliskie i niewystarczająco monitorowane związki bankowości tradycyjnej z inwestycyjną.

— Zgoda z 1999 r. na łączenie tradycyjnej bankowości z inwestycyjną w USA została uznana za jeden z grzechów pierworodnych kryzysu z 2008 r., którego symbolem stało się spektakularne bankructwo Lehman Brothers. I choć zwiększenie możliwości inwestycyjnych banków nie musi prowadzić do patologii, to jednak ryzyko powinno być mocno monitorowane — mówi Jarosław Niedzielewski z Investors TFI. Podobne obawy ma Ludmiła Falak- -Cyniak, członek zarządu Amundi TFI.

— Podejście MSP wydaje się dość ryzykowne, szczególnie jeśli celem ma być tylko poprawa płynności, a nie zwiększenie potencjału operacyjnych działań banków — mówi specjalistka.

Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
×
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Różnica zdań

Wojciech Kowalczyk uważa, że postulowane przez biura maklerskie obniżenie opłat nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Nie zgadza się z tym Waldemar Markiewicz, szef Izby Domów Maklerskich, który przekonuje, że płynność blokują właśnie opłaty, relatywnie wysokie na tle innych rynków regionu.

— Pamiętajmy, że coraz więcej znaczą handlujący na własny rachunek i arbitrażyści.Dla nich koszty inwestowania w Warszawie są wyraźnie wyższe niż np. w Stambule — mówi Waldemar Markiewicz.

Jego zdaniem, pomysł poszerzenia jednolitej licencji bankowej, tak by banki mogły kupować także m.in. akcje, niesie bardzo duże ryzyko marginalizacji nie tylko domów maklerskich, ale w ogóle rynku usług w zakresie inwestowania w akcje.

— Nie ukształtowała się jeszcze u nas taka kultura bankowości, jak w krajach anglosaskich, dlatego obawiam się, że o ile banki chętnie inwestowałyby w obligacje korporacyjne, to decyzje o alokacji kapitału w akcje byłyby na końcu listy priorytetów, a przy ewentualnym cięciu kosztów działalność związana z akcjami byłaby na czołowej pozycji. Wszystko dlatego, że nie dorobiliśmy się jeszcze takiej skali biznesu, żeby biznes maklerski miał istotny udział w przychodach banków. Istotne jest też to, że kompetencje doradcy bankowego są szerokie, ale wiedza maklera jest bardziej wyspecjalizowana. To może mieć znaczenie dla jakości doradztwa i bezpieczeństwa inwestora — dodaje szef IDM. Waldemar Markiewicz podkreśla, że nie można zapominać o tym, że nasz rynek nie osiągnął jeszcze wieku dojrzałego.

— Rozumiem argumenty, które stoją za pomysłami resortu finansów, ale przy wdrażaniu ich w życie trzeba brać pod uwagę to, na jakim etapie znajduje się rozwój rynku kapitałowego w Polsce. Domy maklerskie należy wzmacniać, a nie je osłabiać, bo będzie to miało negatywne konsekwencje dla pozyskiwania przez przedsiębiorstwa pieniędzy na rozwój na rynku kapitałowym i tym samym na całą gospodarkę — mówi Waldemar Markiewicz.

Nie tylko płynność

Uczestnicy rynku dobrze przyjęli zamiar rozbudowy trzeciego filara emerytalnego, co miałoby zachęcić Polaków do odważniejszego oszczędzania na jesień życia.

— Oszczędności Polaków zgromadzone na lokatach w bankach są ogromne, warto zatem pomyśleć o formach dodatkowych zachęt dla klientów i pracodawców, aby część tych pieniędzy przepłynęła do trzeciego filara, który z powodzeniem może zapełnić lukę po systematycznie ograniczanym drugim filarze — mówi Ludmiła Falak-Cyniak. Paweł Hominski z Noble Fund dodaje, że wzmocnienie trzeciego filara jest ważne nie tylko w kontekście większej płynności na GPW, ale też budowy masy krajowych oszczędności.

— Samej płynności jednak pomóc musi konsekwentne zachęcanie atrakcyjnych emitentów do wprowadzania swoich akcji do notowań na GPW. Bez tego nasze oszczędności trafiać będą na giełdy zagraniczne, gdzie reprezentowane są branże nieznane u nas, a zarządy lepiej wykonują swoją pracę.

Z jakiegoś powodu w pierwszym kwartale tego roku firmy giełdowe miały gorsze wyniki finansowe, podczas gdy PKB rósł w tempie ponad 3 proc. r/r. Nasza giełda po prostu nie jest reprezentatywna dla gospodarki, najlepsze podmioty nie są notowane, bo nie widzą w tym żadnego interesu. Zmiana tego stanu rzeczy to wspólne zadanie MSP, GPW i Ministerstwa Finansów — mówi Paweł Homiński.

Eksperci podkreślają konieczność stworzenia odpowiednich procedur nadzorczych, aby ograniczyć ryzyko patologii, jakie rodziło zbyt bliskie i niewystarczająco monitorowane związki bankowości tradycyjnej z inwestycyjną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński; Współpraca: Jagoda Fryc

Polecane